Panie Prezydencie, gdyby mógł pan nie kandydować

Michał Danielewski, "Gazeta Wyborcza"
01.07.2011 , aktualizacja: 06.11.2009 11:54
A A A Drukuj
Za 10, 15 lat będziemy oceniać czasy Ryszarda Grobelnego jako bardzo dobry okres w historii miasta. Ta ocena mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby pan prezydent zechciał nie kandydować na kolejną kadencję - pisze dziennikarz "Gazety" Michał Danielewski.
Ryszard Grobelny
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Ryszard Grobelny
W Poznaniu od wielu lat tli się najnudniejszy konflikt świata. Toczy się u nas spór, wokół którego poznaniacy są dziś podzieleni prawie dokładnie na pół. Gdyby te dwie grupy wyszły demonstrować na ulice miasta, jedna z nich mogłaby na sztandarach nieść hasła "Precz z Grobelizmem!" albo "Oddajmy Poznań w ręce wyobraźni", natomiast druga maszerowałaby, skandując "Precz z wichrzycielami", "Niech żyją rankingi Przekroju" albo "100 procent racji Panie Prezydencie". Obie zwaśnione strony od lat uprawiają rytuał wyrafinowanej szermierki na argumenty i obie jednakowo doskonale zdają sobie sprawę, że nie ma to żadnego sensu.

Grobelny może być dumny

Dlatego dopadło mnie silne i męczące deja vu. Śledzę dyskusję o „grobelizmie” i mam nieustające wrażenie, że wszystko to już gdzieś czytałem. Że doskonale jest mi znana nieznośna sekwencja zdarzeń, według której najpierw wobec Ryszarda Grobelnego formułuje się trafne, merytoryczne zarzuty, a później prezydent całkiem sensownie na nie odpowiada, zostawiając jednak adwersarzy z silnym przekonaniem, że jego odpowiedzi są trochę nie na temat.

Bo problem Poznania to racjonalnie niewytłumaczalny paradoks, że miasto jest w bardzo dobrym stanie i jednocześnie cholernie ciężko się w nim żyje. Jakby zawisła nad nim ogromna czarna chmura wypełniona ołowianym weltschmerzem, swego rodzaju upiorny i ciężki mentalny smog. Jego elementem jest między innymi Ryszard Grobelny, co nie oznacza, że źle piastuje swoje stanowisko. Wręcz przeciwnie. Prezydent może być dumny ze swoich 11 lat rządzenia Poznaniem. Był przez ten czas genialnym technokratą, potrafił przeprowadzić miasto bez szwanku przez wzburzone fale ekonomicznej transformacji, dobrze rozumiał kaprysy wolnego rynku: niski poziom bezrobocia w Poznaniu i wysoka stopa życia materialnego mieszkańców to jego wielka zasługa. Za 10, 15 lat będziemy oceniać czasy Grobelnego jako bardzo dobry okres w historii miasta. Ta ocena mogłaby być jeszcze lepsza, gdyby pan prezydent zechciał nie kandydować na kolejną kadencję. Piszę "zechciał", bo mam przeświadczenie graniczące z pewnością, że jeśli Ryszard Grobelny wystartuje, to wygra najbliższe wybory w cuglach. Dlaczego więc namawiam go do tak wielkiego poświęcenia, rezygnacji z osobistych ambicji i wyrzeczenia się przyjemności z zawiadywania miastem podczas Euro 2012? Już wyjaśniam.

Smutno nam, Boże

Jeśli pan prezydent czytał w "Gazecie" artykuł o "Diagnozie społecznej" dla Poznania, to wie, że z miastem dzieje się coś złego w sferze psychicznej. Jesteśmy zdołowani, przytłoczeni rzeczywistością, mimo że świetnie sobie w niej radzimy, jesteśmy nieufni, pozamykani w domach, balansujący na granicy depresji. To pokazuje, jak bardzo w mieście liczy się klimat - czynnik tak trudno mierzalny i niemożliwy do uchwycenia w excelowych słupkach. To "coś", co powoduje, że większość z nas wolałaby żyć w Barcelonie, a nie w którejś z metropolii niemieckiego Zagłębia Ruhry, mimo że to za naszą zachodnią granicą poziom życia jest wyższy. By rozpocząć wyrywanie nas z marazmu, potrzebna jest jakaś spektakularna zmiana, ten fetysz dający nowe nadzieje i nowe perspektywy, potrzebna jest nowa twarz, nowy człowiek z nowymi pomysłami. Przy uznaniu dla licznych zalet prezydenta Grobelnego, na pewno nie jest on w stanie dokonać głębokiej autometamorfozy.

Tak się przypadkowo składa, ze ostatnio odbyłem kilka rozmów na temat rewitalizacji przestrzeni miejskiej i życia kulturalnego w Poznaniu. Moi rozmówcy - eksperci w swoich dziedzinach, ludzie z sukcesami - w luźnej dyskusji zasypywali mnie dziesiątkami idei na polepszenie jakości życia w mieście. Kiedy proponowałem im, by napisali o tym artykuł do "Gazety" lub udali się ze swoimi pomysłami do magistratu, machali tylko zniechęceni ręką, twierdząc, że nic to nie zmieni. Przeświadczenie, że z dobrymi, innowacyjnymi projektami nie ma sensu nawet się zbliżać do Urzędu Miasta, wydaje się być wśród kreatywnych poznaniaków dość powszechne. Być może jest to przeświadczenie błędne i krzywdzące, ale faktem jest, że atmosfera stagnacji wokół ekipy prezydenta Grobelnego blokuje rozwój dobrych pomysłów w stolicy Wielkopolski.

Wygrajcie sobie wybory

Ryszard Grobelny często argumentuje, że jeśli ktoś nie zgadza się z jego wizją rządzenia miastem, powinien stanąć z nim w wyborcze szranki i wygrać. Problem w tym, że realna i wyobrażona siła polityczna obecnego prezydenta powoduje, ze nikt sensowny nie chce się z nim zmierzyć w obawie przed przegraną. Nie będę ukrywał - ponieważ na co dzień piszę o kulturze, a nie o polityce, więc zaryzykuję i pozwolę sobie na jasną deklarację - że według mnie najlepszym z możliwych kandydatów na najwyższe stanowisko w Poznaniu byłby marszałek województwa wielkopolskiego Marek Woźniak. Ma on wszystkie zalety Grobelnego, jednocześnie posiadając cechy, których u obecnego włodarza Poznania brak: pokorę, otwartość na nowe pomysły, odwagę i umiejętność podejmowania decyzji trudnych, zdolność do kompromisów. Dlaczego to takie ważne? - Rządzący miastem mogą wsłuchiwać się w oczekiwania mieszkańców i realizować ich potrzeby. Mogą też zza biurka podejmować decyzje utrudniające im życie - mówił ostatnio na naszych łamach prof. Janusz Czapiński o swoim badaniu "Diagnoza Społeczna", które, jako się rzekło, było tak niekorzystne dla naszego miasta. Wydaje mi się, że gdyby Woźniak połączył siły z prof. Waldemarem Łazugą i jego Fundacją Obywatelską "Bazar", mogłaby to być ekipa, która intelektualnie z łatwością poradziłaby sobie z zarządzaniem miastem, a jednocześnie tchnęłaby w nie nowego ducha, ekipa, przy której zachowalibyśmy łatwość zarabiania pieniędzy, ale nieco bardziej cieszylibyśmy się życiem. Jednak jest niemal pewne, że jeśli obecny prezydent stanie do wyborów, Woźniak nie zdecyduje się z nim konkurować. A zamiast niego Platforma Obywatelska wystawi kogoś fenomenalnie nijakiego, kogoś kto bohatersko polegnie, zdobywając swoje 40 proc. głosów. Dlaczego koncentruję się tylko na PO? Z prostej przyczyny: kandydaci innych partii nie mają obecnie w Poznaniu żadnych szans, a pozapartyjne inicjatywy obywatelskie są w powijakach.

Jeśli Ryszard Grobelny zostanie na swoją czwartą kadencję nic strasznego się nie stanie. Ewentualnie jeszcze częściej będziemy stękać, że nuda, że stagnacja, że marazm, jeszcze głębiej pogrążymy się w lekko dekadenckim smutku i wsobności. Ale jestem przekonany, że prezydent Grobelny dobrze czuje ducha miasta, że podświadomie wie, że potrzebne mu są zmiany. A więc, Panie prezydencie, gdyby mógł Pan nie kandydować... Ewentualnie, jeśli bez Pana będzie gorzej, za cztery lata może Pan wrócić, a poznaniacy, jestem o tym przekonany, jak zawsze przywitają Pana z otwartymi ramionami.

Podziel się

  • 15 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

  • Panie Prezydencie, gdyby mógł pan nie kandydować gryg74 06.11.09, 13:04

    Zgadzam się z tą opinią. Miasto jest naprawdę ok. o czym sam przekonuję się za każdym razem pokazując je komuś z zewnątrz. Warszawiacy są wręcz zauroczeni, że po centrum można po prostu »

  • Panie Prezydencie, gdyby mógł pan nie kandydować zajob 06.11.09, 14:35

    Oczekiwanie, że można znowu poprosić Pana Marszałka Marka Woźniaka o to, abyswoje życie poświęcił idei, nawet tak szlachetnej jaką jest ratowanie Poznaniajest po prostu nie moralne. Pan »

  • Panie Prezydencie, gdyby mógł pan nie kandydować edwood1 06.11.09, 14:50

    woźniak to nie jest dobry pomysł - nawet tragiczny. facet faktycznie z kwalifikacjami ale bez charyzmy, charakteru, ulegajacy partyjnym naciskom, otaczający się nieciekawymi ludzmi (vide »