PKP: śnieg blokuje rozjazdy, a sól psuje rogatki

Joanna Bosakowska
11.01.2010 , aktualizacja: 11.01.2010 14:59
A A A Drukuj
Pociągi dalekobieżne opóźnione nawet o kilkaset minut, niektóre osobowe odwołane. Kolejarze mają pełne ręce roboty. A pasażerowie zgrzytają zębami i cierpliwie czekają
Zderzenie busa z pociągiem w Słupcy. Na szczęście pasażerom udało się wyjść z auta przed zderzeniem
Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Poznaniu
Zderzenie busa z pociągiem w Słupcy. Na szczęście pasażerom udało się wyjść z auta przed zderzeniem
ZOBACZ TAKŻE
Lipa straszna! - macha ręką Dariusz Łuczyszyn, zwrotniczy z Pobiedzisk. Razem z panem Krzysztofem (25 lat na kolei) od rana machał łopatą i odśnieżał rozjazd. - Bo inaczej pociąg nie przejedzie - tłumaczy. - Jedna osoba potrzebuje na odśnieżenie co najmniej pół godziny. W ciągu dnia trzeba to robić kilkanaście razy - opowiada pan Krzysztof.

Zasypane rozjazdy, dzięki którym skład może zjechać na inny tor, to jeden z problemów, z którym boryka się kolej po ostatnich opadach śniegu. - Ale bywało już gorzej, kilka lat temu była masakra, musieli przysłać specjalną ekipę, która odgarniała śnieg. Zresztą w zimie nie jest łatwo, jak są mrozy, mogą szyny pękać, bywa, że linia trakcyjna się zrywa - dodaje pan Dariusz

Poznański Zakład Linii Kolejowych, który dba o stan torów, wysłał wczoraj w teren prawie setkę pracowników ze specjalnymi miotełkami do oczyszczania rozjazdów. Na linii z Gniezna do Wrześni był zaś inny problem: zaspy. - Pojechał tam pług, który odgarnął śnieg - mówi Łukasz Więcek, rzecznik ZLK. Takich jeżdżących po szynach pługów zakład ma trzy.

W zimie jest też problem z przejazdami, na których szlabany zamykają się automatycznie (są uruchamiane przez przejeżdżający pociąg). - Wszystko przez sól, którą sypią drogowcy. Na przejazdy nawożą ją na kołach samochody, a ta, gdy dostaje się do urządzeń elektrycznych, powoduje usterki. Taki problem mamy na przykład na Grunwaldzkiej - zaznacza Więcek. Przez taki przejazd pociągi muszą jechać bardzo wolno.

Pociąg ma... tysiąc minut opóźnienia

Większość pociągów miała wczoraj opóźnienia. Największe, po kilkaset minut, miały pociągi dalekobieżne, jadące ze Śląska, Małopolski, czy Podkarpacia. Rekordzistą został pociąg z Katowic do Gdyni, który spóźnił się ponad... tysiąc minut.

Jakby tego było mało, pod Słupcą Intercity wjechał bus z lawetą. Przyczyny wypadku bada specjalna komisja, ale już wiadomo, że samochód zatrzymał się na przejeździe i nie mógł ruszyć, bo zgasł mu silnik. W tym czasie zamknęły się rogatki. Dwaj mężczyźni zdążyli uciec z busa, zanim uderzył w niego pociąg. Linia na Warszawę była zamknięta przez trzy godziny, po godz. 7 udało się udrożnić jeden tor.

Niestety, o rekompensaty za opóźnienia mogą starać się tylko klienci pociągów Intercity (TLK, czy osobowych nie). - Wniosek można wypełnić przez internet albo w centrum obsługi klienta. Po jego pozytywnym rozpatrzeniu klient dostaje bon, który pozwala na zakup następnego biletu ze zniżką: 25 procentową jeśli pociąg był opóźniony godzinę, a 50 procentową przy spóźnieniu powyżej dwóch godzin - wyjaśnia Arkadiusz Rojewski, rzecznik IC w Poznaniu. W grudniu pasażerowie złożyli 91 takich wniosków, w styczniu na razie siedem. Ale można to zrobić do dwóch miesięcy od dnia, w którym pociąg był opóźniony.

Aura dokucza też Przewozom Regionalnym, które uruchamiają pociągi osobowe i Inter Regio. Większość była opóźniona (10-30 minut), a niektóre zostały odwołane, tak jak jeden z porannych pociągów osobowych z Gniezna.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy