Poznański ogród zoologiczny przez ostatnie lata nie był oczkiem w głowie miasta. Jestem jednak daleka od potępiania prezydenta Grobelnego za to, że wyrzucił z Wieloletniego Programu Inwestycyjnego prawie wszystkie projekty dotyczące zoo. Rozumiem, że z pustego i Salomon nie naleje, i nawet gdyby prezydent zrezygnował z festiwalu Rock in Rio, to te 30 mln zł nie poszłyby na ogród, ale na komunikację, zdrowie, edukację.
Pora zacisnąć pasa, ale to nie powód, by z planów rozruszania ogrodu rezygnować. Przyszły rok nie zapowiada się najgorzej, bo wreszcie po latach zwłoki zostanie rozwiązany problem poruszania się po ponad 100-hektarowym nowym zoo. Dzięki kolejkom, którymi będzie można jeździć w cenie biletu do ogrodu, zyska on zwiedzających. Co więcej, miejscy urzędnicy twierdzą, że rozwiążą też problem dojazdu do nowego zoo, bo "pociągi na kółkach" będą mogły jeździć także wokół Malty i po mieście. Oby nie były to obietnice rzucone na wiatr!
Zacznie się też budowa pawilonu dla waranów w parku-starym zoo, który w 2011 r. zapewne przyciągnie nieco turystów.
Kolejne lata to czarna dziura inwestycyjna, ale - powiedzmy szczerze - to też test kreatywności dla dyrektora zoo Lecha Banacha, który przy tej mizerii finansowej musi stanąć na głowie, by zwiększyć liczbę odwiedzających ogród, a tym samym wpływy z biletów. Na realizację niektórych pomysłów (choćby urodziny lubianych zwierząt, np. słonia Ninio) i lepszą współpracę z mediami (czyli darmową promocję) nie trzeba wielkich pieniędzy.
Warto też śledzić rozwój wypadków we Wrocławiu, gdzie ogród zoologiczny został przekształcony w miejską spółkę, która będzie na siebie zarabiać. Dyrektor wrocławskiego zoo Radosław Ratajszczak chce się uniezależnić od wpływów z budżetu miasta, które będą coraz mniejsze. Mimo że Wrocław i tak jest hojny dla swojego zoo.
Najbliższe lata to też wyzwanie dla Towarzystwa Miłośników Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu, które powinno nie tylko przyciągać sponsorów, ale i przekonać radnych oraz prezydenta, że w zoo warto inwestować.
Paradoksalnie więc kryzysowy budżet miasta może się naszemu ogrodowi przysłużyć.
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań