Wysokie ceny biletów wygonią pasażerów z tramwajów
04.11.2009
, aktualizacja: 04.11.2009 19:30
- Jeśli radni przyjmą ceny biletów MPK, które proponują miejscy urzędnicy, to poznańską komunikację publiczną czeka godna śmierć - uważa dr Michał Beim z UAM. A prof. Andrzej Rudnicki z Politechniki Krakowskiej apeluje: Niech politycy wreszcie posłuchają ekspertów!
ZOBACZ TAKŻE
- Ceny komunikacji publicznej w Poznaniu i innych miastach (04-11-09, 19:30)
Zarząd Transportu Miejskiego szykuje rewolucję w komunikacji miejskiej. Chce obniżyć ceny większości biletów jednorazowych, przywrócić bilet dziesięciominutowy (ma kosztować tyle, co dotychczasowy bilet na kwadrans, który będzie zlikwidowany) i podnieść ceny "sieciówek". Projekt zakłada też stworzenie trzech stref komunikacyjnych: A (Poznań), B (podmiejskie gminy, m.in. Koziegłowy, Swarzędz, Zalasewo, Czapury, Luboń) i C (dalsze gminy, m.in. Kórnik, Rokietnica, Puszczykowo, Tarnowo Podgórne). Ceny pomiędzy nimi będą zróżnicowane. - im podróż dalsza, tym droższa.
By złagodzić podwyżkę cen sieciówek, ZTM planuje wprowadzić kilka rabatów. Mogą na nie liczyć ci, którzy regularnie ładują komkartę, bez żadnego dnia przerwy (oszczędzą 9 zł). Mieszkańcom Poznania i gmin, które mają z nim podpisane porozumienia komunikacyjne, będzie przysługiwać 5 proc. rabatu. Uczniowie z Poznania i tych gmin będą mogli liczyć na 55-procentową ulgę. - Chcemy, żeby nowe taryfy weszły w życie od 1 stycznia - mówi Zbigniew Rusak, szef ZTM. - Radni zajmą się nimi na sesji 17 listopada.
Sprawdziliśmy, jak wyglądają ceny biletów komunikacji zbiorowej w innych dużych polskich miastach. Poznań, zwłaszcza po wprowadzeniu podwyżek, będzie jednym z najdroższych. Ani w Warszawie, ani w Krakowie nie ma planów podniesienia cen biletów. Powód? Wybory samorządowe, które odbędą się w przyszłym roku. Do zmiany taryf przymierza się za to Wrocław. Ale tam również nie ma być podwyżek. Władze chcą wprowadzić do oferty bilety czasowe, m.in. półgodzinny i godzinny.
Rozmowa z prof. Andrzejem Rudnickim*
"Gazeta": Władze miasta planują podnieść ceny sieciówek. Poznaniacy zamiast 81 zł mają płacić za nie aż 106 zł, przyjezdni nawet 112 zł. Czy podwyżka nie jest za duża?
Andrzej Rudnicki: Uważam, że ceny biletów komunikacji miejskiej powinno podnosić się tylko o poziom inflacji. A Poznań planuje dużą, wręcz skokową podwyżkę i to kolejną w ostatnich latach. To pewnie wpłynie na zmniejszenie liczby pasażerów o kilka procent i odstraszy kierowców od planów zostawienia auta w garażu i skorzystania z MPK. Poznań może zgotować sobie tymi podwyżkami prawdziwe nieszczęście. Korki się powiększą, trzeba więcej wydawać na inwestycje drogowe.
W budżecie miasta brakuje pieniędzy, stąd pomysł na podwyżki.
- Ale one nie muszą oznaczać, że wpływy do budżetu się zwiększą! Jak pasażerowie zaczną rezygnować z komunikacji miejskiej, to do budżetu może trafić tyle samo, albo nawet jeszcze mniej pieniędzy. Poznań podąża w złym kierunku. Ceny biletów powinny zachęcać do korzystania z komunikacji zbiorowej, a nie łatać dziurę w budżecie. A jak spojrzymy na sprawę globalnie, przeanalizujemy wzrost natężenia ruchu, idące za nim korki i inwestycje drogowe, które trzeba będzie zrealizować, to może się okazać, że budżet sporo straci na podwyżkach.
Dlaczego więc władze miasta decydują się na takie rozwiązania? To zła wola, czy brak wiedzy?
Panuje ogromny rozdźwięk między deklaracjami polityków a ich faktycznymi posunięciami. Przecież przyjęta przez nich "Polityka transportowa" zakłada pierwszeństwo komunikacji publicznej. Tymczasem władze ulegają presji lobby kierowców. A przecież nawet największe inwestycje drogowe nigdy nie rozwiążą problemu korków, ulice można poszerzać w nieskończoność! Przekonały się już o tym miasta na całym świecie. Politykom brakuje wyobraźni, globalnego spojrzenia na problem komunikacji. Macie w Poznaniu świetnych ekspertów od transportu, ale ich wiedza jakoś nie trafia do polityków. A szkoda.
* prof. Andrzej Rudnicki pracuje na Politechnice Krakowskiej, jest autorem uchwalonej 10 lat temu przez radnych "Polityki transportowej" dla Poznania
Rozmowa z dr. Michałem Beimem*
"Gazeta": Władze miasta chcą podnieść ceny sieciówek. Czy to nie odstraszy poznaniaków od korzystania z usług MPK?
Michał Beim: - To złe posunięcie, zupełnie inaczej postępuje się na Zachodzie. Jestem właśnie na stypendium w Kaiserslautern. Jak podpiszę z tutejszym związkiem transportowym roczną umowę na sieciówkę, to kosztuje ona tylko 30 euro miesięcznie, czyli ok. 128 zł. Za te pieniądze mogę podróżować autobusami, tramwajami i lokalnymi pociągami na obszarze o wielkości jednej trzeciej Wielkopolski! Takie tanie sieciówki zachęcają kierowców do zostawienia auta pod domem i korzystania z komunikacji publicznej. To wygodna oferta. Nie trzeba nigdzie biegać, by przedłużyć bilet. Co miesiąc związek transportowy pobiera z konta pasażerów 30 euro i bilety doładowuje się automatycznie. W Niemczech miarą jakości komunikacji jest zadowolenie pasażera. Władze Poznania, choć proponują rabaty za ciągłość trwania sieciówki, to każdorazowo każą iść do okienka i ją doładować. Jak ktoś się spóźni choćby o się o jeden dzień, to rabat przepada.
Poznań powinien pomyśleć o obniżeniu cen sieciówek, np. wykorzystując niemieckie rozwiązanie z roczną umową. To przywiązuje pasażerów do komunikacji publicznej.
Dlaczego władze Poznania nie wpadły na taki pomysł?
- Poznańskie i niemieckie myślenie o komunikacji publicznej różni się zasadniczo. W Niemczech poprzez ceny biletów kształtuje się zachowania komunikacyjne mieszkańców. Myśli się tak: im tańsze są bilety, tym więcej osób korzysta z komunikacji publicznej i zostawia auto w garażu. A im mniej jest samochodów na ulicach, tym mniejsze są korki, problemy ze znalezieniem wolnych miejsc parkingowych i koszty remontów dróg. Natomiast w Poznaniu ceny biletów MPK postrzega się jako kolejną pozycję w budżecie miasta, który trzeba domknąć. Jak brakuje w nim pieniędzy, to podnosi się ceny. A im droższe bilety, tym więcej osób wybiera samochód, większe są korki oraz koszty remontu ciągle rozjeżdżanych ulic. Spada też liczba pasażerów, a wraz z nią wpływy do budżetu miasta. Urzędnicy chcą go załatać znów podnosząc ceny biletów. I tak zamyka się błędne koło.
To przejaw "grobelizmu", o którym pisała "Gazeta". Jak prezydent Ryszard Grobelny mówi o pieniądzach na transport publiczny, to używa słowa "dotacja". Ale budowa dróg to już dla niego "inwestycja". Jednak miejskie dotacje do komunikacji publicznej to też inwestycje. W Poznaniu potrzebna jest zmiana sposobu myślenia o komunikacji publicznej.
By złagodzić podwyżkę cen sieciówek, ZTM planuje wprowadzić kilka rabatów. Mogą na nie liczyć ci, którzy regularnie ładują komkartę, bez żadnego dnia przerwy (oszczędzą 9 zł). Mieszkańcom Poznania i gmin, które mają z nim podpisane porozumienia komunikacyjne, będzie przysługiwać 5 proc. rabatu. Uczniowie z Poznania i tych gmin będą mogli liczyć na 55-procentową ulgę. - Chcemy, żeby nowe taryfy weszły w życie od 1 stycznia - mówi Zbigniew Rusak, szef ZTM. - Radni zajmą się nimi na sesji 17 listopada.
Sprawdziliśmy, jak wyglądają ceny biletów komunikacji zbiorowej w innych dużych polskich miastach. Poznań, zwłaszcza po wprowadzeniu podwyżek, będzie jednym z najdroższych. Ani w Warszawie, ani w Krakowie nie ma planów podniesienia cen biletów. Powód? Wybory samorządowe, które odbędą się w przyszłym roku. Do zmiany taryf przymierza się za to Wrocław. Ale tam również nie ma być podwyżek. Władze chcą wprowadzić do oferty bilety czasowe, m.in. półgodzinny i godzinny.
Rozmowa z prof. Andrzejem Rudnickim*
"Gazeta": Władze miasta planują podnieść ceny sieciówek. Poznaniacy zamiast 81 zł mają płacić za nie aż 106 zł, przyjezdni nawet 112 zł. Czy podwyżka nie jest za duża?
Andrzej Rudnicki: Uważam, że ceny biletów komunikacji miejskiej powinno podnosić się tylko o poziom inflacji. A Poznań planuje dużą, wręcz skokową podwyżkę i to kolejną w ostatnich latach. To pewnie wpłynie na zmniejszenie liczby pasażerów o kilka procent i odstraszy kierowców od planów zostawienia auta w garażu i skorzystania z MPK. Poznań może zgotować sobie tymi podwyżkami prawdziwe nieszczęście. Korki się powiększą, trzeba więcej wydawać na inwestycje drogowe.
W budżecie miasta brakuje pieniędzy, stąd pomysł na podwyżki.
- Ale one nie muszą oznaczać, że wpływy do budżetu się zwiększą! Jak pasażerowie zaczną rezygnować z komunikacji miejskiej, to do budżetu może trafić tyle samo, albo nawet jeszcze mniej pieniędzy. Poznań podąża w złym kierunku. Ceny biletów powinny zachęcać do korzystania z komunikacji zbiorowej, a nie łatać dziurę w budżecie. A jak spojrzymy na sprawę globalnie, przeanalizujemy wzrost natężenia ruchu, idące za nim korki i inwestycje drogowe, które trzeba będzie zrealizować, to może się okazać, że budżet sporo straci na podwyżkach.
Dlaczego więc władze miasta decydują się na takie rozwiązania? To zła wola, czy brak wiedzy?
Panuje ogromny rozdźwięk między deklaracjami polityków a ich faktycznymi posunięciami. Przecież przyjęta przez nich "Polityka transportowa" zakłada pierwszeństwo komunikacji publicznej. Tymczasem władze ulegają presji lobby kierowców. A przecież nawet największe inwestycje drogowe nigdy nie rozwiążą problemu korków, ulice można poszerzać w nieskończoność! Przekonały się już o tym miasta na całym świecie. Politykom brakuje wyobraźni, globalnego spojrzenia na problem komunikacji. Macie w Poznaniu świetnych ekspertów od transportu, ale ich wiedza jakoś nie trafia do polityków. A szkoda.
* prof. Andrzej Rudnicki pracuje na Politechnice Krakowskiej, jest autorem uchwalonej 10 lat temu przez radnych "Polityki transportowej" dla Poznania
Rozmowa z dr. Michałem Beimem*
"Gazeta": Władze miasta chcą podnieść ceny sieciówek. Czy to nie odstraszy poznaniaków od korzystania z usług MPK?
Michał Beim: - To złe posunięcie, zupełnie inaczej postępuje się na Zachodzie. Jestem właśnie na stypendium w Kaiserslautern. Jak podpiszę z tutejszym związkiem transportowym roczną umowę na sieciówkę, to kosztuje ona tylko 30 euro miesięcznie, czyli ok. 128 zł. Za te pieniądze mogę podróżować autobusami, tramwajami i lokalnymi pociągami na obszarze o wielkości jednej trzeciej Wielkopolski! Takie tanie sieciówki zachęcają kierowców do zostawienia auta pod domem i korzystania z komunikacji publicznej. To wygodna oferta. Nie trzeba nigdzie biegać, by przedłużyć bilet. Co miesiąc związek transportowy pobiera z konta pasażerów 30 euro i bilety doładowuje się automatycznie. W Niemczech miarą jakości komunikacji jest zadowolenie pasażera. Władze Poznania, choć proponują rabaty za ciągłość trwania sieciówki, to każdorazowo każą iść do okienka i ją doładować. Jak ktoś się spóźni choćby o się o jeden dzień, to rabat przepada.
Poznań powinien pomyśleć o obniżeniu cen sieciówek, np. wykorzystując niemieckie rozwiązanie z roczną umową. To przywiązuje pasażerów do komunikacji publicznej.
Dlaczego władze Poznania nie wpadły na taki pomysł?
- Poznańskie i niemieckie myślenie o komunikacji publicznej różni się zasadniczo. W Niemczech poprzez ceny biletów kształtuje się zachowania komunikacyjne mieszkańców. Myśli się tak: im tańsze są bilety, tym więcej osób korzysta z komunikacji publicznej i zostawia auto w garażu. A im mniej jest samochodów na ulicach, tym mniejsze są korki, problemy ze znalezieniem wolnych miejsc parkingowych i koszty remontów dróg. Natomiast w Poznaniu ceny biletów MPK postrzega się jako kolejną pozycję w budżecie miasta, który trzeba domknąć. Jak brakuje w nim pieniędzy, to podnosi się ceny. A im droższe bilety, tym więcej osób wybiera samochód, większe są korki oraz koszty remontu ciągle rozjeżdżanych ulic. Spada też liczba pasażerów, a wraz z nią wpływy do budżetu miasta. Urzędnicy chcą go załatać znów podnosząc ceny biletów. I tak zamyka się błędne koło.
To przejaw "grobelizmu", o którym pisała "Gazeta". Jak prezydent Ryszard Grobelny mówi o pieniądzach na transport publiczny, to używa słowa "dotacja". Ale budowa dróg to już dla niego "inwestycja". Jednak miejskie dotacje do komunikacji publicznej to też inwestycje. W Poznaniu potrzebna jest zmiana sposobu myślenia o komunikacji publicznej.
1
2
następne »
- 56 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
30 głosów
-
Wysokie ceny biletów wygonią pasażerów z tramwajów
schubladendenkender
04.11.09, 21:40
Sami sobie odpowiedzcie na pytanie, dlaczego powstał ZTM ?»
-
Przejazdy strefowe
ksmx
04.11.09, 22:42
Można podzielić Poznań na strefy wg odległości od np. Ronda Kaponiera. Do 5 km I strefa, do 10 km II strefa, do 20 km III strefa. Dowolny przejazd w obrębie strefy (bez przesiadki): 2 zł. »
-
Wysokie ceny biletów wygonią pasażerów z tramwajów
asek11
05.11.09, 08:23
Władze miasta planują podnieść ceny sieciówek. Poznaniacy zamiast 81 zł mają płacić za nie aż 106 zł, przyjezdni nawet 112 zł. Czy podwyżka nie jest za duża?A jak to się ma do hasła, że »
Najczęściej czytane24 htydzień





