Kierowca nie widział niewidomego. Wypadł na ulicę

Natalia Mazur, współpraca: Justyna Suchecka
23.12.2009 , aktualizacja: 22.12.2009 20:39
A A A Drukuj
Zamiast wysiąść z autobusu, niewidomy student wypadł z niego. Trzy dni leżał w szpitalu. - Mógł się przecież zabić! Takie sprawy trzeba nagłaśniać - mówi Marek Jakubowski z Ośrodka dla Niewidomych w Owińskach
Marek jest niewidomy, ma też problemy z poruszaniem. Na co dzień chodzi o kulach, ale gdy wie, że po drodze nie napotka schodów ani wysokiego krawężnika, wybiera wózek inwalidzki
Fot. Karolina Sikorska / Agencja Gazeta
Marek jest niewidomy, ma też problemy z poruszaniem. Na co dzień chodzi o kulach, ale gdy wie, że po drodze nie napotka schodów ani wysokiego krawężnika, wybiera wózek inwalidzki
Była niedziela, tuż przed godz. 10. Marek, student V roku filozofii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, jak co tydzień jechał autobusem linii 63 do kościoła Dominikanów. Przed przystankiem na ul. Libelta wcisnął przycisk "uwaga, wózek!", chciał, by kierowca obniżył dla niego podłogę. Ustawił się tyłem do drzwi i wysiadł. A właściwie wypadł i z rozpędu uderzył o ziemię. Podłoga nie była obniżona.

Pamięta, że jedna z pasażerek pomogła mu się pozbierać i dojechać na mszę. Nie pamięta, jak wyszedł z kościoła. Nie pamięta też, jak znalazł się w akademiku. Pod wieczór postanowił wezwać taksówkę i pojechał do szpitala. Lekarze stwierdzili wstrząs mózgu i zatrzymali Marka na trzy dni.

MPK: skargi nie było

O nieprzyjemnej przygodzie Marek opowiedział swojej znajomej, Basi, a ona zgłosiła sprawę na nasz serwis Alert24. - Ten wypadek może mieć diametralny wpływ na jego późniejszy stan zdrowia. Uważam, że winę za to zdarzenie ponosi MPK i kierowca autobusu. Czy oni w ogóle poczuwają się do winy i biorą odpowiedzialność za ten wypadek? - zapytała.

- Przejrzałam wszystkie raporty z niedzieli i nie ma w nich śladu po wypadku. Nic nie wie policja, ani pogotowie, nie poskarżył się pasażer - mówi Iwona Gajdzińska, rzecznik MPK. - Skargi na kierowców, którzy nie obniżyli podłogi, zdarzają się incydentalnie. W tym roku były trzy - dodaje.

Marek skargę rozważał krótko. - Najpierw zbyt źle się czułem. A gdy już znalazłem się w szpitalu, postanowiłem odpuścić - mówi.

- Wielu niewidomych przyjmuje taką postawę, godzą się ze swoim losem - zauważa Marek Jakubowski z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niewidomych w Owińskach. - Pamiętamy historię Filipa Zagończyka, niewidomego studenta, który wpadł pod metro i stracił nogę. Dopiero po takich wypadkach podnosi się larum.

Kierowcy: jest problem

Niewidomi przyznają, że nie czują się w komunikacji miejskiej komfortowo. Lęk budzą u nich krótkie postoje na przystankach i szybko zamykające się drzwi. Zdarza się też, że komunikaty dźwiękowe o najbliższym przystanku nie pokrywają się z rzeczywistością. - Kierowcy nie regulują ich na bieżąco - mówi niewidomy pan Zbyszek, który niedawno próbował dotrzeć ze swoją niedowidzącą żoną na koncert do Zamku. Komunikat ich zmylił i pogubili się w mieście.

Według Marka, kierowcy bardzo rzadko reagują na prośbę obniżenia podłogi. - Jasne, zdarzają się wspaniali kierowcy. Trzy tygodnie temu jedna pani wręcz wniosła i wyniosła mnie z autobusu. Ale to był wyjątek - twierdzi. - Nie wiem, jak to możliwe, że dotąd nic mi się nie stało. Chyba mam coś do zrobienia jeszcze tu, na ziemi, skoro nie chcą mnie jeszcze po drugiej stronie - śmieje się.

Kierowcy przyznają, że z obniżaniem podłóg jest problem. - U nas w zajezdni jest ponad sto autobusów. Tylko w 14 da się obniżyć podłogę już po otwarciu drzwi. W pozostałych niepełnosprawny musi pamiętać, by wcisnąć przycisk odpowiednio wcześnie. Inaczej kierowca musi ponownie zamknąć drzwi, żeby obniżyć podest. Czasem, gdy jest duży tłok, nie zauważy osoby na wózku - mówi kierowca z zajezdni przy ul. Kaczej. - Gdybyśmy obniżali podłogę na każdym przystanku, podróż trwałaby 20 minut dłużej.

Czasem zawodzi człowiek

MPK z myślą o niepełnosprawnych wprowadza udogodnienia. Poznańska komunikacja miejska będzie pierwszą w kraju, która udostępni niewidomym mapę wykonaną w technice fleksodruku. Dzięki wypukłościom osobom niedowidzącym będzie jej łatwiej podróżować.

MPK wspólnie z naukowcami z Uniwersytetu Jagiellońskiego opracowuje też system, dzięki któremu oczekujący na przystanku niewidomy będzie mógł otrzymać na swoją komórkę głosową wiadomość o tym, w jakim czasie nadjedzie oczekiwany pojazd. Technologia ma nawet uwzględniać to, że autobus utknął w korku.

- Trzeba oddać sprawiedliwość MPK: w porównaniu z innymi miastami, nasza komunikacja jest bardzo przyjazna niewidomym - mówi Jakubowski. - Ale czasem zawodzi czynnik ludzki: niewidomego nie dostrzega kierowca. Dlatego takie wypadki trzeba nagłaśniać. Przecież Marek mógł się zabić!

Pasażerowie MPK, którzy czują się poszkodowani, mogą ubiegać się o rekompensatę. W tym roku do MPK trafiło 140 zgłoszeń, dotyczących szkód powstałych w tym roku lub w latach ubiegłych: od zniszczenia odzieży po urazy. - Pan Marek mógłby się też ubiegać o zadośćuczynienie za ból i upokorzenie. Musiałby jednak znaleźć świadków wypadku i udowodnić, że wina leży po stronie przewoźnika - mówi mec. Hubert Basiński z kancelarii dr Marcin Wojcieszak i Wspólnicy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 85 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów