Wojna polsko-holenderska o małego Ebiego
16.11.2009
, aktualizacja: 16.11.2009 19:42
Kolejna odsłona wojny o dziecko. Anna, która wywiozła nielegalnie syna z Holandii, ukrywa się. Szuka jej policja i detektywi. Skłóconych rodziców chce godzić rzecznik praw dziecka
ZOBACZ TAKŻE
- Mały Ebi spotkał się z tatą (24-12-09, 12:00)
- Ebi ma wrócić do Holandii. Do ojca (06-11-09, 19:45)
- Matka będzie nadal ukrywać dziecko? - rozprawa o Ebiego (21-10-09, 11:00)
- Policja szuka Ebiego (09-10-09, 19:59)
- Mały Ebi na razie zostanie z matką (09-07-09, 11:43)
Tę historię opisujemy od kilku miesięcy: w marcu Anna Chmielewska rozstała się z mężem Holendrem, mąż spakował jej rzeczy, wymienił zamki w drzwiach. Anna wróciła do rodziców do Polski, wtedy Holender oskarżył ją o porwanie syna. Tydzień temu sąd, powołując się na konwencję haską uznał, że Polka wywiozła dziecko nielegalnie. Półtoraroczny Ebi powinien natychmiast wrócić do ojca w Holandii. Ale Anna nie chce pogodzić się z decyzją i ukrywa się.
Kobiety szuka nie tylko policja, ale też prywatni detektywi wynajęci przez ojca dziecka. - Córka przeżywa piekło, nie może pogodzić się z rozstaniem. To ona od urodzenia zajmuje się Ebim. Wnuczek ma tylko 16 miesięcy - opowiada matka Anny. Ojciec nie widział Ebiego od marca (nie chciał go odwiedzać w Polsce). Chmielewska jest w patowej sytuacji - jeśli wróci do Holandii, nie będzie mogła zamieszkać z dzieckiem, bo tamtejszy sąd rodzinny przyznał tymczasowo opiekę nad Ebim ojcu. Czeka ją też sprawa karna za porwanie dziecka (wydano na nią europejski nakaz aresztowania). W Holandii będzie się też toczył proces o przyznanie opieki rodzicielskiej nad Ebim.
Artur Łata, adwokat Anny: - Namawiam klientkę, by wróciła do Utrechtu, choć nie ma tam pracy, mieszkania, ani wsparcia bliskich. Wcześniej Holandia musi jednak uchylić nakaz aresztowania Anny.
Polsko-holenderską wojną o Ebiego zajął się też Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. - Zwrócę się do rodziców chłopca z prośbą, by podjęli próbę osiągnięcia porozumienia - dla dobra ich wspólnego dziecka.
Rozmowa z prawnikiem
Piotr Żytnicki, Sylwia Sałwacka: Czy sąd, podejmując decyzję o wydaniu Ebiego ojcu, działał w interesie dziecka?
Wojciech Wiza, poznański adwokat zajmujący prawem międzynarodowym: - Jeśli Anna bez zgody męża wywiozła dziecko do Polski, a wiele na to wskazuje, to nie może domagać się teraz od polskiego sądu zalegalizowania takiego stanu rzeczy. Inaczej konwencja haska byłaby instrumentem martwym. Powód jest prosty - zarówno Polka, jak i Holender mają takie same prawa rodzicielskie, oboje mogą wychowywać syna. W interesie dziecka leży zarówno kontakt z matką, jak i ojcem. Konwencja haska to świetne narzędzie, pod warunkiem że sąd bierze pod uwagę wszystkie okoliczności wyjazdu. Niestety, polskie sądy nie zawsze liczą się też z konsekwencjami wydania dziecka.
Tak było z Anną Przybyłowicz z Wągrowca, o której pisała "Gazeta".
- Przybyłowicz ma dziecko z Hiszpanem, który ją bił. Wyjechała z synkiem do Polski. Ojciec dziecka oskarżył ją o porwanie i zażądał wydania dziecka w trybie konwencji haskiej. Przybyłowicz przegrała sprawę, choć Hiszpan dopuszczał się wobec niej przemocy. Polka wróciła do Hiszpanii razem z dzieckiem. Teraz walczy o prawo do opieki nad małym Oskarem. Hiszpański sąd rodzinny ma ustalić, z kim dziecko ostatecznie zamieszka: z ojcem, czy z matką. Polka przeciwko sobie ma rodzinę byłego partnera, znaną i liczącą się w miasteczku, która wynajęła dobrego adwokata. Ostatnio ojciec wymyślił, że chce posłać syna do drogiego prywatnego przedszkola. Polki na to nie stać. Nie ma pracy, żyje tam bardzo skromnie. On jest tam kimś. Ona - nikim.
Sprawa Anny Chmielewskiej jest jeszcze bardziej skomplikowana. W Holandii czeka ją sprawa karna za porwanie synka.
- To mocno osłabia jej szanse w sądzie rodzinnym w walce o opiekę nad Ebim. Poza tym musimy mieć świadomość, że sądy w zachodniej Europie nie przywiązują takiej wagi do roli matki w wychowaniu dziecka, jak polskie sądy. Tam oboje rodziców traktuje się na równi. Większą wagę natomiast odgrywa sytuacja materialna. Dziecko najczęściej mieszka z tym rodzicem, który jest lepiej sytuowany. W grę, niestety, wchodzą też pewnie kwestie narodowościowe. Bywa, że Polki są dyskryminowane ze względu na pochodzenie. Sąd myśli: dlaczego naszego obywatela ma wychowywać jakaś tam Polka?
Anna postanowiła się więc ukrywać.
- To zmierza donikąd, jak długo to może potrwać, jest przecież poszukiwana. Po powrocie do Holandii naraża ją to na poważne konsekwencje prawne.
Jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
- Próbować za wszelka cenę dogadać się z mężem. Myślę, że ojciec musi sobie zadać pytanie, o co mu chodzi: czy rzeczywiście chce dobra dziecka, czy chce odegrać się na żonie? Wyjściem byłaby ugoda: gdzie i z kim Ebi ma przebywać, podział obowiązków.
Jeśli matka będzie się ukrywać, to ojcu będzie coraz trudniej odbudować więź z dzieckiem. Ukrywanie źle się odbije też na Ebim. Rodzice sami się nie dogadają, potrzebny jest tutaj mediator, najlepiej, gdyby sprawą zajął się rzecznik praw dziecka.
Kobiety szuka nie tylko policja, ale też prywatni detektywi wynajęci przez ojca dziecka. - Córka przeżywa piekło, nie może pogodzić się z rozstaniem. To ona od urodzenia zajmuje się Ebim. Wnuczek ma tylko 16 miesięcy - opowiada matka Anny. Ojciec nie widział Ebiego od marca (nie chciał go odwiedzać w Polsce). Chmielewska jest w patowej sytuacji - jeśli wróci do Holandii, nie będzie mogła zamieszkać z dzieckiem, bo tamtejszy sąd rodzinny przyznał tymczasowo opiekę nad Ebim ojcu. Czeka ją też sprawa karna za porwanie dziecka (wydano na nią europejski nakaz aresztowania). W Holandii będzie się też toczył proces o przyznanie opieki rodzicielskiej nad Ebim.
Artur Łata, adwokat Anny: - Namawiam klientkę, by wróciła do Utrechtu, choć nie ma tam pracy, mieszkania, ani wsparcia bliskich. Wcześniej Holandia musi jednak uchylić nakaz aresztowania Anny.
Polsko-holenderską wojną o Ebiego zajął się też Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. - Zwrócę się do rodziców chłopca z prośbą, by podjęli próbę osiągnięcia porozumienia - dla dobra ich wspólnego dziecka.
Rozmowa z prawnikiem
Piotr Żytnicki, Sylwia Sałwacka: Czy sąd, podejmując decyzję o wydaniu Ebiego ojcu, działał w interesie dziecka?
Wojciech Wiza, poznański adwokat zajmujący prawem międzynarodowym: - Jeśli Anna bez zgody męża wywiozła dziecko do Polski, a wiele na to wskazuje, to nie może domagać się teraz od polskiego sądu zalegalizowania takiego stanu rzeczy. Inaczej konwencja haska byłaby instrumentem martwym. Powód jest prosty - zarówno Polka, jak i Holender mają takie same prawa rodzicielskie, oboje mogą wychowywać syna. W interesie dziecka leży zarówno kontakt z matką, jak i ojcem. Konwencja haska to świetne narzędzie, pod warunkiem że sąd bierze pod uwagę wszystkie okoliczności wyjazdu. Niestety, polskie sądy nie zawsze liczą się też z konsekwencjami wydania dziecka.
Tak było z Anną Przybyłowicz z Wągrowca, o której pisała "Gazeta".
- Przybyłowicz ma dziecko z Hiszpanem, który ją bił. Wyjechała z synkiem do Polski. Ojciec dziecka oskarżył ją o porwanie i zażądał wydania dziecka w trybie konwencji haskiej. Przybyłowicz przegrała sprawę, choć Hiszpan dopuszczał się wobec niej przemocy. Polka wróciła do Hiszpanii razem z dzieckiem. Teraz walczy o prawo do opieki nad małym Oskarem. Hiszpański sąd rodzinny ma ustalić, z kim dziecko ostatecznie zamieszka: z ojcem, czy z matką. Polka przeciwko sobie ma rodzinę byłego partnera, znaną i liczącą się w miasteczku, która wynajęła dobrego adwokata. Ostatnio ojciec wymyślił, że chce posłać syna do drogiego prywatnego przedszkola. Polki na to nie stać. Nie ma pracy, żyje tam bardzo skromnie. On jest tam kimś. Ona - nikim.
Sprawa Anny Chmielewskiej jest jeszcze bardziej skomplikowana. W Holandii czeka ją sprawa karna za porwanie synka.
- To mocno osłabia jej szanse w sądzie rodzinnym w walce o opiekę nad Ebim. Poza tym musimy mieć świadomość, że sądy w zachodniej Europie nie przywiązują takiej wagi do roli matki w wychowaniu dziecka, jak polskie sądy. Tam oboje rodziców traktuje się na równi. Większą wagę natomiast odgrywa sytuacja materialna. Dziecko najczęściej mieszka z tym rodzicem, który jest lepiej sytuowany. W grę, niestety, wchodzą też pewnie kwestie narodowościowe. Bywa, że Polki są dyskryminowane ze względu na pochodzenie. Sąd myśli: dlaczego naszego obywatela ma wychowywać jakaś tam Polka?
Anna postanowiła się więc ukrywać.
- To zmierza donikąd, jak długo to może potrwać, jest przecież poszukiwana. Po powrocie do Holandii naraża ją to na poważne konsekwencje prawne.
Jest jakieś wyjście z tej sytuacji?
- Próbować za wszelka cenę dogadać się z mężem. Myślę, że ojciec musi sobie zadać pytanie, o co mu chodzi: czy rzeczywiście chce dobra dziecka, czy chce odegrać się na żonie? Wyjściem byłaby ugoda: gdzie i z kim Ebi ma przebywać, podział obowiązków.
Jeśli matka będzie się ukrywać, to ojcu będzie coraz trudniej odbudować więź z dzieckiem. Ukrywanie źle się odbije też na Ebim. Rodzice sami się nie dogadają, potrzebny jest tutaj mediator, najlepiej, gdyby sprawą zajął się rzecznik praw dziecka.
- 23 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
8 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć