Złamanie? Karetka po ciebie nie przyjedzie
01.07.2011
, aktualizacja: 20.12.2009 20:37
Czternastoletni Jasiek przewrócił się w szkole. Miał spuchniętą i nienaturalnie wykręconą dłoń, wył z bólu. Dyspozytor pogotowia odmówił jednak wysłania karetki. Powód? Złamanie ręki nie zagraża życiu.
Wypadek wydarzył się w ubiegłym tygodniu na lekcji wf. w jednym z winogradzkich gimnazjów.
Szkolna pielęgniarka zadzwoniła po karetkę, ale dyspozytor zgłoszenia nie przyjął. Poinformował jedynie, że dziecko należy zawieść do szpitala przy ul. Krysiewicza. Wtedy szkoła zawiadomiła mamę Jasia, która swoim samochodem wiozła przez całe miasto syna na oddział ratunkowy: - Jasiek jest raczej wytrzymały na ból, rzadko kiedy jęczy z bólu, ale tym razem cały czas jęczał. Było widać, że ręka strasznie go boli, a tabletki przeciwbólowe nie pomagają - opowiada pani Monika, mama Jasia. W szpitalu okazało się, że dziecko ma w kilku miejscach złamany nadgarstek, z przemieszczeniem kości. Lekarze musieli je nastawiać pod narkozą.
- Pogotowie najszybciej zawiozłoby dziecko do szpitala, w końcu jest właśnie od tego, by pomóc, gdy ktoś tej pomocy potrzebuje - mówi oburzona mama Jasia i zastanawia się, co by było, gdyby nie mogła natychmiast jechać po syna do szkoły. - Jak długo wtedy syn musiałby czekać na pomoc?
Dyrektor Rejonowej Stacji Pogotowia Witold Draber początkowo wątpił, że dyspozytor nie wysłał karetki do zdarzenia, do którego doszło w miejscu publicznym. Kilka godzin później zmienił jednak stanowisko: - Szkoła nie informowała o złamaniu ręki, a jedynie o skręceniu dłoni. A wykręcenie dłoni nie jest sytuacją zagrażającą życiu. Dyspozytor postąpił więc słusznie - tłumaczył.
Mama Jasia przyznaje, że pielęgniarka mogła mówić dyspozytorowi o skręceniu ręki, bo dopóki nie było zdjęcia RTG, nie było wiadomo, że doszło do złamania. - Zresztą moim zdaniem niczego to nie zmienia, tak czy owak syn potrzebował szybkiej pomocy lekarskiej - przekonuje pani Monika.
- W świetle obowiązującego prawa pogotowie ma służyć ratowaniu życia. Ta sytuacja rzeczywiście życiu nie zagrażała, nie ma więc podstaw do stawiania zarzutów dyspozytorowi. Gdyby złamanie było otwarte, pogotowie musiałoby przyjechać, bo otwarta rana grozi wykrwawieniem - tłumaczy Waldemar Paternoga, wicedyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, nadzorującego funkcjonowanie pogotowia w województwie. Jego zdaniem dziecko do szpitala rzeczywiście powinni odtransportować rodzice lub opiekun ze szkoły.
"Gazeta": - A gdyby ktoś złamał nogę na ulicy? Złamanie nogi też przecież życiu nie zagraża?
Dyr. Paternoga: Wtedy karetka jedzie, bo rzeczywiście trudno w takiej sytuacji dostać się samemu do szpitala, choć ja ze skręconą w kolanie nogą sam doczołgałem się do kliniki ortopedii przy ul. 28 Czerwca o własnych siłach. Mimo tych argumentów dyrektor nie ukrywa, że sytuacja budzi moralne wątpliwości: - Gdyby karetka pojechała, pewnie nic by się nie stało. Ale być może dyspozytor obawiał się, że jak przyjmie zgłoszenie i zablokuje ambulans, pomoc może na czas nie dotrzeć do następnego potrzebującego, np. do pacjenta z zawałem.
Szkolna pielęgniarka zadzwoniła po karetkę, ale dyspozytor zgłoszenia nie przyjął. Poinformował jedynie, że dziecko należy zawieść do szpitala przy ul. Krysiewicza. Wtedy szkoła zawiadomiła mamę Jasia, która swoim samochodem wiozła przez całe miasto syna na oddział ratunkowy: - Jasiek jest raczej wytrzymały na ból, rzadko kiedy jęczy z bólu, ale tym razem cały czas jęczał. Było widać, że ręka strasznie go boli, a tabletki przeciwbólowe nie pomagają - opowiada pani Monika, mama Jasia. W szpitalu okazało się, że dziecko ma w kilku miejscach złamany nadgarstek, z przemieszczeniem kości. Lekarze musieli je nastawiać pod narkozą.
- Pogotowie najszybciej zawiozłoby dziecko do szpitala, w końcu jest właśnie od tego, by pomóc, gdy ktoś tej pomocy potrzebuje - mówi oburzona mama Jasia i zastanawia się, co by było, gdyby nie mogła natychmiast jechać po syna do szkoły. - Jak długo wtedy syn musiałby czekać na pomoc?
Dyrektor Rejonowej Stacji Pogotowia Witold Draber początkowo wątpił, że dyspozytor nie wysłał karetki do zdarzenia, do którego doszło w miejscu publicznym. Kilka godzin później zmienił jednak stanowisko: - Szkoła nie informowała o złamaniu ręki, a jedynie o skręceniu dłoni. A wykręcenie dłoni nie jest sytuacją zagrażającą życiu. Dyspozytor postąpił więc słusznie - tłumaczył.
Mama Jasia przyznaje, że pielęgniarka mogła mówić dyspozytorowi o skręceniu ręki, bo dopóki nie było zdjęcia RTG, nie było wiadomo, że doszło do złamania. - Zresztą moim zdaniem niczego to nie zmienia, tak czy owak syn potrzebował szybkiej pomocy lekarskiej - przekonuje pani Monika.
- W świetle obowiązującego prawa pogotowie ma służyć ratowaniu życia. Ta sytuacja rzeczywiście życiu nie zagrażała, nie ma więc podstaw do stawiania zarzutów dyspozytorowi. Gdyby złamanie było otwarte, pogotowie musiałoby przyjechać, bo otwarta rana grozi wykrwawieniem - tłumaczy Waldemar Paternoga, wicedyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, nadzorującego funkcjonowanie pogotowia w województwie. Jego zdaniem dziecko do szpitala rzeczywiście powinni odtransportować rodzice lub opiekun ze szkoły.
"Gazeta": - A gdyby ktoś złamał nogę na ulicy? Złamanie nogi też przecież życiu nie zagraża?
Dyr. Paternoga: Wtedy karetka jedzie, bo rzeczywiście trudno w takiej sytuacji dostać się samemu do szpitala, choć ja ze skręconą w kolanie nogą sam doczołgałem się do kliniki ortopedii przy ul. 28 Czerwca o własnych siłach. Mimo tych argumentów dyrektor nie ukrywa, że sytuacja budzi moralne wątpliwości: - Gdyby karetka pojechała, pewnie nic by się nie stało. Ale być może dyspozytor obawiał się, że jak przyjmie zgłoszenie i zablokuje ambulans, pomoc może na czas nie dotrzeć do następnego potrzebującego, np. do pacjenta z zawałem.
- 45 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Złamanie? Karetka po ciebie nie przyjedzie
rockville
21.12.09, 08:07
Wlasnie dlatego wiekszosc spoleczenstwa amerykanskiego nie popiera przeksztalcenia opieki zdrowotnej przez Buraka Husseina Obamy na wzor sowiecki, prktykowany w Polsce i Sowiecie Europejskim»
-
Złamanie? Karetka po ciebie nie przyjedzie
efkao
21.12.09, 08:53
Zawieźć się pisze (od zawozić)!!! Co zo korektora macie w tej "Wybiórczej".»
-
Złamanie? Karetka po ciebie nie przyjedzie
dren.6
21.12.09, 16:55
Ale gdyby palec zabolał skazanego przebywającego w zakładzie karnym, tokaretka jechała by na sygnale.Zgroza.»
Najczęściej czytane24 htydzień




