Na mistrzostwa świata w scrabble jedzie swarzędzanin

Ludmiła Anannikova
20.11.2009 , aktualizacja: 20.11.2009 19:20
A A A Drukuj
Sto literek, woreczek i plansza do układania wyrazów. Kilka godzin dziennie przed komputerem i nieprzespane noce ze słownikiem w ręku. Tak wyglądał ostatni rok życia 30-latka ze Swarzędza. Za kilka dni wyruszy on do Malezji na mistrzostwa świata w scrabble.

Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Miłość do gry w scrabble Bartosz Pięta odziedziczył po mamie. - Kupiła planszę, kiedy miałem osiem lat. Rozkładaliśmy ją co tydzień, ale po czterech latach zacząłem permanentnie wygrywać. Wtedy dla mamy przestało to być zabawne - uśmiecha się Pięta. Jest jedną z trzech osób z Europy Środkowo-Wschodniej, które zakwalifikowały się do mistrzostw świata gry w scrabble (dwie pozostałe to Rumuni). - Najwięcej uczestników pochodzi z krajów angielskojęzycznych. Silną reprezentację ma Tajlandia, bo tam scrabble są grą narodową. Uczą jej nawet w szkołach - opowiada Pięta.

Początkowo Bartosz grał w scrabble po polsku, ale, jak skromnie mówi, za dobrze mu nie szło. - Wtedy pomyślałem, by spróbować grać po angielsku. W końcu skończyłem lingwistykę stosowaną na UAM.

Decyzja okazała się trafiona. W 2007 r., po czterech latach grania, Pięta wystartował w mistrzostwach Polski. Zajął trzecie miejsce. - Poświęciłem na przygotowania tylko trzy miesiące. Marzyłem o wygranej, ale moje umiejętności okazały się niewystarczające - tłumaczy. Do tegorocznych mistrzostw Pięta przygotowywał się rok. Kupił podręczniki, ściągnął specjalny program komputerowy, który uczy zapamiętywania dużej ilości słów. I inny, generujący wyrazy, które najczęściej pojawiają się na planszy. - Nauczyłem się dziesięciu tysięcy siedmio- i ośmioliterówek, a także słów składających się z liter najmniej punktowanych. Pojawiają się w grze bardzo często, bo takich liter jest w woreczku najwięcej - tłumaczy Bartosz.

Jego zdaniem wygrana zależy nie tylko od znajomości słów, ale i umiejętności analitycznego myślenia. - Trzeba wiedzieć, kiedy zablokować planszę, gdzie położyć wyraz, by zdobyć najwięcej punktów. Trzeba też umieć szybko liczyć - mówi.

Do Malezji Pięta wylatuje w poniedziałek. W czwartek zacznie rozgrywki. - Dużo czytałem o innych zawodnikach. Znam ich możliwości i nie sądzę, by udało mi się wygrać. Pocieszam się jednak tym, że dużo w tej grze zależy od szczęścia. Możesz znać miliard słów, ale jeśli wypadają ci złe litery, to nie dasz rady wygrać.

W tej chwili celem pana Bartosza jest znaleźć się w pierwszej pięćdziesiątce. Jeśli tak się stanie, na następnych mistrzostwach Polska będzie mogła wystawić nie jednego, ale dwóch zawodników. - Rumunowi dwa lata temu się udało. W tym roku jedzie ich dwóch. A to znaczy, że ja też mam szansę - reasumuje Pięta.

Podziel się

  • 4 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy