Chude lata dla Poznania: trzeba ciąć inwestycje
12.10.2009
, aktualizacja: 11.10.2009 20:33
Możemy zapomnieć o trzeciej ramie, budowie ul. św. Wawrzyńca, czy przebudowie Obornickiej. Nawet o 1,5 mld zł mniej niż planowano miasto wyda w ciągu najbliższych czterech lat na inwestycje
W połowie listopada prezydent Ryszard Grobelny przedstawi radnym projekt budżetu miasta na przyszły rok. Rewelacji nie będzie. Tym bardziej że już w tym roku sytuacja finansowa miasta jest gorsza niż przewidywano.
Przypomnijmy, że tegoroczny budżet miał być absolutnie rekordowy. Według planu do kasy miasta miało wpłynąć aż 2,5 mld.
Tak wysokie wpływy dawały nadzieję na rekordowe wydatki. W 2009 r. miasto chciało wydać aż 3,1 mld zł, z tego 1,1 mld na inwestycje.
Już na początku roku było jednak jasne, że ten plan jest nierealny. Kryzys odbił się na wpływach do kasy miasta - najnowsze wyliczenia mówią, że z 2,5 mld zł zrobi się 2,3 mld. Po pierwsze po obniżeniu stawek rozliczeniowych podatku od osób fizycznych (PIT) oraz wprowadzeniu ulgi prorodzinnej, mniejszym strumieniem płyną do miejskiej kasy pieniądze z naszych kieszeni. Tylko z tytułu PIT do budżetu miasta wpłynie w tym roku nie 780 mln zł, a ok. 700 mln. Po drugie mniej dostaniemy z podatku od firm (CIT) - zamiast 127 mln będzie 110 mln.
Skarbnik miasta Barbara Sajnaj dodaje, że znacznie gorzej niż planowano poszła sprzedaż miejskich nieruchomości. - Zamiast zaplanowanych 130 mln zł, zarobimy najwyżej 50 mln zł - mówi Sajnaj. Ogólnie kiepska sytuacja na rynku nieruchomości odbija się także na niższych wpływach z podatku od czynności cywilnoprawnych.
Sytuację ratują nieco wyniki przetargów na miejskie inwestycje. W kryzysie ceny lecą w dół, a miasto oszczędza - czy to na budowie szkoły na Strzeszynie, czy przebudowie ul. Bukowskiej - dziesiątki milionów złotych. Na inne rzeczy - jak np. budowę Term Maltańskich czy wiaduktu Antoninek - wydamy w tym roku znacznie mniej niż zakładaliśmy. Choć tu akurat powód jest prozaiczny - opóźnienia.
Miasto ratuje się także cięciami. - Oszczędzamy w wydatkach bieżących, przede wszystkim urzędowych. Nie robiliśmy np. takich podwyżek wynagrodzeń, jakie zakładaliśmy na początku roku - mówi Grobelny. W końcu władze planują sięgnąć do kieszeni poznaniaków wprowadzając podwyżki podatków lokalnych czy cen biletów MPK.
Według najnowszych prognoz do końca roku wydamy ostatecznie nie 3,1 mld zł, a ok. 2 mld 750 mln. - To nadal bardzo dużo - mówi Barbara Sajnaj.
Oceniając sytuację finansową miasta prezydent nie pozostawia jednak złudzeń: - W skali od 1 do 10 daję poniżej 5. A w przyszłym roku będzie jeszcze gorzej. Dlaczego? - Wpływy z podatków mogą być znowu mniejsze, bo ludzie rozliczali się jeszcze z ubiegłorocznych dochodów, które były wyższe niż w tym roku. Nic nie wskazuje też, by coś się poprawiło w CIT czy podatku od czynności cywilnoprawnych.
Prezydent zamierza więc w przyszłym roku dalej oszczędzać i ograniczać wydatki. A w praktyce? - Trzeba będzie dość poważnie zredukować plan inwestycji - nie ukrywa Grobelny. - Mam pewną hierarchię. Po pierwsze muszę zostawić inwestycje, na które są już podpisane umowy. Na drugim miejscu są przedsięwzięcia bezpośrednio związane z organizacją Euro 2012. Trzecia grupa inwestycji to te, które mają być dofinansowane z UE. W przyszłym roku na pewno nie będę rozpoczynał żadnych innych nowych inwestycji, a na dodatek nie wiem, czy nie będę musiał zrezygnować z jakichś projektów na Euro lub tych z unijnym dofinansowaniem.
Wraz z budżetem prezydent przygotowuje co roku nowy Wieloletni Program Inwestycyjny na pięć lat. I już wie, że np. w 2011 r. trudno będzie oczekiwać jakichś nowych projektów. Poza inwestycjami rozpoczętymi jeszcze w 2010 r., na nowości po prostu zabraknie pieniędzy. Tym bardziej że dla Poznania zacznie się okres największej spłaty zaciąganego w ostatnich latach zadłużenia.
W uchwalonym w ub. roku WPI na lata 2010-2013 zaplanowano wydatki 4,4 mld zł. - Obecnie szacujemy jednak, że nasze możliwości finansowe wyniosą 2,9 mld zł. To wynika nie tylko ze spadku dochodów, ale i mniejszych możliwości zadłużenia - wyjaśnia prezydent. - Możemy te same inwestycje rozciągnąć w czasie do 2014 r., dojdzie nam wtedy 600 mln zł, ale i tak w całym WPI zabraknie 900 mln zł - wylicza.
Grobelny nie chce jeszcze wymienić wszystkich inwestycji, które wypadną z planów miasta na najbliższe lata. Ujawnia jednak, że poznaniacy mogą na razie tylko pomarzyć o trzeciej ramie, budowie ul. św. Wawrzyńca, czy poszerzeniu ul. Obornickiej.
Przypomnijmy, że tegoroczny budżet miał być absolutnie rekordowy. Według planu do kasy miasta miało wpłynąć aż 2,5 mld.
Tak wysokie wpływy dawały nadzieję na rekordowe wydatki. W 2009 r. miasto chciało wydać aż 3,1 mld zł, z tego 1,1 mld na inwestycje.
Już na początku roku było jednak jasne, że ten plan jest nierealny. Kryzys odbił się na wpływach do kasy miasta - najnowsze wyliczenia mówią, że z 2,5 mld zł zrobi się 2,3 mld. Po pierwsze po obniżeniu stawek rozliczeniowych podatku od osób fizycznych (PIT) oraz wprowadzeniu ulgi prorodzinnej, mniejszym strumieniem płyną do miejskiej kasy pieniądze z naszych kieszeni. Tylko z tytułu PIT do budżetu miasta wpłynie w tym roku nie 780 mln zł, a ok. 700 mln. Po drugie mniej dostaniemy z podatku od firm (CIT) - zamiast 127 mln będzie 110 mln.
Skarbnik miasta Barbara Sajnaj dodaje, że znacznie gorzej niż planowano poszła sprzedaż miejskich nieruchomości. - Zamiast zaplanowanych 130 mln zł, zarobimy najwyżej 50 mln zł - mówi Sajnaj. Ogólnie kiepska sytuacja na rynku nieruchomości odbija się także na niższych wpływach z podatku od czynności cywilnoprawnych.
Sytuację ratują nieco wyniki przetargów na miejskie inwestycje. W kryzysie ceny lecą w dół, a miasto oszczędza - czy to na budowie szkoły na Strzeszynie, czy przebudowie ul. Bukowskiej - dziesiątki milionów złotych. Na inne rzeczy - jak np. budowę Term Maltańskich czy wiaduktu Antoninek - wydamy w tym roku znacznie mniej niż zakładaliśmy. Choć tu akurat powód jest prozaiczny - opóźnienia.
Miasto ratuje się także cięciami. - Oszczędzamy w wydatkach bieżących, przede wszystkim urzędowych. Nie robiliśmy np. takich podwyżek wynagrodzeń, jakie zakładaliśmy na początku roku - mówi Grobelny. W końcu władze planują sięgnąć do kieszeni poznaniaków wprowadzając podwyżki podatków lokalnych czy cen biletów MPK.
Według najnowszych prognoz do końca roku wydamy ostatecznie nie 3,1 mld zł, a ok. 2 mld 750 mln. - To nadal bardzo dużo - mówi Barbara Sajnaj.
Oceniając sytuację finansową miasta prezydent nie pozostawia jednak złudzeń: - W skali od 1 do 10 daję poniżej 5. A w przyszłym roku będzie jeszcze gorzej. Dlaczego? - Wpływy z podatków mogą być znowu mniejsze, bo ludzie rozliczali się jeszcze z ubiegłorocznych dochodów, które były wyższe niż w tym roku. Nic nie wskazuje też, by coś się poprawiło w CIT czy podatku od czynności cywilnoprawnych.
Prezydent zamierza więc w przyszłym roku dalej oszczędzać i ograniczać wydatki. A w praktyce? - Trzeba będzie dość poważnie zredukować plan inwestycji - nie ukrywa Grobelny. - Mam pewną hierarchię. Po pierwsze muszę zostawić inwestycje, na które są już podpisane umowy. Na drugim miejscu są przedsięwzięcia bezpośrednio związane z organizacją Euro 2012. Trzecia grupa inwestycji to te, które mają być dofinansowane z UE. W przyszłym roku na pewno nie będę rozpoczynał żadnych innych nowych inwestycji, a na dodatek nie wiem, czy nie będę musiał zrezygnować z jakichś projektów na Euro lub tych z unijnym dofinansowaniem.
Wraz z budżetem prezydent przygotowuje co roku nowy Wieloletni Program Inwestycyjny na pięć lat. I już wie, że np. w 2011 r. trudno będzie oczekiwać jakichś nowych projektów. Poza inwestycjami rozpoczętymi jeszcze w 2010 r., na nowości po prostu zabraknie pieniędzy. Tym bardziej że dla Poznania zacznie się okres największej spłaty zaciąganego w ostatnich latach zadłużenia.
W uchwalonym w ub. roku WPI na lata 2010-2013 zaplanowano wydatki 4,4 mld zł. - Obecnie szacujemy jednak, że nasze możliwości finansowe wyniosą 2,9 mld zł. To wynika nie tylko ze spadku dochodów, ale i mniejszych możliwości zadłużenia - wyjaśnia prezydent. - Możemy te same inwestycje rozciągnąć w czasie do 2014 r., dojdzie nam wtedy 600 mln zł, ale i tak w całym WPI zabraknie 900 mln zł - wylicza.
Grobelny nie chce jeszcze wymienić wszystkich inwestycji, które wypadną z planów miasta na najbliższe lata. Ujawnia jednak, że poznaniacy mogą na razie tylko pomarzyć o trzeciej ramie, budowie ul. św. Wawrzyńca, czy poszerzeniu ul. Obornickiej.
- 31 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
-
Chude lata dla Poznania: trzeba ciąć inwestycje
kosztorysik
12.10.09, 11:24
Wiadomość o zarzuceniu przebudowy ul. Obornickiej bardzo mnie zmartwiła. Jestto najgorszy wjazd do Poznania ze wszystkich istniejących! Może rozważy Pan,Panie Prezydencie, chociaż przebudowę»
-
Re: Chude lata dla Poznania: trzeba ciąć inwestyc
maniek_ok
12.10.09, 12:37
A kiedy kilka tygodni temu jeden jedyny odwazny dziennikarz osmielil siepowiedziec kilka niepasujacych slow na temat "grobelszczyzny" to natychmiastznalazlo sie kilkudziesieciu "obroncow" »
-
Chude lata dla Poznania: trzeba ciąć inwestycje
spinaker206
17.10.09, 11:41
Całe szczęście, że kryzys wymusza racjonalizację inwestycji. Rezygnacja z dalszej rozbudowy III Ramy to najlepsza decyzja. Za te pieniądze moglibyśmy mieć dwie trasy metra!Konieczna jest »
Najczęściej czytane24 htydzień




