Tajemnicze ciastka na cmentarzach

Ewa Mikulec
29.10.2009 , aktualizacja: 29.10.2009 21:47
A A A Drukuj
Kruche, półokrągłe, jakby z rury od pieca ściągnięte. Milczą o nich karty miejskiej historii, nie przyznają się do nich piekarnie. Mimo to poznańskie rury wciąż wędrują: od Bożego Ciała do Wszystkich Świętych

Fot. Maciej Grzywaczewski/ AG
"Kup pani dziecku rurę, daj pani, dziecku potrąbię! - krzyczy kupiec". Na taką wzmiankę natrafiłem 30 lat temu w książce "Starzy poznaniacy wspominają" - mówi prof. Andrzej Brencz z Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej w Poznaniu. - Z niej wiem, że w okresie XX-lecia międzywojennego poznaniacy chętnie raczyli się rurami, o których wtedy mówiono "trąby". Z tej książki pochodzi najstarsza znana mi wzmianka o nich.

Pierwszy okruszek: smakowity

Nie wiadomo, kto upiekł pierwsze rury. - Przepis? Nigdy się pani nie dowie. Przekazujemy go sobie z pokolenia na pokolenie w całkowitej tajemnicy - mówi sprzedawca rur przed miłostowskim cmentarzem. I podaje kilka smakowitych okruszków: - Kruche ciasto na miodzie spadziowym, trochę karmelu, skrobia. Bez jajek, bez mleka. Czemu takie okrągłe? Jak są jeszcze ciepłe, wygina się je na kołkach dębowych.

Drugi: historyczny

- Pozostaje przypuszczać, że wypiek jest owocem przypadkowego pomysłu. Ktoś rzucił ciasto na rozgrzaną rurę przy kominku, a ono całkiem fajnie się usmażyło. Łatwo odkleiło. Miało ładny kształt. Trudno powiedzieć, czy było to w XIX w., czy wcześniej - mówi Witold Przewoźny z Muzeum Etnograficznego.

Rury - najbardziej tajemniczy poznański wypiek - związane są ze świętem Bożego Ciała. - Pamiętam, jak pod koniec lat 50. pod kościołami stały panie z wielkimi koszami - wspomina Przewoźny. - Namawiałem babcię, by kupiła mi od nich rurę. Choć smakiem zawsze byłem rozczarowany.

Prof. Bręcz mówi, że naszym rurom brakuje okruszka historycznego: - Nigdzie nie ma wzmianki o nich. Przejrzałem wszelką literaturę o pieczywie obrzędowym, o wypiekach polskich i zagranicznych. Nie znalazłem podobieństw. Z pewnością nie można łączyć rur z wypiekami niemieckimi czy żydowskimi. To na pewno jest zwyczaj poznański. Rur nie widziałem nigdzie poza Wielkopolską.

Trzeci: ekonomiczny

Jak to się stało, że rury zaczęto sprzedawać przy cmentarzach? - Pewnie ktoś pomyślał: czemu nie? Przecież przy okazji Wszystkich Świętych cmentarze odwiedzają tłumy. Można zarobić - przypuszcza Przewoźny.

Ale czy to dobrze? - Świetnie! - mówi pani Dagmara, którą spotkaliśmy wczoraj na miłostowskim cmentarzu. - Uwielbiam ich słodki smak i zawsze je kupuję przy okazji tego święta.

Przewoźny: - Pamiętajmy, że tradycja nie jest skostniałym wzorcem, że ulega zmianom. A rynek sprzyja temu, by sprzedawać rury również przy innych okazjach.

Przewoźny zaznacza, że dzieje się tak również w przypadku rogali marcińskich, które piecze się już przez cały rok, a nie tylko w dzień imienin św. Marcina.

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

  • a moze węgierski Kürtőskalács? olszus7 30.10.09, 09:04

    nie jadłem ale z opisu i wyglądu przypomina węgierski Kürtőskalács - en.wikipedia.org/wiki/K%C3%BCrt%C5%91skal%C3%A1cs»

  • Uwielbiam te ciastka tititaca 30.10.09, 12:19

    Sa twarde, ze zeby polamac, zasadniczo pozbawione smaku, ale bardzo jelubie... Charakterystyczne, do niczego nie podobne.Smak dziecinstwa - moze dlatego? - bo pamietam je od zawsze.»