Mały Ebi spotkał się z tatą

Sylwia Sałwacka
24.12.2009 , aktualizacja: 23.12.2009 13:06
A A A Drukuj
Po miesiącach walki o synka Anna i Dennis spróbują się porozumieć. Pomoże im w tym negocjator. Pierwsza mediacja - w Wigilię.
Pani Anna z małym Euzebiuszem
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Pani Anna z małym Euzebiuszem
W poniedziałek półtoraroczny Ebi zobaczył ojca. Ostatni raz widział go w marcu. - Spotkaliśmy się na neutralnym gruncie, w McDonaldzie. Kiedy mąż wziął synka na kolana, Ebi na całą salę wołał: "Mama, mama!". Nie poznał go, był zbyt malutki, kiedy widział go po raz ostatni. Mąż dał w prezencie synkowi autko. Był na swój sposób wzruszony. Nie jest wylewny. Dziwił się, że Ebi już tak wyrósł. Ma 92 cm wzrostu, sięga mi do pasa. Jest wysoki po ojcu. Rozmawialiśmy o synku, o pogodzie. Byle nie o tym, co się między nami wydarzyło - opowiada Anna.

W marcu tego roku Polka została oskarżona o porwanie własnego synka, ma 28 lat, skończyła germanistykę i dyrygenturę chóralną w Poznaniu, przez ostatnie trzy lata mieszkała w Maarssen w Holandii. Pracowała tutaj jako sekretarka i organistka w polskim kościele w Utrechcie.

Mąż Anny - Dennis jest Holendrem, ma 36 lat, handluje maszynami poligraficznymi. Poznali się w 2004 roku. - Ślub wzięliśmy po dwóch latach, ja na pewno z miłości. Rodzice wyprawili nam piękne wesele w pałacu w Wąsowie. Ale nasze małżeństwo nie układało się, tak jak powinno - wspomina Anna.

Gdy Ebi skończył osiem miesięcy, Dennis powiedział Annie, że chce się rozwieść, że nie jest z nią szczęśliwy i chciałby zacząć życie od nowa. Chciał, aby Anna się od niego wyprowadziła. Odmówiła, chciała ratować małżeństwo. Nie rozumiał: "Jaka jest twoja motywacja, żeby tutaj zostać?". Pytał, czy rozwód załatwią w Holandii, czy w Polsce i czy będzie uczyła synka holenderskiego.

Kiedy Anna wyjechała, Dennis spakował jej rzeczy, wymienił zamki w drzwiach, a potem wystąpił o wydanie dziecka w trybie konwencji haskiej. Tak zaczęła się dramatyczna wojna o dziecko. Latem sąd w Poznaniu zdecydował, że Anna ma wrócić do Holandii i oddać dziecko mężowi. Anna odwołała się. We wrześniu holenderskie ministerstwo sprawiedliwości wydało na nią europejski nakaz aresztowania. Policja zatrzymała Annę w szkole, w której pracowała, spędziła noc w areszcie zanim polski sąd go uchylił (zgodnie z polskim prawem nie doszło do przestępstwa uprowadzenia dziecka, gdyż Anna ma pełnię praw rodzicielskich). Jesienią Anna przegrała apelację. Nie chciała oddać synka, więc ukrywała się przed policją i detektywami wynajętymi przez męża.

- To był impuls. Na początku grudnia uznałam, że to do niczego nie prowadzi. Postanowiłam, że przyjadę do Holandii, aby porozumieć się z mężem. Przywiozła mnie tu siostra . To dziwne uczucie być po raz pierwszy od miesięcy w kraju, w którym spotkało mnie tyle przykrości ze strony męża - opowiada Anna. - Chcę żeby Dennis miał kontakt z synem. Czekałam na niego w Polsce, ale nie chciał odwiedzić synka. Nie pojadę na święta do rodziców. Zostaje na razie w Holandii. Jestem pełna obaw, że będę musiała już tu zostać. Sąd w Utrechcie dał nam czas na porozumienie w sprawie opieki nad synem, inaczej sam to zrobi. Ma nam w tym pomóc mediator. Pomaga mi też polski Rzecznik Praw Obywatelskich. Pierwsze negocjacje odbędą się w Wigilię. W Holandii to zwykły dzień.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów