Brat Marek - pierwszy Polak we Wspólnocie Taize

Piotr Bojarski
19.12.2009 , aktualizacja: 18.12.2009 20:25
A A A Drukuj
To ogromna radość, że poszukiwanie aktualnego wymiaru chrześcijaństwa może się odbywać w moim mieście. Jestem pewien, że młodzi ludzie z całej Europy odkryją tutaj wiele nowych inspiracji - mówi szczupły, skromnie ubrany mężczyzna o pogodnej twarzy, który w kamienicy przy ul. Mielżyńskiego dwoi się i troi, by Europejskie Spotkanie Młodych w Poznaniu wypadło jak najlepiej.
Brat Marek
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
Brat Marek
60-letni brat Marek - pierwszy Polak, który wstąpił do Ekumenicznej Wspólnoty Taize - ma wprawdzie nazwisko (Durski), ale zgodnie z zasadami wspólnoty nie używa go na co dzień. Nie lubi też opowiadać o sobie. Jednak w Poznaniu od prywatnej historii nie ucieknie, bo choć urodził się w Kościanie, to wychował w stolicy Wielkopolski.



We wczesnym dzieciństwie mieszkał w parafii św. Anny na Łazarzu, a potem - jako uczeń szkoły podstawowej - na Wildzie, w parafii Zmartwychwstania Pańskiego na Dąbrówki. - Jako studentowi, bardziej odpowiadał mi kościół Maryi Królowej na Rynku Wildeckim. Powstało tam duszpasterstwo akademickie, które nazywało się „na wieży”, bo spotykaliśmy się w sali na wieży kościoła - uśmiecha się brat Marek.

Tam zetknął się z ks. Stefanem Koperkiem, który wywarł na niego ogromny wpływ. I tam wpadł na trop Taize . Już w końcu lat 60. duszpasterstwo „na wieży” żywo interesowało się ekumenizmem - ruchem w Kościele, który rozkwitł po Soborze Watykańskim II. - W podwarszawskich Laskach, u sióstr franciszkanek odbywały się regularne rekolekcje ekumeniczne, które przygotowywała siostra Joanna Losow, z pochodzenia również Wielkopolanka - opowiada brat Marek.



W Laskach Marek i jego przyjaciele natknęli się na książkę „Taize i kościół jutra” Jean Marie Paupert'a. Znaleźli w niej regułę wspólnoty Taize , napisaną przez brata Rogera (szwajcarskiego protestanta, który w latach 40. założył ekumeniczną wspólnotę w niewielkiej miejscowości we Francji). - Dosłownie ją „pożeraliśmy”, taka była piękna! Czytaliśmy ją, rozważaliśmy i próbowaliśmy kształtować według niej nasze życie. W tej regule pada chyba 30 razy słowo „radość”, a nam podobało się takie radosne chrześcijaństwo! Brat Roger ukazał nam pogodne chrześcijaństwo, wyzwalające człowieka z różnych ludzkich ułomności i niepotrzebnych trosk i kierujące ku życiu twórczemu, oddanemu innemu człowiekowi - wspomina brat Marek.

Podczas studiów handlu zagranicznego w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Poznaniu naszła go myśl o ściślejszym związaniu swojego życia z ideą ekumenizmu. - Bracia z Taize interesowali się naszym regionem Europy, odgrodzonym wtedy przez „żelazną kurtynę”. Jeden z braci, Niemiec, tłumaczył im, że świadectwo wiary Polaków może być budujące dla innych - opowiada brat Marek.

Na początku lat 70. bracia z Taize - dyskretnie, jako turyści (by nie narażać nikogo na szykany komunistycznych władz) - zaczęli odwiedzać Polskę. Jesienią 1971 r. niemal cały kraj objechał brat Clement. - Dowiedział się, że w Poznaniu działa grupa studentów, którzy dobrze znają życie wspólnoty z Taize . Postanowił nas odwiedzić - opowiada brat Marek. - Półtajne spotkanie odbyło się u św. Rocha, duszpasterzem był tam ks. Stefan Schudy. A potem była całkiem tajna kolacja, zorganizowana przez siostry Urszulanki na ul. Taczaka. Z grupką przyjaciół zaczęliśmy wtedy myśleć o życiu wspólnotowym tak, jak to się odbywało na Zachodzie: z udziałem małżeństw, ludzi świeckich i duchownych. Brat Clement nas zapamiętał i w następnym roku zaprosił mnie do Taize .



W 1972 r. jako pierwszy Polak spędził dwa miesiące we wspólnocie. - To było także wielkie wydarzenie dla braci, bo po raz pierwszy gościli kogoś „z drugiej strony”. Pomagałem przygotowywać spotkania, zetknąłem się z młodymi z całej Europy - opowiada. - Po powrocie coraz częściej myślałem o związaniu się ze wspólnotą Taize . Od momentu spotkania z bratem Clement w Poznaniu, co roku organizowaliśmy w Polsce spotkania dla młodzieży z krajów Europy Środkowej, które cieszyły się jeszcze względną wolnością. Pierwsze spotkanie - jeszcze incognito - odbyło się w Chludowie, w domu ojców werbistów. Zjechało się ok. stu osób.

W 1977 r. wstąpił do wspólnoty. Zanim do tego doszło, spędził niemal rok w klasztorze ojców benedyktynów w Lubiniu, aby przywyknąć do zakonnego trybu życia. - Tylko modlitwa, cisza i praca - wspomina. W końcu dostał długo oczekiwany paszport i wyjechał do Taize . - Obcy kraj, inna kultura, inna mentalność ludzi. Ale jednocześnie piękne życie wspólnotowe i od początku praca z młodymi ludźmi. To ona nas formuje - opowiada o swoich początkach we wspólnocie.

Choć stan wojenny przerwał kontakty z polską młodzieżą na kilka lat, później na spotkaniach europejskich meldowało się coraz więcej młodych Polaków. Po 1989 r. wszelkie przeszkody zniknęły.



Po świętach młodzi z Europy zjadą do Poznania. Brat Marek (od 10 lat ksiądz) ma pełne ręce roboty, ale zdążył już odwiedzić swoje dawne parafie. Czy w rodzinnym mieście czuje się przewodnikiem wspólnoty? - Bracia są bardzo samodzielni i szybko się uczą - uśmiecha się brat Marek. Czego oczekuje od poznańskiego spotkania młodych? - Dla nas ważne jest jedno: żeby młodzi odkryli Chrystusa i to, że z Ewangelii płynie wezwanie do zaangażowania się, do podjęcia odpowiedzialności za swoje życie i za świat - mówi brat Marek.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów