Rio podzieliło radnych. Gra idzie o 30 mln zł

Michał Wybieralski, Michał Danielewski
12.10.2009 , aktualizacja: 12.10.2009 22:22
A A A Drukuj
Na dzisiejszej sesji radni mają zgodzić się na zaciągnięcie zobowiązań finansowych na poczet organizacji festiwalu "Rock in Rio". Ale decyzja nie jest przesądzona. Przeciwna jest część radnych PO i klub PiS.
Sting
Fot. GRZEGORZ CELEJEWSKI / AG
Sting
SONDAŻ
Czy Poznań powinien zainwesować 30 mln w Rock in Rio?

Tak, ten festiwal ściągnie do nas tłumy
To absurd i wyrzucanie pieniędzy w błoto
Trudno ocenić

Władze Poznania z wiceprezydentem Sławomirem Hincem na czele zachwalają festiwal Rock in Rio, który chcą ściągnąć do naszego miasta. Mają to być cztery dni muzyki, od popu, przez metal i rock, do muzyki rodzinnej, czyli np. Stinga, czy Roda Stewarta. Festiwal ma odbyć się wczesnym latem 2011, 2013 i 2015 roku na Torze Poznań. Bilety na jeden dzień mają kosztować ok. 50 euro, nie będzie żadnych karnetów, ani podziału na strefy. Według magistratu Rock in Rio ma rozsławić Poznań na świecie, a każdego dnia będą występować na nim "dwie topowe gwiazdy". Jednak na razie nikt nie zna ich nazwisk, a ściągnięcie festiwalu będzie nasz kosztować co najmniej 30 mln zł. Taką kwotę miasto musi zainwestować w Tor Poznań, by spełniał on wymogi organizatorów festiwalu. Władze Poznania tłumaczą, że te inwestycje wykorzystamy również m.in. podczas Euro 2012 i innych wydarzeń kulturalnych. Poza tym Poznań musi udzielić organizatorom gwarancji na sprzedać 100 tys. biletów na pierwszą edycję festiwalu. Jeśli rozejdzie się ich mniej, miasto będzie musiało zapłacić kary finansowe, nawet do 10 mln zł.

Platforma się waha

Festiwal Rock in Rio podzielił radnych. Przeciwna pomysłowi jest część radnych większościowego klubu PO. - Miasto w niewłaściwy sposób chce włączyć się w to przedsięwzięcie. Poznań to nie agencja artystyczna, nie powinien inwestować w festiwal takich sum. A gwarancje biletowe to już skandal - uważa radny PO Marek Sternalski. - Inne polskie miasta wspierają festiwale zdecydowanie mniejszymi kwotami. W zeszłym roku do urzędu zgłosiła się poznańska agencja koncertowa, która też chciała zorganizować festiwal muzyczny. Miała konkretne propozycje gwiazd, chciała od miasta mniej pieniędzy. Ale taką propozycją urzędnicy nie byli zainteresowani - dodaje. Sternalskiemu chodzi o festiwal rockowy, który miał się odbywać cyklicznie w Poznaniu od czerwca tego roku. Chciały go zorganizować austriacka Nova Music Entertainment (organizator wielu europejskich festiwali m. in. austriackiego Frequency Festival) i poznańska agencja Go Ahead. Impreza miała trwać trzy dni, na każdym z nich organizatorzy spodziewali się przynajmniej 25 tys. widzów. - Pojawiliśmy się w Urzędzie Miasta jesienią ubiegłego roku z konkretnymi propozycjami zespołów i planem promocyjnym, oczekiwaliśmy od magistratu wsparcia w wysokości miliona euro. Niestety nie było zainteresowania naszym pomysłem - mówi Andrzej Jegliczka z Go Ahead.

Opozycja podzielona

Jak zagłosuje opozycja? Lewica jest za, PiS przeciw. - Nie podejrzewałem prezydenta Poznania o taki polot. Popieramy organizację tej imprezy, bo wypromuje ona miasto i pozwoli poznaniakom przyjemnie spędzić czas - mówi Tomasz Lewandowski z SLD. Innego zdania jest Przemysław Foligowski, szef klubu radnych PiS: - Będziemy przeciw Rock in Rio, bo to pomysł oderwany od rzeczywistości. Musimy oszczędzać na kluczowych dla miasta inwestycjach, w budżecie brakuje pieniędzy. Tymczasem władze miasta chcą zainwestować kilkadziesiąt milionów w to przedsięwzięcie. Rozbawił mnie wiceprezydent Hinc, który uważa, że środki na festiwal uda się zgromadzić na oszczędnościach przy przetargach. Widać, że od niedawna rządzi miastem. Rock in Rio to pomysł na czas koniunktury, a nie kryzysu.

Festiwal większy od choinki

Tymczasem "Gazeta" dowiedziała się, jak festiwal był sprowadzany do Poznania. W 2005 roku warszawska agencja PR Prowokator organizowała z firmą "For a Better World" (to ona organizuje Rock in Rio) stawianie gigantycznej choinki pod Pałacem Kultury. - Wówczas nasz szef Radek Nęcki pomyślał, że przecież Rock in Rio to o wiele większy event od choinki i warto byłoby mieć go w Polsce - mówi nam Jolanta Zdrzałek z Prowokatora. Co było dalej? Na przełomie listopada i grudnia 2008 roku w "Newsweeku" ukazał się artykuł o możliwości zorganizowania Rock in Rio w Polsce. - Wtedy dostaliśmy telefon od władz Poznania z ofertą, by to stolica Wielkopolski gościła festiwal, a firma "For a Better World" przystała na tę lokalizację - opowiada Zdrzałek.

Co na to prezydent Sławomir Hinc? Mimo wielu prób nie udało nam się z nim wczoraj skontaktować.



Rozmowa z Markiem Sternalskim, radnym PO

Michał Wybieralski: - Jest pan przeciwnikiem Rock in Rio w Poznaniu.

Marek Sternalski: Tak. Ale to nie znaczy, że w ogóle nie chcę festiwali muzycznych w naszym mieście. Tyle że w niewłaściwy sposób chcemy włączyć się w to przedsięwzięcie. Poznań to nie agencja artystyczna, nie powinien inwestować w festiwal takich sum. A gwarancje biletowe to już skandal. Każdy by chciał organizować imprezę z myślą, że w przypadku frekwencyjnej klapy, za wszystko zapłaci miasto.

- Wiceprezydent Hinc zapewnia, że ze sprzedażą biletów nie będzie problemu, bo na festiwalu wystąpią topowe gwiazdy.

Tyle, że nikt nie zna ich nazwisk. Ostatni koncert Radiohead pokazał, że miasto samodzielnie świetnie radzi sobie z organizacją takich wydarzeń. Lepiej byłoby podzielić pieniądze, które chcemy zainwestować w Rock in Rio na kilka takich dużych koncertów. To się Poznaniowi bardziej opłaci. Inne polskie miasta wspierają festiwale zdecydowanie mniejszymi kwotami. Gdynia wydaje na Open'era jakieś grosze (ok. 700 tys. zł - przyp. red.).

- Ale władze miasta twierdzą, za 30 mln zł stworzą na Torze Poznań infrastrukturę festiwalową, która będzie służyć nie tylko Rock in Rio, ale też innym wydarzeniom kulturalnym. To chyba dobrze?

Niekoniecznie. Bo tworzymy konkurencję dla stadionu Lecha. To na nim miały odbywać się też duże wydarzenia muzyczne. Przecież stadion ma siebie zarabiać, a do tego nie wystarczą same mecze. Wie pan, skąd mają pochodzić pieniądze na Rock in Rio?

- Z oszczędności na przetargach na inwestycje związane z Euro 2012 lub z kredytu.

Jeśli mamy wziąć kredyt na inwestycje kulturalne, to lepiej przeznaczyć go na centrum kultury Nowa Gazownia, by w końcu ruszyć z tym projektem.

- Nie będzie panu niewygodnie zagłosować przeciw pomysłowi, który firmuje pański partyjny kolega Sławomir Hinc?

Ten pomysł nie był wcześniej konsultowany z Platformą. Trzeba było go przedyskutować w ramach partii. Różnica zdań pomiędzy politykami PO zdarzy się jeszcze pewnie nie raz.



Rozmowa z Wojciechem Kręglewskim, przewodniczącym klubu radnych PO

Michał Wybieralski: - Rock in Rio w Poznaniu to dobry pomysł?

Wojciech Kręglewski: - Oczywiście. Całe życie pracuję w marketingu i wiem, że środki, które mamy zainwestować w to przedsięwzięcie, są małe w obliczu spodziewanych zysków promocyjnych. Festiwal może rozsławić Poznań na całym świecie.

- Ale są też w PO przeciwnicy tego festiwalu.

Rock in Rio to przedsięwzięcie ryzykowne, ale wszedłbym w nie z własnymi pieniędzmi. Choć wiem, że najbezpieczniej jest zagłosować "przeciw" i nie ryzykować. Ale taka okazja może się więcej nie powtórzyć.

- To jednak dość kosztowna "okazja". Trzeba zainwestować 30 mln zł, gwarancje biletowe to kolejnych 10 mln.

Większość pieniędzy zainwestujemy w infrastrukturę, którą będziemy jeszcze wielokrotnie wykorzystywać. Na przykład w przenośne toalety, które będą nam służyć podczas Euro 2012 i jako szalety publiczne, których w Poznaniu brakuje. Nie obawiam się też, że będziemy musieli zapłacić kary za niesprzedane bilety, bo widzów będziemy ściągać z całej Polski, a nawet z Berlina, czy Brandenburgii. Na Rock in Rio będą występować topowe gwiazdy, a na takie jest w Poznaniu zapotrzebowanie. Pokazały to ostatnie wydarzenia, np. koncert Radiohead.

Podziel się

  • 16 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów