Uwaga! Nagły Atak Kobiet

Michał Danielewski
11.11.2009 , aktualizacja: 12.11.2009 10:32
A A A Drukuj
Już od poniedziałku rusza No Women No Art, czyli festiwal sztuki tworzonej przez kobiety. To impreza oryginalna, tworzona z pasją, z rozmachem pokazująca artystki zajmujące się m. in. literaturą, muzyką, modą, komiksem, sztukami wizualnymi.
Joanna Stankiewicz
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Joanna Stankiewicz
DOKUMENTY
Przy spektakularnej obojętności władz miasta, bez grosza publicznej dotacji, po raz drugi odbędzie się w Poznaniu festiwal niezwykle oryginalny, tworzony siłą pasji, chęci, by w stolicy Wielkopolski działo się coś ciekawego. No Women No Art to w skali polskiej projekt wyjątkowy, bez specjalnego ideologicznego zadęcia pokazujący to, co interesującego dzieje się w sztuce tworzonej przez kobiety.

W tym roku każdy powinien znaleźć podczas festiwalu coś interesującego. Dla fanów muzyki szykują się dwa bardzo ciekawe wydarzenia. Pierwszym z nich będzie środowy koncert Mariki w klubie Blue Note, czyli występ jednej z najciekawszych i zarazem najbardziej niedocenianych wokalistek w Polsce. Marika to wybuchowe połączenie funky, muzyki soul, reggae i melodyjnego popu, spinanych oryginalnym głosem i tekstami - to mieszanka, która bije na głowę większość gwiazd kreowanych przez masowe media. Podczas festiwalu wystąpi też The Sound Of Lucrecia (sobota 21 listopada), czyli hipnotyzująca słuchaczy melancholijna Kolumbijka na stałe mieszkająca w Hiszpanii.

No Women No Art to również teatr niezależny (warto wybrać się na spektakl "Extra Virgin" Teatru Art. 51), literatura, moda i film, to mnogość wydarzeń, o których szczegółowo można przeczytać na stronie www.nowomen-noart.pl .

O pomyśle na festiwal, jego przyszłości i marzeniach rozmawiamy z Joanną Stankiewicz, szefową No Women No Art.

Rozmowa z Joanną Stankiewicz

Michał Danielewski: To już druga edycja No Women No Art. Co się zmieniło w porównaniu do zeszłego roku?

Joanna Stankiewicz: Jest inaczej. Mamy nieco mniej wydarzeń, niż poprzednio, ale za to festiwal jest spójniejszy, bardziej przemyślany, z wyrazistym pomysłem. Rok temu dominował film, ponieważ pierwotnie No Women No Art miał być przeglądem kina tworzonego przez kobiety. Teraz jest to impreza interdyscyplinarna. Choć film pozostał - ale również w zmienionej formie. Teraz stawiamy na rzeczy trudniej dostępne, takie, które można zobaczyć tylko na festiwalu. Do tego preferujemy w tym roku raczej projekty artystyczne niż same projekcje filmów: stąd pokaz animacji tworzonych przez kobiety z Poznańskiego Studia Animacji, projekt "Pola Negri" z muzyką na żywo, czy cykl krótkometrażówek hiszpańskich reżyserek.

Kiedy rozmawialiśmy pół roku temu, mówiłaś o sprowadzeniu wielkich nazwisk, np. Tani Kabarowej, w marzeniach pojawiała się również Tilda Swinton...

- No tak, to byłby właściwie zupełnie inny festiwal (śmiech). Dlaczego nie wyszło? Po prostu brak funduszy. Mimo składanych wniosków, nie dostałyśmy ani złotówki od miasta ani Ministerstwa Kultury, więc musiałyśmy sobie radzić w warunkach bardzo małego budżetu. Jeśli za rok sytuacja się powtórzy, niestety sprowadzenie Tani Kabarowej ponownie trzeba będzie przełożyć, ponieważ to wymaga już naprawdę poważnych nakładów.

Opowiedz w takim razie o tym, co udało się zrobić, bo udało się wiele. Otwarcie festiwalu to projekt "forward_me" w Teatrze Polskim...

- To jest akcja przygotowana specjalnie na otwarcie No Women No Art, więc nie dość, że jest to premiera, to do tego prawdopodobnie jedyny pokaz tego projektu w historii (śmiech). Nie chcemy go nazywać spektaklem teatralnym, choć teatru w „forward_me” jest dużo. Ale to raczej akcja multimedialna: jest muzyka na żywo grana przez An on Bast i DJ Joanę, są projekcje wideo, śpiew, taniec.

Celowo wybrałyście na otwarcie Teatr Polski? W takim otoczeniu festiwal staje się nagle bardzo poważny, oficjalny...

- Tak, choć cała akcja jest - mamy taką nadzieję - całkiem zabawna. Teatr Polski jest wybrany celowo jako przestrzeń mieszczańska i tradycyjna. Chodzi o rodzaj zderzenia. Autorem koncepcji jest grupa Fraktale, która po kilku latach nieistnienia postanowiła się reaktywować na No Women No Art. Scenariusz tego wydarzenia jest inspirowany łańcuszkami internetowymi, strukturą portali społecznościowych takich jak Facebook - stąd tytuł "forward_me".

A Paweł Szkotak wie, że jego teatr będzie występował jako bastion mieszczaństwa?

- (śmiech) Nie wiem, czy wie. Umowę na szczęście mamy już podpisaną, więc nawet po przeczytaniu tej rozmowy nie będzie mógł się wycofać (śmiech). A mówiąc poważnie, to Paweł Szkotak był bardzo sympatyczny i otwarty w naszą stronę, stwierdził, że jest feministą i idea festiwalu No Women No Art bardzo mu się podoba. My również niezwykle sobie cenimy tę współpracę.

Rozmawiałem kiedyś o No Women No Art z redakcyjnym kolegą, który stwierdził, że wasz festiwal jest fatalnym pomysłem, że sztuka kobiet to coś sztucznego i wymyślonego, że to alibi dla złych artystek, ponieważ sztuka może być co najwyżej dobra albo zła - co ty na to?

- Nie lubię określenia sztuka kobieca, ono jest bardzo zawężające. Ale jest za to sztuka tworzona przez kobiety, często postrzegana jako błaha, banalna, właśnie "kobieca", a więc według stereotypu dotycząca wyłącznie kobiecych doświadczeń, a kobiece doświadczenie są zdaniem wielu ludzi przecież takie banalne i śmieszne... My wychodzimy z założenia, że sztuka tworzona przez kobiety może być uniwersalna, odżegnujemy się też raczej od banalnych projektów typu filmy dla kobiet o kobietach, jakie prezentuje "Kino na obcasach" w Multikinie - to jest coś zupełnie nam przeciwnego.

Na co najchętniej się wybierzesz na festiwalu?

- Na wszystko! (śmiech) A jeśli musiałabym wybierać, to na pewno Mass Kotki grające do filmu z Polą Negri, pokaz multimedialnego tomiku poezji, czyli połączenie wierszy Beaty Sosnowskiej z muzyką przygotowaną m.in. przez Macieja Cieślaka z zespołu Ścianka i Mazzola, do tego projekcje wideo i taniec - zapowiada się bardzo ciekawie. Jeśli chodzi o muzykę, to oczywiście Marika i moja perełka, czyli The Sound Of Lucrecia, Kolumbijka mieszkająca na stałe w Barcelonie, która przyjedzie do Poznania z nowym albumem. Niezwykle ciekawa jest również cała „modowa” część festiwalu, czyli pokazy szafiarek i kolekcji Agi Guz.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów