Róża Szwak w pampersach od prezydenta
24.12.2009
, aktualizacja: 23.12.2009 13:05
Powrót małej Róży do domu w Błotach Wielkich. Rodzicom - Violetcie Woźnej i Władysławowi Szwakowi - decyzją sądu odebrano noworodka w szóstym dniu życia. Teraz dziewczynka wróciła do biologicznych rodziców
W niedzielę po drugim święcie Róża będzie miała chrzciny. Ma być uroczyście. Opiekunka z ośrodka pomocy: - Talerze wypolerowane, pan Władek kupił nowe sztućce, sprzątamy.
ZOBACZ TAKŻE
- Decyzja sądu: Róża wraca do rodziców! (15-09-09, 14:49)
- Sąd przyspieszy decyzję w sprawie Szwaków (04-09-09, 20:17)
- Jest opinia. Róża powinna wrócić do rodziców (03-09-09, 14:40)
- Nowy kłopot Szwaków: zabrali im zwierzęta (26-05-10, 21:29)
- Sterylizacja bez pytania: śledztwo do poprawki (25-01-10, 12:23)
- Rodzice Róży z Błot Wielkich wzięli ślub (27-12-09, 19:47)
- Róża nie wróciła do domu (21-08-09, 21:22)
- Sąd: mała Róża nie wraca do rodziców (20-08-09, 20:32)
- "Decyzja o odebraniu Róży była pochopna" (13-08-09, 13:36)
- Zabrano jej czworo dzieci. Czy odbiorą też Różę? (11-08-09, 21:36)
- Sąd zabrał dziecko, bo w domu był bałagan (04-08-09, 20:17)
RAPORTY
Z życia Róży: "Mleko piła. Siusiała. Herbatkę piła koperkową. Mleko piła. Siusiała. Szczepienie." Wioletta Woźna notuje w zeszycie dzień po dniu, godzina po godzinie. Zeszyt to zalecenie kuratorki sądowej. Na jednej z ostatnich kartek któreś z dzieci narysowało choinkę.
Kiedy zajrzałam do Błot Wielkich przed świętami, do domu Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka przyszedł listonosz z paczką. Na kartonie numer: "18".
Szwak: - To ta pani z Koła, już siedemnaście paczek przysłała. Ja jej już pisałem, niech się pani wstrzyma, bo to przecież za dużo na jedną kobietę.
Woźna: - Dużo ludzi dobrych. Tyle nowych ubranek dla Róży, pachnących. Nie wiadomo, jak dziękować.
Stawiają karton na kuchennym stole. - Ciasteczka. Sweterek. Paczka makaronu. Buty, przechodzone, ale fajne. Lampki na choinkę. Obrus świąteczny. Jak matka tak o nas dba... Figurka Mikołaja...
W wózku śpi najmłodsza córka Woźnej i Szwaka - pięciomiesięczna Róża.
Jak się chowa Róża?
Batalia o los Róży rozgrywała się na oczach całej Polski. Matce odebrano noworodka w szpitalu, sześć dni po narodzinach i przekazano rodzinie zastępczej. Sąd uznał, że w domu są złe warunki, bałagan, nieporadna matka i stary ojciec. Rodzice rozpoczęli walkę o dziecko, wsparli ich sąsiedzi, sołtys, proboszcz, opieka społeczna, szkoła, interweniował rzecznik praw dziecka. W końcu rodziców i trójkę ich starszych dzieci 7-letnią Anię, 10-letniego Tomka i 11-letnią Natalię zbadali biegli z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego - stwierdzili, że dzieciom nie dzieje się w domu krzywda, czują się kochane. Po dwóch miesiącach sąd postanowił oddać rodzicom niemowlę - tymczasowo. Rodzinę nadzoruje kurator, nie ma jeszcze terminu rozprawy, która rozstrzygnie o losie Róży i trójki jej starszego rodzeństwa.
Jak się chowa Róża?
- Klopsik. Nie choruje. Lekarka stwierdziła, że dziecko zadbane. Pani Wioletta jest przy dziecku nonstop, na początku w ogóle nie odchodziła od łóżeczka - mówi Joanna Leśniewska z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach.
Sąd nakazał, by przez kilka godzin dziennie w domu była opiekunka z pomocy społecznej. - Często nie ma co robić, bo pani Wioletta wszystko już zrobiła - relacjonuje Weronika Klimuntowska-Nawrocka, kierownik MGOPS.
Na drzwiach pokoju kartka: "Przed zabawą z siostrzyczką umyj ręce!". To pomysł pracowników MGOPS.
- Przedtem mieli pralkę Franię, teraz dostali w prezencie automat, pani Wioletta pierze. I obiad jest codziennie na czas. Okna umyłyśmy na święta. Starają się wszyscy. Dzieci zdrowe, nie chorowały na grypę. Ostatnio razem piekliśmy ciastka. Pan Władek czasem się zapomni, w butach zabłoconych z pola wejdzie. Ale kupił odkurzacz. Idzie ku lepszemu - opowiada Krystyna Przybylak, opiekunka z MGOPS.
Gdy o sprawie zrobiło się głośno, wielu ludzi pomogło. W domu ciepło, wyremontowano centralne ogrzewanie. Nowe okna i drzwi, docieplony strop. Przedtem nie było łazienki, teraz białe kafelki, wanna. - Znaleźli się sponsorzy z naszej okolicy. I ludzie z całej Polski wpłacali na konto "dla Róży", zebrano ok. 17 tys. zł - wylicza Jarosław Mikołajczak, sołtys wsi Chojno-Błota. - Szukamy jeszcze kogoś, kto pomoże nam zrobić nowy dach. Nie angażujemy pieniędzy gminnych - podkreśla. Bo gdy jedni ludzie z okolicy pomagają, inni zaczynają zazdrościć tej pomocy.
Szwak utrzymuje rodzinę z niewielkiego gospodarstwa, nie brał zapomóg z pomocy społecznej. - Ja zawsze się cieszyłem, gdy sam mogłem zarobić, innym pomagałem. A teraz słyszę czasem: "Gdyby ci nie pomogli, to byś gówno miał" - opowiada Szwak.
Tuż po tym jak Róża wróciła do domu, rodzinę odwiedziła delegacja z Kancelarii Prezydenta RP. Przywieźli pełen bagażnik pampersów i łyżeczkę grawerowaną: "Róży - Prezydent RP Lech Kaczyński". Róża wizytę przespała.
Kuratorki: nie najlepiej
Jak sytuację w domu ocenia kurator?
- Nie wygląda to najlepiej. Nadal bałagan, brudno - przekazuje rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu, Joanna Ciesielska-Borowiec. Kuratorki z Szamotuł zgodnie z zaleceniem sądu przychodzą do domu co tydzień i piszą raporty. - Gdy kuratorka przychodziła w określone dni, to jeszcze jakoś wyglądało. Kiedyś przyszła niespodziewanie w niedzielę wieczorem, dzieci nie spały, były brudne, w całym domu brudno. Po prostu sami sobie nie radzą, rodzina nie jest wydolna i trzeba ją wspomagać - sumuje rzeczniczka.
Skąd tak wielkie rozbieżności w ocenach kuratorów i pracowników socjalnych? Rzecznik tego nie komentuje.
- Aż nie wiem co powiedzieć. Pani kurator nie przekazywała nam żadnych poważniejszych zastrzeżeń - mówi Joanna Leśniewska z ośrodka pomocy.
Ksiądz Paweł Pawlicki, proboszcz parafii w Chojnie. - Z mojego punktu widzenia sytuacja wygląda tam dobrze. A najważniejsze, że Różyczka jest taki pączek, naprawdę fajna, pani Wioletta dobrze sobie z nią radzi.
Rzecznik Ciesielska-Borowiec: - Tak, Różyczka jest zadbana, rozwija się dobrze, tego nikt nie kwestionuje.
Szwak do Róży, która właśnie się obudziła: - Kuku! Kuku! Byliśmy bez niej jak krzesło o trzech nogach.
W niedzielę po drugim święcie Róża będzie miała chrzciny w kościele w Chojnie. Przyjedzie rodzina, znajomi, ma być uroczyście. Krystyna Przybylak, opiekunka: - Talerze już wypolerowane, pan Władek kupił nowe sztućce, sprzątamy.
Kiedy zajrzałam do Błot Wielkich przed świętami, do domu Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka przyszedł listonosz z paczką. Na kartonie numer: "18".
Szwak: - To ta pani z Koła, już siedemnaście paczek przysłała. Ja jej już pisałem, niech się pani wstrzyma, bo to przecież za dużo na jedną kobietę.
Woźna: - Dużo ludzi dobrych. Tyle nowych ubranek dla Róży, pachnących. Nie wiadomo, jak dziękować.
Stawiają karton na kuchennym stole. - Ciasteczka. Sweterek. Paczka makaronu. Buty, przechodzone, ale fajne. Lampki na choinkę. Obrus świąteczny. Jak matka tak o nas dba... Figurka Mikołaja...
W wózku śpi najmłodsza córka Woźnej i Szwaka - pięciomiesięczna Róża.
Jak się chowa Róża?
Batalia o los Róży rozgrywała się na oczach całej Polski. Matce odebrano noworodka w szpitalu, sześć dni po narodzinach i przekazano rodzinie zastępczej. Sąd uznał, że w domu są złe warunki, bałagan, nieporadna matka i stary ojciec. Rodzice rozpoczęli walkę o dziecko, wsparli ich sąsiedzi, sołtys, proboszcz, opieka społeczna, szkoła, interweniował rzecznik praw dziecka. W końcu rodziców i trójkę ich starszych dzieci 7-letnią Anię, 10-letniego Tomka i 11-letnią Natalię zbadali biegli z Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego - stwierdzili, że dzieciom nie dzieje się w domu krzywda, czują się kochane. Po dwóch miesiącach sąd postanowił oddać rodzicom niemowlę - tymczasowo. Rodzinę nadzoruje kurator, nie ma jeszcze terminu rozprawy, która rozstrzygnie o losie Róży i trójki jej starszego rodzeństwa.
Jak się chowa Róża?
- Klopsik. Nie choruje. Lekarka stwierdziła, że dziecko zadbane. Pani Wioletta jest przy dziecku nonstop, na początku w ogóle nie odchodziła od łóżeczka - mówi Joanna Leśniewska z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach.
Sąd nakazał, by przez kilka godzin dziennie w domu była opiekunka z pomocy społecznej. - Często nie ma co robić, bo pani Wioletta wszystko już zrobiła - relacjonuje Weronika Klimuntowska-Nawrocka, kierownik MGOPS.
Na drzwiach pokoju kartka: "Przed zabawą z siostrzyczką umyj ręce!". To pomysł pracowników MGOPS.
- Przedtem mieli pralkę Franię, teraz dostali w prezencie automat, pani Wioletta pierze. I obiad jest codziennie na czas. Okna umyłyśmy na święta. Starają się wszyscy. Dzieci zdrowe, nie chorowały na grypę. Ostatnio razem piekliśmy ciastka. Pan Władek czasem się zapomni, w butach zabłoconych z pola wejdzie. Ale kupił odkurzacz. Idzie ku lepszemu - opowiada Krystyna Przybylak, opiekunka z MGOPS.
Gdy o sprawie zrobiło się głośno, wielu ludzi pomogło. W domu ciepło, wyremontowano centralne ogrzewanie. Nowe okna i drzwi, docieplony strop. Przedtem nie było łazienki, teraz białe kafelki, wanna. - Znaleźli się sponsorzy z naszej okolicy. I ludzie z całej Polski wpłacali na konto "dla Róży", zebrano ok. 17 tys. zł - wylicza Jarosław Mikołajczak, sołtys wsi Chojno-Błota. - Szukamy jeszcze kogoś, kto pomoże nam zrobić nowy dach. Nie angażujemy pieniędzy gminnych - podkreśla. Bo gdy jedni ludzie z okolicy pomagają, inni zaczynają zazdrościć tej pomocy.
Szwak utrzymuje rodzinę z niewielkiego gospodarstwa, nie brał zapomóg z pomocy społecznej. - Ja zawsze się cieszyłem, gdy sam mogłem zarobić, innym pomagałem. A teraz słyszę czasem: "Gdyby ci nie pomogli, to byś gówno miał" - opowiada Szwak.
Tuż po tym jak Róża wróciła do domu, rodzinę odwiedziła delegacja z Kancelarii Prezydenta RP. Przywieźli pełen bagażnik pampersów i łyżeczkę grawerowaną: "Róży - Prezydent RP Lech Kaczyński". Róża wizytę przespała.
Kuratorki: nie najlepiej
Jak sytuację w domu ocenia kurator?
- Nie wygląda to najlepiej. Nadal bałagan, brudno - przekazuje rzecznik Sądu Okręgowego w Poznaniu, Joanna Ciesielska-Borowiec. Kuratorki z Szamotuł zgodnie z zaleceniem sądu przychodzą do domu co tydzień i piszą raporty. - Gdy kuratorka przychodziła w określone dni, to jeszcze jakoś wyglądało. Kiedyś przyszła niespodziewanie w niedzielę wieczorem, dzieci nie spały, były brudne, w całym domu brudno. Po prostu sami sobie nie radzą, rodzina nie jest wydolna i trzeba ją wspomagać - sumuje rzeczniczka.
Skąd tak wielkie rozbieżności w ocenach kuratorów i pracowników socjalnych? Rzecznik tego nie komentuje.
- Aż nie wiem co powiedzieć. Pani kurator nie przekazywała nam żadnych poważniejszych zastrzeżeń - mówi Joanna Leśniewska z ośrodka pomocy.
Ksiądz Paweł Pawlicki, proboszcz parafii w Chojnie. - Z mojego punktu widzenia sytuacja wygląda tam dobrze. A najważniejsze, że Różyczka jest taki pączek, naprawdę fajna, pani Wioletta dobrze sobie z nią radzi.
Rzecznik Ciesielska-Borowiec: - Tak, Różyczka jest zadbana, rozwija się dobrze, tego nikt nie kwestionuje.
Szwak do Róży, która właśnie się obudziła: - Kuku! Kuku! Byliśmy bez niej jak krzesło o trzech nogach.
W niedzielę po drugim święcie Róża będzie miała chrzciny w kościele w Chojnie. Przyjedzie rodzina, znajomi, ma być uroczyście. Krystyna Przybylak, opiekunka: - Talerze już wypolerowane, pan Władek kupił nowe sztućce, sprzątamy.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Róża Szwak w pampersach od prezydenta
mikolaj.plank
24.12.09, 13:25
na otrzeźwienie raz: nie.com.pl/art21547.htmi dwa: nie.com.pl/art21516.htmMoże państwo redaktorstwo zaczną choć trochę dokumentować tematy?»
-
Róża Szwak w pampersach od prezydenta
germanista75
25.12.09, 19:41
Przecież ta kobieta zostawiła szwagierce dwójkę swoich dzieci z poprzedniego związku i nigdy więcej się nimi nie zajęła, o tym nikt nie mówi,a szkoda. »
Najczęściej czytane24 htydzień


