Grobelny: nie chcę podwyżek cen biletów, bo to lubię

Rozmawiali Piotr Bojarski, Adam Kompowski i Michał Wybieralski
03.12.2009 , aktualizacja: 03.12.2009 18:22
A A A Drukuj
W dyskusji o grobelizmie pojawiły się inne punkty widzenia, które ja szanuję, ale ich nie podzielam. Najbardziej zaskoczyła mnie krytyka posła Filipa Kaczmarka, który napisał, że ja przeciwstawiam miasto mieszkańcom - mówi w rozmowie z "Gazetą" prezydent Poznania Ryszard Grobelny.
Ryszard Grobelny
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Ryszard Grobelny
Rozmową z Ryszardem Grobelnym podsumowujemy dyskusję o sposobie zarządzania miastem przez obecnego prezydenta. Zapoczątkował ją dziennikarz "Gazety" Michał Wybieralski artykułem "Grobelizm, czyli grunt to kasa" ("Gazeta" z 17 września). Głos w dyskusji wzięli także m.in.: Andreas Billert, szef SLD w Poznaniu Tomasz Lewandowski, przedsiębiorca Jacek Jaśkowiak, Filip Kaczmarek - europoseł z ramienia PO, prof. Krzysztof Pietkiewicz, radny PiS Szymon Szynkowski vel Sęk, poseł Dariusz Lipiński - szef PO w Poznaniu, oraz Lech Mergler ze Stowarzyszenia My-Poznaniacy. Z Michałem Wybieralskim polemizował także na łamach "Gazety" prezydent Grobelny.

Piotr Bojarski, Adam Kompowski, Michał Wybieralski: Podczas dyskusji o grobelizmie, która toczyła się na łamach "Gazety", nasz dziennikarz Michał Danielewski napisał, że dobrze czuje pan ducha miasta i podświadomie wie, że potrzebne są mu zmiany. Czuje pan to? Czy pod koniec trzeciej kadencji nie ma pan po ludzku dosyć?

Ryszard Grobelny: Moi kontrkandydaci zarzucali mi najpierw, że mam za mało inicjatyw, a potem że jestem wypalony. Wypaliły mnie te inicjatywy, których nie miałem? To niekonsekwencja! Życie miasta się zmienia, pojawiają się nowe teorie rozwoju, a ja zdecydowanie nie czuję się wypalony, raczej pełen pomysłów. Jest ich więcej niż możliwości realizacji.

W naszej dyskusji skrytykowali pana przedstawiciele wszystkich partii politycznych, eksperci i działacze społeczni. Szczególnie mocno krytykowali pana politycy PO, z którymi jest pan kojarzony. Był tylko jeden głos w pana obronie. Dlaczego pańscy zwolennicy milczeli?

- Jestem bezpartyjny, więc nie spodziewałem się, że partie wezmą mnie w obronę. Jeśli PO chce samodzielnie wystartować w wyborach, to musi to zrobić w opozycji do mnie. Część Platformy się do tego szykuje, bez względu na to, czy wystartuję w wyborach czy nie. W życiu publicznym i w naturze człowieka jest tak, że ludzie aktywizują się, gdy są przeciw czemuś lub komuś. Ale krytyka może też pobudzać do konstruktywnych działań. Nie zgadzam się ze wszystkimi argumentami moich polemistów. Część z nich jest błędna co do zasady, a inne świadczą o odmiennym spojrzeniu na miasto. Ja je szanuję, ale często nie podzielam.

Ostatnia Diagnoza Społeczna prof. Czapińskiego pokazała, że choć poznaniacy uważają się za majętnych, to są też smutni. Żyjemy w mieście, któremu brakuje klimatu. Poznań postawił na kreowanie biznesowego wizerunku miasta, ale i tak już jesteśmy tak postrzegani. Czy to nie przekonywanie przekonanych? Może powinniśmy wykreować nową twarz miasta, taką z klimatem?

- Nie lekceważyłbym tradycyjnego postrzegania Poznania jako miasta biznesu. Nie można tego zepsuć, tworząc zupełnie inny wizerunek. Musimy opierać się na tym biznesowym postrzeganiu.

Ale można połączyć biznes z klimatem. Krakowowi się to udało, co pokazuje badanie magnetyzmu miast.

- My też chcemy tak zmieniać nasz wizerunek. Dlatego stawiamy np. na Rock in Rio. To przedsięwzięcie kulturalne o szerokim odbiorze w skali europejskiej. Szukaliśmy takiego wydarzenia, to jest zapisane w strategii promocji Poznania.

Dyskusja na łamach "Gazety" koncentrowała się na stylu pańskich rządów. Zarzucano panu autorytarne władanie miastem, brak konsultacji z mieszkańcami i ekspertami a nawet z politykami. Pisał o tym m.in. dr Andreas Billert.

- Zdziwił mnie ten głos, bo to przecież osoba, którą ściągnęliśmy do Poznania jako eksperta. Może jego poglądy nie były w pełni wykorzystane, ale nie można powiedzieć, że ich nie wysłuchaliśmy. Pole manewru w mieście jest ograniczone możliwościami budżetowymi. Dyskusji w Poznaniu jest dużo. Ale dotyczą one spraw szczegółowych, a nie strategii. Podzielam pogląd Wojciecha Szczęsnego Kaczmarka, że rura jest apolityczna. Apolityczne jest też to, gdzie się ją kładzie. To wszystko można wyliczyć. Politycy dyskutują, czy powinniśmy skanalizować osiedle A, czy B, a nie o tym, żeby wprowadzić zasadę, że najpierw kanalizujemy te osiedla, gdzie da to większe korzyści. O tym politycy nie dyskutują, bo to za trudne. Nie ma debat o strategiach dotyczących infrastruktury, komunikacji publicznej, kultury. Toczymy rozmowę o tym, czy na placu powinien stać kiosk, a nie o kierunkach rozwoju handlu w Poznaniu.

Wróćmy do ekspertów. Oni mówią, że komunikacja publiczna powinna być jak najtańsza, by przyciągać pasażerów, a miasto chce podnosić ceny biletów MPK. Eksperci mówią, że każda droga w końcu się zakorkuje, więc wpierw trzeba budować tramwaj. Ale miasto chce zacząć od budowy ul. Nowonaramowickiej. Eksperci jedno, a miasto drugie.

- Nie zgadzam się. Zdecydowanie preferujemy komunikację publiczną. W centrum wprowadzamy światła z preferencją dla komunikacji publicznej. Korzystamy z ekspertów z Politechniki Poznańskiej, robimy opracowania, symulacje.

I to eksperci doradzili panu wpierw budowę ul. Nowonaramowickiej a dopiero potem tramwaju?

- Tak, przynajmniej odcinka przy skrzyżowaniu z ul. Lechicką.

Eksperci doradzali podwyżkę cen biletów MPK?

- Doradzają utrzymanie biletu 10-minutowego i 50-procentowe dofinansowanie do komunikacji publicznej. Przypomnę, że w Krakowie bilet miesięczny jest droższy [94 zł - przyp. red.]. Możemy mówić, że ci czy inni eksperci mają rację. Ale my robimy ekspertyzy, podajemy je do informacji publicznej. A inni wypowiadają się jako eksperci, ale nie przedstawiają nam żadnych ekspertyz.

Dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego Zbigniew Rusak przy okazji podwyżek cen biletów MPK nie mówił o żadnych ekspertyzach ale konieczności znalezienia dodatkowych wpływów do budżetu.

- W takim razie się pomylił. Oczywiście, że podwyżka daje pewne efekty budżetowe, ale miała też zmienić dysproporcje cenowe między różnymi rodzajami biletów i wprowadzić bilet strefowy. To były istotne elementy tej zmiany. Zawsze powtarzam, a radni do niedawna się ze mną zgadzali, że powinniśmy co roku łagodnie podnosić ceny biletów, a nie raz na kilka lat skokowo.

Podziel się

  • 25 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów