Poznaniem rządzi quasi-polityczny dwór
01.07.2011
, aktualizacja: 24.08.2010 11:37
Ryszard Grobelny stworzył wokół siebie quasi-polityczny dwór, do którego należą osoby formalnie pozostające członkami wszystkich partii politycznych działających w Poznaniu. A trzon tego dworu tworzą prominentni działacze PO.
ZOBACZ TAKŻE
- Grobelny: nie chcę podwyżek cen biletów, bo to lubię (03-12-09, 17:26)
- Ryszard Grobelny - kasjer, czy gospodarz Poznania? (01-07-11, 00:00)
- Ryszard Grobelny zostanie członkiem PO? (17-11-09, 08:00)
- Polityczne jest apolityczne - tylko zdaniem Grobelnego (01-07-11, 00:00)
- Panie Prezydencie, gdyby mógł pan nie kandydować (01-07-11, 00:00)
- Poznaniacy rozumieją prezydenta Ryszarda Grobelnego (19-10-09, 21:46)
- Grobelny na rower! Wtedy wszyscy przyspieszymy (01-07-11, 00:00)
- Grobelizm, czyli tak się rządzi w Poznaniu (01-07-11, 00:00)
Na łamach "Gazety Wyborczej" toczy się ciekawa dyskusja na temat stylu i filozofii zarządzania Poznaniem przez obecnego prezydenta Ryszarda Grobelnego. Ten styl został nazwany przez redaktora Michała Wybieralskiego "grobelizmem". Głos w dyskusji zabrał także sam prezydent Grobelny ("Gazeta" z 26 września). Z uwagi na przemilczenie przez pana prezydenta wielu faktów, uznałem za stosowne zabrać głos, w kilku słowach spróbować obalić rozpowszechniane mity na temat zarządzania miastem i sformułować kilka zdań polemiki.
Międzypartyjny dwór
Zaskoczę zapewne tym stwierdzeniem wielu czytelników, ale uważam Ryszarda Grobelnego za jednego z najsprawniejszych polityków, jakich dane było mi poznać w czasie 10-letniej działalności politycznej. Zarządzając Poznaniem od 17 lat (najpierw jako członek Zarządu Poznania, a od 11 lat jako Prezydent), stworzył wokół siebie quasi-polityczny dwór, do którego należą osoby formalnie pozostające członkami wszystkich partii politycznych działających w Poznaniu. Poparcie tegoż dworu urzędujący prezydent zapewnił sobie zręcznym oferowaniem politykom tego, co ich interesowało. Poza politykami, członkami tego dworu są przedstawiciele lokalnego businessu.
To właśnie ten dwór i stojący na jego czele prezydent, mając na względzie różne uwarunkowania gospodarcze i powiązania osobiste, podejmuje ważne decyzje w mieście. Bez tego poparcia, w tym przede wszystkim politycznego, Prezydent Ryszard Grobelny nie mógłby forsować swoich pomysłów. Dwór, dbając o swe wpływy, zainteresowany jest także zachowaniem status quo, a więc niedopuszczeniem do tego, by prezydentem wybrano nową osobę.
Trzon tego dworu, i nie stanowi to dla nikogo tajemnicy, tworzą prominentni działacze PO. To dzięki poparciu PO (a wcześniej AWS i UW) Ryszard Grobelny został wybrany w 1998 i 2002 prezydentem Poznania. W 2006 r., dzięki temu, że dwór zbojkotował oficjalnego kandydata PO na prezydenta - Marię Pasło-Wiśniewską, zwycięzcą okazał się ponownie Ryszard Grobelny. Dla przekonania się o prawdziwości tych stwierdzeń wystarczy przeanalizować składy osobowe władz spółek i jednostek miejskich, a także pochylić się nad wynikami głosowań w Radzie Miasta Poznania.
Miasto to nie firma
Skoro już uporaliśmy się z jednym mitem o apolityczności Prezydenta, przejdźmy do oceny innych.
Poznań tu warto żyć - komu?
W sposób zdecydowany nie zgadzam się z prezentowaną przez Ryszarda Grobelnego polityką maksymalizacji dochodów miasta. Miasto to nie firma, jak słusznie podkreślają środowiska związane z organizacją Lepszy Świat czy Stowarzyszeniem My - Poznaniacy. Proste przełożenie mechanizmów zarządzania przedsiębiorstwem na organizm samorządowy nie przynosi dobrego efektu. Miarą sukcesu samorządu nie powinno być zwiększenie dochodów z podatków i opłat, a zadowolenie mieszkańców.
Przy lokowaniu nowych inwestycji w Poznaniu myśl o przyszłych dochodach z tytułu podatku od nieruchomości nie powinna burzyć wizji Poznania jako miasta zielonego, czystego i w którym można spędzać czas w bliskim sąsiedztwie swojego domostwa. W tym też kontekście należy zadać pytanie, czy mieszkańcy Rataj, ponadstutysięcznej dzielnicy, woleliby w środku swojej dzielnicy park łączący funkcje rekreacyjno-sportowe (boiska, trasy spacerowe, ścieżki zdrowia, place zabaw dla dzieci), czy też mityczny kompleks basenów znanych jako Termy Maltańskie?
Pytanie to jest o tyle aktualne, że pozwolenie znanemu w Poznaniu deweloperowi na budowę na Ratajach nowych blokowisk i kompleksów handlowych [firma Wechta chce inwestować na części terenu przeznaczonego pod park na Ratajach - przyp. red.] pozwoli zwiększyć dochód miasta z tytułu podatków lokalnych i na przykład sfinansować z tego część inwestycji maltańskiej. Zamiast kosztu utrzymania zieleni i boisk, będzie zatem miał pan prezydent dodatkowy dochód budżetowy, ale czy rzeczywiście można powiedzieć, że takie rozwiązanie jest korzystne dla miasta i jego mieszkańców?
Coraz droższy Poznań
Pokłosiem realizowania prezydenckiej polityki maksymalizacji dochodów budżetowych są też wysokie koszty życia w mieście. Wystarczy wskazać, że w kadencji samorządu 2006-2010 bilety MPK podrożeją o około 50 proc., ceny wody o 30 proc., zaś ceny wywozu śmieci - o około 40 proc. Rosną też czynsze w nieruchomościach komunalnych, mimo że w ślad za tymi podwyżkami nie idzie podwyższanie standardu mieszkań.
O każdej z powyższych podwyżek, mechanizmach ich wprowadzania i argumentach przemawiających przeciwko ich wprowadzeniu, można by było długo pisać, a każde zdanie wywoływałoby rumieniec na twarzy Prezydenta i członków jego dworu.
Wprowadzenie podwyżki cen biletów MPK w 2008 r. spowodowało relatywne zmniejszenie wpływów do kasy MPK na skutek spadku liczby pasażerów. Część z nich z powodów ekonomicznych przesiadło się do samochodów. Dodatkowe samochody korkują teraz ulice i przyczyniają się do szybszego zużywania się nawierzchni, przez co przyczyniają się do konieczności łożenia większych kwot na rozbudowę układu drogowego i remonty dróg.
Podwyżki te łączy jeden mianownik - przy braku pomysłu na dochód czy ograniczenie wydatków, najłatwiej sięgać do kieszeni poznaniaków. Inaczej niż prezydent, powątpiewam w to, że inwestycje realizowane dzięki owym podwyżkom działają na korzyść tych, którzy najdotkliwiej je odczuwają, czyli osób najbiedniejszych. Dlaczego na przykład właściciele działek budowlanych i inwestycyjnych położonych na obrzeżach miasta w większym stopniu nie partycypują w kosztach budowy dróg i kanalizacji na tym terenie? Czy nie jest tak, że uzbrojenie tego terenu podwyższa wartość działek? Dlaczego Kowalski czy Nowak z Łazarza ma płacić za wzrost wartości działek na obrzeżach miasta?
I gdzie ta oszczędność?
Odnosząc się do wydatków z budżetu miasta, nie sposób pozbyć się wrażenia, że wynoszona na sztandary wyborcze Ryszarda Grobelnego oszczędność traktowana jest dość wybiórczo. Wypada w tym miejscu przypomnieć forsowanie zmian w budżecie, zakładających zwiększenie o 100 mln zł wydatków potrzebnych dla rozstrzygnięcia przetargu na rozbudowę stadionu przy Bułgarskiej. I to w sytuacji, w której kolejny przetarg mógł uczynić przeznaczenie dodatkowych środków niepotrzebnym. Warto bowiem wskazać, że większość dużych inwestycji infrastrukturalnych na skutek trudnej sytuacji na rynku budowlanym realizowanych jest o 20-30 proc. taniej, niż pierwotnie zakładano. Stanowcza postawa Prezydenta i szał, który towarzyszy Euro 2012, zdecydował o tym, że bez chwili zastanowienia przeznaczono dodatkowe kwoty na rozbudowę stadionu.
Podsumowując, wypada przypomnieć, że to nie prezydent Grobelny, a dysponująca bezwzględną większością w Radzie Miasta Poznania Platforma Obywatelska podejmuje ostatecznie decyzje dotyczące mieszkańców, jak np. o poszerzeniu strefy płatnego parkowania, o podwyżce cen biletów MPK na 2009 r., o corocznej podwyżce cen wody o około 6 proc. do 2012 r., o przyjęciu krytykowanego przez samorządy pomocnicze studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego.
Mimo stworzenia i kierowania tak potężną machiną polityczno-biznesową, Ryszardowi Grobelnemu nadal udaje się uchodzić w opinii poznaniaków za apolitycznego i stojącego ponad wszelkimi uwarunkowaniami politycznymi fachowca. Prezydent był i nadal jest tym, który "broni Poznania przed zakusami polityków". Przy bardzo krytycznej ocenie, jaką działaniom polityków w Polsce wystawia większość społeczeństwa, taką figurę uznać należy za arcydzieło machiawelizmu.
* Tomasz Lewandowski jest radnym Miasta Poznania i przewodniczącym SLD w Poznaniu
Międzypartyjny dwór
Zaskoczę zapewne tym stwierdzeniem wielu czytelników, ale uważam Ryszarda Grobelnego za jednego z najsprawniejszych polityków, jakich dane było mi poznać w czasie 10-letniej działalności politycznej. Zarządzając Poznaniem od 17 lat (najpierw jako członek Zarządu Poznania, a od 11 lat jako Prezydent), stworzył wokół siebie quasi-polityczny dwór, do którego należą osoby formalnie pozostające członkami wszystkich partii politycznych działających w Poznaniu. Poparcie tegoż dworu urzędujący prezydent zapewnił sobie zręcznym oferowaniem politykom tego, co ich interesowało. Poza politykami, członkami tego dworu są przedstawiciele lokalnego businessu.
To właśnie ten dwór i stojący na jego czele prezydent, mając na względzie różne uwarunkowania gospodarcze i powiązania osobiste, podejmuje ważne decyzje w mieście. Bez tego poparcia, w tym przede wszystkim politycznego, Prezydent Ryszard Grobelny nie mógłby forsować swoich pomysłów. Dwór, dbając o swe wpływy, zainteresowany jest także zachowaniem status quo, a więc niedopuszczeniem do tego, by prezydentem wybrano nową osobę.
Trzon tego dworu, i nie stanowi to dla nikogo tajemnicy, tworzą prominentni działacze PO. To dzięki poparciu PO (a wcześniej AWS i UW) Ryszard Grobelny został wybrany w 1998 i 2002 prezydentem Poznania. W 2006 r., dzięki temu, że dwór zbojkotował oficjalnego kandydata PO na prezydenta - Marię Pasło-Wiśniewską, zwycięzcą okazał się ponownie Ryszard Grobelny. Dla przekonania się o prawdziwości tych stwierdzeń wystarczy przeanalizować składy osobowe władz spółek i jednostek miejskich, a także pochylić się nad wynikami głosowań w Radzie Miasta Poznania.
Miasto to nie firma
Skoro już uporaliśmy się z jednym mitem o apolityczności Prezydenta, przejdźmy do oceny innych.
Poznań tu warto żyć - komu?
W sposób zdecydowany nie zgadzam się z prezentowaną przez Ryszarda Grobelnego polityką maksymalizacji dochodów miasta. Miasto to nie firma, jak słusznie podkreślają środowiska związane z organizacją Lepszy Świat czy Stowarzyszeniem My - Poznaniacy. Proste przełożenie mechanizmów zarządzania przedsiębiorstwem na organizm samorządowy nie przynosi dobrego efektu. Miarą sukcesu samorządu nie powinno być zwiększenie dochodów z podatków i opłat, a zadowolenie mieszkańców.
Przy lokowaniu nowych inwestycji w Poznaniu myśl o przyszłych dochodach z tytułu podatku od nieruchomości nie powinna burzyć wizji Poznania jako miasta zielonego, czystego i w którym można spędzać czas w bliskim sąsiedztwie swojego domostwa. W tym też kontekście należy zadać pytanie, czy mieszkańcy Rataj, ponadstutysięcznej dzielnicy, woleliby w środku swojej dzielnicy park łączący funkcje rekreacyjno-sportowe (boiska, trasy spacerowe, ścieżki zdrowia, place zabaw dla dzieci), czy też mityczny kompleks basenów znanych jako Termy Maltańskie?
Pytanie to jest o tyle aktualne, że pozwolenie znanemu w Poznaniu deweloperowi na budowę na Ratajach nowych blokowisk i kompleksów handlowych [firma Wechta chce inwestować na części terenu przeznaczonego pod park na Ratajach - przyp. red.] pozwoli zwiększyć dochód miasta z tytułu podatków lokalnych i na przykład sfinansować z tego część inwestycji maltańskiej. Zamiast kosztu utrzymania zieleni i boisk, będzie zatem miał pan prezydent dodatkowy dochód budżetowy, ale czy rzeczywiście można powiedzieć, że takie rozwiązanie jest korzystne dla miasta i jego mieszkańców?
Coraz droższy Poznań
Pokłosiem realizowania prezydenckiej polityki maksymalizacji dochodów budżetowych są też wysokie koszty życia w mieście. Wystarczy wskazać, że w kadencji samorządu 2006-2010 bilety MPK podrożeją o około 50 proc., ceny wody o 30 proc., zaś ceny wywozu śmieci - o około 40 proc. Rosną też czynsze w nieruchomościach komunalnych, mimo że w ślad za tymi podwyżkami nie idzie podwyższanie standardu mieszkań.
O każdej z powyższych podwyżek, mechanizmach ich wprowadzania i argumentach przemawiających przeciwko ich wprowadzeniu, można by było długo pisać, a każde zdanie wywoływałoby rumieniec na twarzy Prezydenta i członków jego dworu.
Wprowadzenie podwyżki cen biletów MPK w 2008 r. spowodowało relatywne zmniejszenie wpływów do kasy MPK na skutek spadku liczby pasażerów. Część z nich z powodów ekonomicznych przesiadło się do samochodów. Dodatkowe samochody korkują teraz ulice i przyczyniają się do szybszego zużywania się nawierzchni, przez co przyczyniają się do konieczności łożenia większych kwot na rozbudowę układu drogowego i remonty dróg.
Podwyżki te łączy jeden mianownik - przy braku pomysłu na dochód czy ograniczenie wydatków, najłatwiej sięgać do kieszeni poznaniaków. Inaczej niż prezydent, powątpiewam w to, że inwestycje realizowane dzięki owym podwyżkom działają na korzyść tych, którzy najdotkliwiej je odczuwają, czyli osób najbiedniejszych. Dlaczego na przykład właściciele działek budowlanych i inwestycyjnych położonych na obrzeżach miasta w większym stopniu nie partycypują w kosztach budowy dróg i kanalizacji na tym terenie? Czy nie jest tak, że uzbrojenie tego terenu podwyższa wartość działek? Dlaczego Kowalski czy Nowak z Łazarza ma płacić za wzrost wartości działek na obrzeżach miasta?
I gdzie ta oszczędność?
Odnosząc się do wydatków z budżetu miasta, nie sposób pozbyć się wrażenia, że wynoszona na sztandary wyborcze Ryszarda Grobelnego oszczędność traktowana jest dość wybiórczo. Wypada w tym miejscu przypomnieć forsowanie zmian w budżecie, zakładających zwiększenie o 100 mln zł wydatków potrzebnych dla rozstrzygnięcia przetargu na rozbudowę stadionu przy Bułgarskiej. I to w sytuacji, w której kolejny przetarg mógł uczynić przeznaczenie dodatkowych środków niepotrzebnym. Warto bowiem wskazać, że większość dużych inwestycji infrastrukturalnych na skutek trudnej sytuacji na rynku budowlanym realizowanych jest o 20-30 proc. taniej, niż pierwotnie zakładano. Stanowcza postawa Prezydenta i szał, który towarzyszy Euro 2012, zdecydował o tym, że bez chwili zastanowienia przeznaczono dodatkowe kwoty na rozbudowę stadionu.
Podsumowując, wypada przypomnieć, że to nie prezydent Grobelny, a dysponująca bezwzględną większością w Radzie Miasta Poznania Platforma Obywatelska podejmuje ostatecznie decyzje dotyczące mieszkańców, jak np. o poszerzeniu strefy płatnego parkowania, o podwyżce cen biletów MPK na 2009 r., o corocznej podwyżce cen wody o około 6 proc. do 2012 r., o przyjęciu krytykowanego przez samorządy pomocnicze studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego.
Mimo stworzenia i kierowania tak potężną machiną polityczno-biznesową, Ryszardowi Grobelnemu nadal udaje się uchodzić w opinii poznaniaków za apolitycznego i stojącego ponad wszelkimi uwarunkowaniami politycznymi fachowca. Prezydent był i nadal jest tym, który "broni Poznania przed zakusami polityków". Przy bardzo krytycznej ocenie, jaką działaniom polityków w Polsce wystawia większość społeczeństwa, taką figurę uznać należy za arcydzieło machiawelizmu.
* Tomasz Lewandowski jest radnym Miasta Poznania i przewodniczącym SLD w Poznaniu
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów
-
Re: Poznaniem rządzi quasi-polityczny dwór
zderzacz-hadronow
26.08.10, 19:48
Uśmiałem się do łez czytając te wypociny niespełnionego polityka lewicy. Te dyrdymały wskazujące na rzekomą troskę o mieszkaców, to zatroskanie zbytnimi wydatkami.Ja rozumiem, że skoro »
-
Dlaczego opozycja taka niemrawa?
spinaker206
26.08.10, 20:37
Analiza trafna!To dlaczego opozycja, mając tak dobre rozeznanie była przez 4 lata taka niemrawa?»
Najczęściej czytane24 htydzień




