Sąd oddalił wczoraj apelację nauczycielki języka angielskiego, która w styczniu ostrzegła rodziców, że nie może zagwarantować dobrego przygotowania ich dzieci do matury. Powodem miało być zniesienie podziału pierwszej klasy na grupy dla mniej i bardziej zaawansowanych. Taką decyzję, szukając oszczędności, podjęła dyrekcja niepublicznego liceum Sacre Coeur w Pobiedziskach (utrzymuje się z czesnego w wysokości 4 tys. zł rocznie).
Dyrektorka uznała, że ostrzeżenie rodziców było nielojalnością, i ukarała anglistkę naganą. Nauczycielka postanowiła walczyć w sądzie pracy. Cztery miesiące temu sąd jednak przyznał rację szkole.
Nauczycielskich związkowców i prawników z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zbulwersowało uzasadnienie wyroku - sędzia stwierdził, że nauczyciel nie może publicznie krytykować szkoły, nawet w interesie uczniów. Ma też obowiązek popierać stanowisko szkoły.
Wczoraj sąd okręgowy nieco zmodyfikował uzasadnienie. - Samo ostrzeżenie rodziców nie jest czymś nagannym, jeśli rzeczywiście w nowych warunkach trudniej jest uczyć języka. Moglibyśmy zrozumieć takie zachowanie, gdyby nauczycielka wcześniej o swoich obawach powiedziała dyrekcji. Tego jednak nie zrobiła. Nie poszła do dyrekcji, tylko od razu wystąpiła przed rodzicami. To rzeczywiście było nielojalne - tłumaczył sędzia Przemysław Horak. Anglistki nie było na ogłoszeniu wyroku. Jej była szefowa ujawniła, że nie pracuje już w szkole - zwolniła się z pracy.
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań