Prześwietlamy Rock In Rio
09.10.2009
, aktualizacja: 09.10.2009 19:57
Poznań chce wydać 30 mln zł na organizację festiwalu muzycznego Rock in Rio i dać organizatorom 10 mln zł gwarancji na sprzedaż określonej liczby biletów. Czy nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto?
ZOBACZ TAKŻE
- Powalczmy o lepszy festiwal Rock in Rio dla Poznania (15-10-09, 20:57)
- Rock in Rio w Poznaniu blisko, coraz bliżej (13-10-09, 21:20)
- Rio podzieliło radnych. Gra idzie o 30 mln zł (12-10-09, 22:22)
- Komentarz (09-10-09, 19:58)
Informację o tym, że stolica Wielkopolski ma być miejscem organizacji festiwalu Rock in Rio, magistrat przedstawił jako wielki sukces, dużą promocję i krok, który ma utrwalić wizerunek Poznania jako miasta wielkich wydarzeń. Rock in Rio jest określany jako największy festiwal muzyczny na świecie, ale swoje wielkie chwile przeżywał ostatnio około 20 lat temu, kiedy swoje koncerty grały w Brazylii takie zespoły jak Queen (1985), Guns N'Roses czy Faith No More (1991). Jak jest teraz? Sprawdzamy to na przykładzie hiszpańskiej edycji imprezy, która w zeszłym roku odbyła się w Arganda del Ray na przedmieściach Madrytu.
Wielki piknik, nie festiwal
- Rock in Rio to wielki piknik, rodzinny festyn, rodzaj Disneylandu. Muzyka zdecydowanie nie stoi na pierwszym miejscu - mówi Inigo Lopez z działu kultury hiszpańskiego dziennika "El Pais". Każdego dnia na festiwalu bawiło się ponad 100 tys. osób. Grali m.in. Shakira, Neil Young, Tokio Hotel, Franz Ferdinand, The Police. - Było mnóstwo publiczności, ale mało kto był zainteresowany tym, co dzieje się na scenie. Organizatorzy Rock in Rio mają tę znakomitą zdolność, że potrafią sprzedać swój produkt jako wielkie wydarzenie osobom, które raczej nie mają dużego pojęcia o muzyce - opowiada Lopez. Ile władze Arganda del Ray wydały na festiwal? Przez dwa tygodnie usiłowaliśmy się tego dowiedzieć. Odmówiono nam podania szczegółów. Nieoficjalnie ustaliliśmy, że były to inwestycje w infrastrukturę, a cały festiwal Rock in Rio kosztował około 18 mln euro (dla porównania festiwal wielkości gdyńskiego Open'era kosztuje połowę mniej), z czego tylko 40 proc. przeznaczono na sprowadzenie artystów, resztę pochłonęły wydatki na oprawę imprezy.
Ponad 200 złotych za bilet
Jak ma wyglądać Rock in Rio w Poznaniu? Wiceprezydent miasta Sławomir Hinc: - Festiwal odbędzie się wczesnym latem. Nie będzie kolidował z innymi wydarzeniami. Koszt biletu jednodniowego to ok. 50 euro, nie będzie karnetów ani podziału na strefy. Festiwal potrwa cztery dni, a każdy z nich zostanie poświęcony innemu rodzajowi muzyki: od popu, przez metal, rock, aż po muzykę rodzinną. Codziennie wystąpią dwie topowe gwiazdy.
Co jest to "muzyka rodzinna"? Hinc: - Taka, która łączy pokolenia, np. Rod Stewart czy Sting. "Gazeta": - By ściągnąć Rock in Rio do Poznania, musimy wydać aż 30 mln zł. Na co? Hinc: - To inwestycja w dostosowanie Toru Poznań do potrzeb festiwalu. Chodzi o wyrównanie nawierzchni oraz wyłożenie jej brukiem i sztuczną trawą. Musimy zbudować też fundamenty pod sceny oraz kupić wieżyczki, na których znajdzie się nagłośnienie. Do tego dochodzą jeszcze koszty słupów oświetleniowych, zakupu przenośnych toalet. Suma 30 mln zł może wydawać się duża, ale obejmuje materiały i wykonawstwo, a tor to ogromny teren. Zbudujemy tam infrastrukturę, z której będziemy korzystać podczas wszystkich wielkich wydarzeń. "Gazeta": - Skąd weźmiemy te pieniądze? Hinc: - Z oszczędności z inwestycji przed Euro 2012. W najgorszym razie weźmiemy kredyt.
Gwarancje? Niespotykane
Poznań ma udzielić organizatorom gwarancji na sprzedaż 100 tys. biletów. Jeśli to się nie uda, zapłacimy odszkodowanie, nawet do 10 mln zł. To ryzykowne, bo wg naszych informacji ogromna część wejściówek (około 30 proc.) na Rock in Rio w Madrycie rozeszła się bezpłatnie w puli sponsorskiej. Prezydent Hinc jest optymistą: - W Lizbonie i Madrycie minimalna sprzedaż biletów wyniosła 130 tys. Część będzie rozdana przez sponsorów, ale organizatorzy chcą, by ta pula była minimalna. Wierzę, że uda nam się sprzedać co najmniej 100 tys. biletów. Prowadziliśmy badania wśród poznaniaków i warszawiaków. Wyniki są pozytywne.
Informacje o miejskich gwarancjach biletowych wprawia w zdumienie urzędników z innych miast: - Pierwszy raz o czymś takim słyszę! Przecież to organizator, a nie miasto, powinien dbać o promocję festiwalu i jak największą sprzedaż biletów. I to organizator powinien udzielić Poznaniowi takich gwarancji - mówi Joanna Grajter, rzecznik Urzędu Miasta w Gdyni (tam odbywa się Open'er, największy polski festiwal muzyczny, miasto dopłaca do niego ok. 700 tys. zł). Aleksandra Nalepa z Krakowskiego Biura Festiwalowego: - Organizatorom festiwali Coke i Selector nie udzielaliśmy gwarancji biletowych. Nie praktykujemy tego. Wsparcie miasta dla Coke wynosi ok. 200 tys. zł.
Co na to Hinc? - Wiem, że inne miasta wydają dużo mniej na organizację festiwali, ale żaden z nich nie może równać się z Rock in Rio. To największa muzyczna impreza na świecie. Poza tym organizatorzy zapewniają ogólnoświatową, 18-miesięczną kampanię promocyjną za ok. 10 mln euro.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Prześwietlamy Rock In Rio
brantdwa
09.10.09, 23:49
Nie dogodzi nikt wybieralskiemu ni danielewskiemu. Żal mi waszych żon i dziewczyn.Nie rozumiem logiki tych dwóch Panów. Wybieralski. 23 latek z pryszczami,który poprzez fakt że pisze dla »
Najczęściej czytane24 htydzień


