Kto czuje pociąg do władzy i gazowni?
03.01.2010
, aktualizacja: 03.01.2010 20:47
Środowisko artystyczne Poznania czuje się odsunięte od wszelkich informacji i możliwości uczestniczenia w tak ważnym dla naszego miasta projekcie, jakim jest Nowa Gazownia.
ZOBACZ TAKŻE
- Stara Gazownia ożyła dzięki "Cyganerii" (28-06-10, 08:00)
- Kontenery sztuki nie zaszkodzą Nowej Gazowni (29-12-09, 10:27)
- Uciekający pociąg i kontenery na terenie Gazowni (21-12-09, 21:15)
Postanowiłem odpowiedzieć na tekst Marka Wasilewskiego, zamieszczony 18 grudnia w "Gazecie Wyborczej". Chciałbym na początek zaznaczyć, że projekt tak zwanej Nowej Gazowni nie jest dla mnie ani kontrowersyjny, ani niewygodny. To nie jest dla mnie problem. Problemem jest natomiast postawa Wasilewskiego, który uważa, że ma wyłączność na rację w sprawie koncepcji zagospodarowania Starej Gazowni. I straszy poznaniaków "lokalnością" - czyli brakiem kompetencji - wielu przedstawicieli kultury w Poznaniu.
Taka postawa jest dla mnie nie do zaakceptowania. Wasilewski mówi, że chce służyć miastu i twórcom, a staje się cenzorem i dysponentem ośrodka kultury, co najśmieszniejsze - na wiele lat przed jego powstaniem.
Po co ta wartownia?
Poznaniowi gratuluję odważnej decyzji stworzenia nowej instytucji kultury na terenie starej gazowni. Czas oczekiwania na 400 mln zł potrzebnych na realizację projektu nie powinien nas jednak zniechęcać do artystycznych przygotowań do tak dużego przedsięwzięcia. Trzeba to jednak robić w dialogu i w przejrzystości działań i intencji. Nie kierując się postawą roszczeniową wobec miasta, a zaufaniem.
"To miała być nowa jakość" - pisze w swoim tekście Wasilewski. Chodzi mu zapewne również o kontenerowy obiekt, siedzibę Biura Informacji o Projekcie Zagospodarowania Starej Gazowni, który miałby stanąć w starym korycie Warty. To jest ta nowa jakość, którą miasto miałoby wybudować i co najmniej 5 lat utrzymywać na potrzeby spotkań i dyskusji. Tylko dyskusji kogo z kim, skoro takich rozmów unika grupa, która wygrała konkurs na koncepcję zagospodarowania obiektu. Na pytanie, czy ma tam być również galeria sztuki, usłyszałem stanowcze nie. Czy nie lepiej w takim razie przeznaczyć na ten cel jeden z pokojów w Urzędzie Miasta?
Okazuje się jednak, że jedna osoba z grupy, która wygrała konkurs na zagospodarowanie starej gazowni - pani Agata Rogoś, pracuje już na etacie w mieście. Moje wątpliwości wzbudzają metody działania polegające na wnikaniu w struktury miasta, eliminacji innych inicjatyw w sąsiedztwie gazowni i tworzeniu wartowni o enigmatycznej nazwie Ośrodka Informacji o Projekcie Zagospodarowania Starej Gazowni, która nikomu tak naprawdę nie będzie służyła.
Towarzyszy temu straszenie władz miasta "lokalnością" działań wszystkich tych, którzy przypadkiem znaleźli się na drodze owej grupy. Wasilewski ostrzega przed niekompetencją, nieporadnością i brakiem globalnej świadomości oraz bałaganem, jaki stworzyliby inni zainteresowani działaniem na rzecz gazowni, gdyby nie jego osoba. Równocześnie ostrzega, że jeśli powstanie Nowa Gazownia, to "nikt nie będzie się tam czuł bezpiecznie" [według założeń w Nowej Gazowni żaden artysta nie będzie miał stałej siedziby - przyp. red.]. To po cóż on chce to robić i dla kogo?
Środowisko artystyczne Poznania czuje się odsunięte od wszelkich informacji i możliwości uczestniczenia w tak ważnym dla naszego miasta projekcie, jakim jest Nowa Gazownia.
Wasilewski rozmawiając z miastem na temat gazowni, rozmawia również jako artysta. Stąd miasto, spełniając jego życzenie, zawarte w wypowiedzi na łamach "Gazety", powinno przestać z nim rozmawiać i bezpośrednio negocjować w sprawie Gazowni z inwestorami i ministerstwem.
MONA w kontenerach
Wielokrotnie dzieliłem się z bliskim memu sercu śp. prezydentem Maciejem Frankiewiczem moim pragnieniem stworzenia w Poznaniu MONA - Muzeum Sztuki Najnowszej. W odróżnieniu od Warszawy, gdzie planowane jest anachroniczne w swej koncepcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Museum of Modern Art, czyli MOMA powstało w Nowym Jorku w 1928 roku!), nasze muzeum miałoby odnosić się do czasów najnowszych.
Obecnie w kolekcji MONA Inner Spaces - kolekcji, którą tworzę od 2004 roku, jest już 139 prac 89 artystów z całego świata. Są to twórcy o niezaprzeczalnej renomie, m.in.: Marie Jo Lafontaine, Izabella Gustowska, Magdalena Jetelova, Józef Robakowski, Zbigniew Libera, Sandor Pinchehelyi, Braco Dimitrijevic, Jaan Toomik, Weng Fen, Tim Ulrichs czy Pasko Burdjelez.
Mając na uwadze dość odległy termin otwarcia starej gazowni, bo ok. 7 lat (bądźmy realistami), wiceprezydent Sławomir Hinc uznał za godne rozważenia uruchomienie "kontenerowego" MONA Inner Spaces, we współpracy z innymi artystycznymi inicjatywami. To miałby być sygnał, że miasto z danej obietnicy się nie wycofa i zamierza ożywić zapomnianą dzielnicę Chwaliszewo świeżą działalnością artystyczną.
Nie chcę być dyrektorem tej instytucji, każdy, kto robi coś sensownego, powinien się tam poczuć bezpiecznie, a nad całością powinna czuwać powołana w tym celu rada. Kolekcję, którą tworzę i tworzyć będę, zamierzam nieodpłatnie przekazać powołanej ku temu fundacji.
Realizacja w założeniach efemerycznego, a więc mobilnego MONA Inner Spaces nie anektuje terenu i nie jest sposobem na przejęcie gazowni! Rozpatrywane są różne lokalizacje w bliskim sąsiedztwie gazowni. Muzeum to nie stała ekspozycja, lecz przestrzeń otwarta również na teatr, muzykę, taniec. Raz na dwa lata możliwa byłaby prezentacja nowych obiektów kolekcji.
Łowżyłowie - artyści i twórcy KontenerArt - bez zastrzeżeń pragną uczestniczyć w projekcie, na autonomicznych warunkach. Miejsca od zaraz poszukuje również grupa choreografów atelier Ewy Wycichowskiej czy świetna inicjatywa Made In Poznań i wiele innych.
Zostało mało czasu
Po lekturze tekstu Marka Wasilewskiego zrozumiałem, że nieświadomie zostałem wciągnięty w konflikt, uznany za zagrożenie dla planów rewitalizacji gazowni. Ale rewitalizacja w moim przekonaniu to interakcja, a nie podporządkowanie. Dlatego działania polegające na eliminowaniu nas z obszaru Chwaliszewa i równoczesne próby zagwarantowania sobie wyłączności na tym terenie i obsadzenia siebie w roli decyzyjnej wobec Starej Gazowni nie spotykają się z moją akceptacją.
Poznań podjął decyzję, że będzie się ubiegał o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Z koncepcją musimy być gotowi na koniec sierpnia 2010 roku. Czasu jest więc mało. Tylko natychmiastowy dialog pomiędzy władzami miasta, instytucjami kultury i organizacjami pozarządowymi - na równych prawach! - a w konsekwencji wyłonienie wspólnej grupy operacyjnej z mandatem zaufania oraz udziałem ekspertów zewnętrznych ma jakikolwiek sens.
Stawiałbym na takie rozwiązanie.
Taka postawa jest dla mnie nie do zaakceptowania. Wasilewski mówi, że chce służyć miastu i twórcom, a staje się cenzorem i dysponentem ośrodka kultury, co najśmieszniejsze - na wiele lat przed jego powstaniem.
Po co ta wartownia?
Poznaniowi gratuluję odważnej decyzji stworzenia nowej instytucji kultury na terenie starej gazowni. Czas oczekiwania na 400 mln zł potrzebnych na realizację projektu nie powinien nas jednak zniechęcać do artystycznych przygotowań do tak dużego przedsięwzięcia. Trzeba to jednak robić w dialogu i w przejrzystości działań i intencji. Nie kierując się postawą roszczeniową wobec miasta, a zaufaniem.
"To miała być nowa jakość" - pisze w swoim tekście Wasilewski. Chodzi mu zapewne również o kontenerowy obiekt, siedzibę Biura Informacji o Projekcie Zagospodarowania Starej Gazowni, który miałby stanąć w starym korycie Warty. To jest ta nowa jakość, którą miasto miałoby wybudować i co najmniej 5 lat utrzymywać na potrzeby spotkań i dyskusji. Tylko dyskusji kogo z kim, skoro takich rozmów unika grupa, która wygrała konkurs na koncepcję zagospodarowania obiektu. Na pytanie, czy ma tam być również galeria sztuki, usłyszałem stanowcze nie. Czy nie lepiej w takim razie przeznaczyć na ten cel jeden z pokojów w Urzędzie Miasta?
Okazuje się jednak, że jedna osoba z grupy, która wygrała konkurs na zagospodarowanie starej gazowni - pani Agata Rogoś, pracuje już na etacie w mieście. Moje wątpliwości wzbudzają metody działania polegające na wnikaniu w struktury miasta, eliminacji innych inicjatyw w sąsiedztwie gazowni i tworzeniu wartowni o enigmatycznej nazwie Ośrodka Informacji o Projekcie Zagospodarowania Starej Gazowni, która nikomu tak naprawdę nie będzie służyła.
Towarzyszy temu straszenie władz miasta "lokalnością" działań wszystkich tych, którzy przypadkiem znaleźli się na drodze owej grupy. Wasilewski ostrzega przed niekompetencją, nieporadnością i brakiem globalnej świadomości oraz bałaganem, jaki stworzyliby inni zainteresowani działaniem na rzecz gazowni, gdyby nie jego osoba. Równocześnie ostrzega, że jeśli powstanie Nowa Gazownia, to "nikt nie będzie się tam czuł bezpiecznie" [według założeń w Nowej Gazowni żaden artysta nie będzie miał stałej siedziby - przyp. red.]. To po cóż on chce to robić i dla kogo?
Środowisko artystyczne Poznania czuje się odsunięte od wszelkich informacji i możliwości uczestniczenia w tak ważnym dla naszego miasta projekcie, jakim jest Nowa Gazownia.
Wasilewski rozmawiając z miastem na temat gazowni, rozmawia również jako artysta. Stąd miasto, spełniając jego życzenie, zawarte w wypowiedzi na łamach "Gazety", powinno przestać z nim rozmawiać i bezpośrednio negocjować w sprawie Gazowni z inwestorami i ministerstwem.
MONA w kontenerach
Wielokrotnie dzieliłem się z bliskim memu sercu śp. prezydentem Maciejem Frankiewiczem moim pragnieniem stworzenia w Poznaniu MONA - Muzeum Sztuki Najnowszej. W odróżnieniu od Warszawy, gdzie planowane jest anachroniczne w swej koncepcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej (Museum of Modern Art, czyli MOMA powstało w Nowym Jorku w 1928 roku!), nasze muzeum miałoby odnosić się do czasów najnowszych.
Obecnie w kolekcji MONA Inner Spaces - kolekcji, którą tworzę od 2004 roku, jest już 139 prac 89 artystów z całego świata. Są to twórcy o niezaprzeczalnej renomie, m.in.: Marie Jo Lafontaine, Izabella Gustowska, Magdalena Jetelova, Józef Robakowski, Zbigniew Libera, Sandor Pinchehelyi, Braco Dimitrijevic, Jaan Toomik, Weng Fen, Tim Ulrichs czy Pasko Burdjelez.
Mając na uwadze dość odległy termin otwarcia starej gazowni, bo ok. 7 lat (bądźmy realistami), wiceprezydent Sławomir Hinc uznał za godne rozważenia uruchomienie "kontenerowego" MONA Inner Spaces, we współpracy z innymi artystycznymi inicjatywami. To miałby być sygnał, że miasto z danej obietnicy się nie wycofa i zamierza ożywić zapomnianą dzielnicę Chwaliszewo świeżą działalnością artystyczną.
Nie chcę być dyrektorem tej instytucji, każdy, kto robi coś sensownego, powinien się tam poczuć bezpiecznie, a nad całością powinna czuwać powołana w tym celu rada. Kolekcję, którą tworzę i tworzyć będę, zamierzam nieodpłatnie przekazać powołanej ku temu fundacji.
Realizacja w założeniach efemerycznego, a więc mobilnego MONA Inner Spaces nie anektuje terenu i nie jest sposobem na przejęcie gazowni! Rozpatrywane są różne lokalizacje w bliskim sąsiedztwie gazowni. Muzeum to nie stała ekspozycja, lecz przestrzeń otwarta również na teatr, muzykę, taniec. Raz na dwa lata możliwa byłaby prezentacja nowych obiektów kolekcji.
Łowżyłowie - artyści i twórcy KontenerArt - bez zastrzeżeń pragną uczestniczyć w projekcie, na autonomicznych warunkach. Miejsca od zaraz poszukuje również grupa choreografów atelier Ewy Wycichowskiej czy świetna inicjatywa Made In Poznań i wiele innych.
Zostało mało czasu
Po lekturze tekstu Marka Wasilewskiego zrozumiałem, że nieświadomie zostałem wciągnięty w konflikt, uznany za zagrożenie dla planów rewitalizacji gazowni. Ale rewitalizacja w moim przekonaniu to interakcja, a nie podporządkowanie. Dlatego działania polegające na eliminowaniu nas z obszaru Chwaliszewa i równoczesne próby zagwarantowania sobie wyłączności na tym terenie i obsadzenia siebie w roli decyzyjnej wobec Starej Gazowni nie spotykają się z moją akceptacją.
Poznań podjął decyzję, że będzie się ubiegał o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Z koncepcją musimy być gotowi na koniec sierpnia 2010 roku. Czasu jest więc mało. Tylko natychmiastowy dialog pomiędzy władzami miasta, instytucjami kultury i organizacjami pozarządowymi - na równych prawach! - a w konsekwencji wyłonienie wspólnej grupy operacyjnej z mandatem zaufania oraz udziałem ekspertów zewnętrznych ma jakikolwiek sens.
Stawiałbym na takie rozwiązanie.
* Tomasz Wendland jest dyrektorem festiwalu sztuki Mediations Biennale Poznań
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów
-
Kto czuje pociąg do władzy i gazowni?
nicolaisz
04.01.10, 07:36
to teraz każdy może wysłać do GW artykuł, podać się za przedstawicielajakiegoś środowiska i będzie opublikowany?! ... wow!»
-
Kto czuje pociąg do władzy i gazowni?
31paluszkow
04.01.10, 10:09
Projekt był dyskutowany bardzo długo; zarówno w społeczeństwie Poznaniaków,jak i nie tylko poznańskich artystów. Mnie się podoba propozycjazagospodarowania. »
-
Kto czuje pociąg do władzy i gazowni?
kontemplator07
04.01.10, 13:08
Nie uważam instalowanie czegokolwiek poza wodą w starym korycie Warty za dopuszczalne, ani prowizorycznych parkingów ani kontenerów.Nie mam tez zaufania do instytucjonalizacji kultury przez»
Najczęściej czytane24 htydzień




