Tajemnicze ciastka na cmentarzach
29.10.2009
, aktualizacja: 29.10.2009 21:47
Kruche, półokrągłe, jakby z rury od pieca ściągnięte. Milczą o nich karty miejskiej historii, nie przyznają się do nich piekarnie. Mimo to poznańskie rury wciąż wędrują: od Bożego Ciała do Wszystkich Świętych
ZOBACZ TAKŻE
- Zadbajmy o wizerunek ślepych ryb! (09-08-10, 19:34)
- Wielkopolska je je je. Wolicie gzik czy ślepe ryby? (05-08-10, 19:43)
- Sprawdź jak dojechać na poznańskie cmentarze (30-10-09, 16:37)
"Kup pani dziecku rurę, daj pani, dziecku potrąbię! - krzyczy kupiec". Na taką wzmiankę natrafiłem 30 lat temu w książce "Starzy poznaniacy wspominają" - mówi prof. Andrzej Brencz z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej w Poznaniu. - Z niej wiem, że w okresie XX-lecia międzywojennego poznaniacy chętnie raczyli się rurami, o których wtedy mówiono "trąby". Z tej książki pochodzi najstarsza znana mi wzmianka o nich.
Pierwszy okruszek: smakowity
Nie wiadomo, kto upiekł pierwsze rury. - Przepis? Nigdy się pani nie dowie. Przekazujemy go sobie z pokolenia na pokolenie w całkowitej tajemnicy - mówi sprzedawca rur przed miłostowskim cmentarzem. I podaje kilka smakowitych okruszków: - Kruche ciasto na miodzie spadziowym, trochę karmelu, skrobia. Bez jajek, bez mleka. Czemu takie okrągłe? Jak są jeszcze ciepłe, wygina się je na kołkach dębowych.
Drugi: historyczny
- Pozostaje przypuszczać, że wypiek jest owocem przypadkowego pomysłu. Ktoś rzucił ciasto na rozgrzaną rurę przy kominku, a ono całkiem fajnie się usmażyło. Łatwo odkleiło. Miało ładny kształt. Trudno powiedzieć, czy było to w XIX w., czy wcześniej - mówi Witold Przewoźny z Muzeum Etnograficznego.
Rury - najbardziej tajemniczy poznański wypiek - związane są ze świętem Bożego Ciała. - Pamiętam, jak pod koniec lat 50. pod kościołami stały panie z wielkimi koszami - wspomina Przewoźny. - Namawiałem babcię, by kupiła mi od nich rurę. Choć smakiem zawsze byłem rozczarowany.
Prof. Bręcz mówi, że naszym rurom brakuje okruszka historycznego: - Nigdzie nie ma wzmianki o nich. Przejrzałem wszelką literaturę o pieczywie obrzędowym, o wypiekach polskich i zagranicznych. Nie znalazłem podobieństw. Z pewnością nie można łączyć rur z wypiekami niemieckimi czy żydowskimi. To na pewno jest zwyczaj poznański. Rur nie widziałem nigdzie poza Wielkopolską.
Trzeci: ekonomiczny
Jak to się stało, że rury zaczęto sprzedawać przy cmentarzach? - Pewnie ktoś pomyślał: czemu nie? Przecież przy okazji Wszystkich Świętych cmentarze odwiedzają tłumy. Można zarobić - przypuszcza Przewoźny.
Ale czy to dobrze? - Świetnie! - mówi pani Dagmara, którą spotkaliśmy wczoraj na miłostowskim cmentarzu. - Uwielbiam ich słodki smak i zawsze je kupuję przy okazji tego święta.
Przewoźny: - Pamiętajmy, że tradycja nie jest skostniałym wzorcem, że ulega zmianom. A rynek sprzyja temu, by sprzedawać rury również przy innych okazjach.
Przewoźny zaznacza, że dzieje się tak również w przypadku rogali marcińskich, które piecze się już przez cały rok, a nie tylko w dzień imienin św. Marcina.
Pierwszy okruszek: smakowity
Nie wiadomo, kto upiekł pierwsze rury. - Przepis? Nigdy się pani nie dowie. Przekazujemy go sobie z pokolenia na pokolenie w całkowitej tajemnicy - mówi sprzedawca rur przed miłostowskim cmentarzem. I podaje kilka smakowitych okruszków: - Kruche ciasto na miodzie spadziowym, trochę karmelu, skrobia. Bez jajek, bez mleka. Czemu takie okrągłe? Jak są jeszcze ciepłe, wygina się je na kołkach dębowych.
Drugi: historyczny
- Pozostaje przypuszczać, że wypiek jest owocem przypadkowego pomysłu. Ktoś rzucił ciasto na rozgrzaną rurę przy kominku, a ono całkiem fajnie się usmażyło. Łatwo odkleiło. Miało ładny kształt. Trudno powiedzieć, czy było to w XIX w., czy wcześniej - mówi Witold Przewoźny z Muzeum Etnograficznego.
Rury - najbardziej tajemniczy poznański wypiek - związane są ze świętem Bożego Ciała. - Pamiętam, jak pod koniec lat 50. pod kościołami stały panie z wielkimi koszami - wspomina Przewoźny. - Namawiałem babcię, by kupiła mi od nich rurę. Choć smakiem zawsze byłem rozczarowany.
Prof. Bręcz mówi, że naszym rurom brakuje okruszka historycznego: - Nigdzie nie ma wzmianki o nich. Przejrzałem wszelką literaturę o pieczywie obrzędowym, o wypiekach polskich i zagranicznych. Nie znalazłem podobieństw. Z pewnością nie można łączyć rur z wypiekami niemieckimi czy żydowskimi. To na pewno jest zwyczaj poznański. Rur nie widziałem nigdzie poza Wielkopolską.
Trzeci: ekonomiczny
Jak to się stało, że rury zaczęto sprzedawać przy cmentarzach? - Pewnie ktoś pomyślał: czemu nie? Przecież przy okazji Wszystkich Świętych cmentarze odwiedzają tłumy. Można zarobić - przypuszcza Przewoźny.
Ale czy to dobrze? - Świetnie! - mówi pani Dagmara, którą spotkaliśmy wczoraj na miłostowskim cmentarzu. - Uwielbiam ich słodki smak i zawsze je kupuję przy okazji tego święta.
Przewoźny: - Pamiętajmy, że tradycja nie jest skostniałym wzorcem, że ulega zmianom. A rynek sprzyja temu, by sprzedawać rury również przy innych okazjach.
Przewoźny zaznacza, że dzieje się tak również w przypadku rogali marcińskich, które piecze się już przez cały rok, a nie tylko w dzień imienin św. Marcina.
- 21 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
a moze węgierski Kürtőskalács?
olszus7
30.10.09, 09:04
nie jadłem ale z opisu i wyglądu przypomina węgierski Kürtőskalács - en.wikipedia.org/wiki/K%C3%BCrt%C5%91skal%C3%A1cs»
-
Uwielbiam te ciastka
tititaca
30.10.09, 12:19
Sa twarde, ze zeby polamac, zasadniczo pozbawione smaku, ale bardzo jelubie... Charakterystyczne, do niczego nie podobne.Smak dziecinstwa - moze dlatego? - bo pamietam je od zawsze.»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Plan B gotowy. Jeśli remonty nie skończą ...
- Trasa na Franowo na ostatniej prostej. ...
- Fanatyk gry Diablo III chciał zabijać ludzi
- Tramwaje nie jeździły, bo policjanci nie ...
- Na FB nawołują do bojkotu pubów. Bo ...
- Usunął balkony bez pozwolenia. Ale mają wrócić
- Jeśli macie dość remontów, nie czytajcie ...




