Bunt w Gnieźnie. Drugi policjant chciał się zabić

Piotr Żytnicki, Marcin Kącki
01.10.2009 , aktualizacja: 02.10.2009 15:13
A A A Drukuj
Policjant przykłada sobie lufę do głowy. Ratują go koledzy. Dwa dni później kolejny strzela sobie w krtań. Funkcjonariusze rzucają pracę i wychodzą przed komendę: - Zabierzcie komendanta, bo nas wszystkich wykończy!
Nie będziemy pracować z tym komendantem - mówią policjanci z Gniezna
Fot. Andrzej Monczak / AG
Nie będziemy pracować z tym komendantem - mówią policjanci z Gniezna
Naczelnik drogówki Krzysztof Hernacki: - Nie wyobrażamy sobie, żeby komendant Nejman miał wrócić do naszej komendy
Fot. Andrzej Monczak / AG
Naczelnik drogówki Krzysztof Hernacki: - Nie wyobrażamy sobie, żeby komendant Nejman miał wrócić do naszej komendy
Robert Lewandowski, szef związku zawodowego policji w Gnieźnie: - Komendant zastrasza podwładnych. Ostatnia próba samobójcza w komendzie przelała czarę goryczy
Fot. Andrzej Monczak / AG
Robert Lewandowski, szef związku zawodowego policji w Gnieźnie: - Komendant zastrasza podwładnych. Ostatnia próba samobójcza w komendzie przelała czarę goryczy
Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak (na zdjęciu na konferencji w Gnieźnie) twierdzi, że po skargach przeprowadzono wśród policjantów z Gniezna ankietę, która nie wypadła źle
Fot. Andrzej Monczak / AG
Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak (na zdjęciu na konferencji w Gnieźnie) twierdzi, że po skargach przeprowadzono wśród policjantów z Gniezna ankietę, która nie wypadła źle
Bunt w gnieźnieńskiej komendzie to ewenement. Połowa policjantów wypowiada posłuszeństwo swojemu szefowi: wkładają żółte kamizelki i stają przed budynkiem komendy. Zarzucają szefowi mobbing i zmuszanie do odejścia z pracy.

Według informacji, do których dotarła "Gazeta", od dwóch lat w komendzie gnieźnieńskiej wprowadzany był system wymiany kadr. Młodzi mieli zastąpić starszych stażem. Ale po kolei.



Pierwsze spięcie: policjanci tracą nerwy

Dwa lata temu komendę w Gnieźnie obejmuje Paweł Nejman. Pierwsze spięcie: zamierza przenieść dwóch doświadczonych policjantów z wydziału ruchu drogowego. Mają patrolować ulice. - W zamian miałem otrzymać młodych, niedoświadczonych, bez przeszkolenia. Nie zgodziłem się na to - opowiada "Gazecie" Krzysztof Hernacki, naczelnik wydziału drogowego w Gnieźnie.

Wtedy w ramach protestu część wydziału drogowego idzie na zwolnienia lekarskie. Mediuje komendant wojewódzki Wojciech Olbryś. Konflikt zostaje załagodzony, a policjanci wracają do drogówki.

Ale rok później wybucha następny konflikt. Policjanci skarżą się komendzie wojewódzkiej, że Nejman im ubliża: niskich stopniem nazywa mięsem armatnim, ignoruje.

Naczelnik Hernacki jedzie do wielkopolskiego komendanta. Mówi, że policjanci nie wytrzymują nerwowo. - Komendant Olbryś odpowiedział, że musimy pogodzić się, podać sobie ręce - opowiada Hernacki.

Rzecznik prasowy wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak twierdzi jednak, że przeprowadzono wówczas ankietę wśród policjantów z Gniezna i... nie wypadła źle.

Z lufą przy głowie

Tymczasem w miniony poniedziałek napięcie sięga zenitu. Do pracy na nocną zmianę przychodzi policjant wydziału dochodzeniowego z ośmioletnim stażem. Liczył, że dostanie lepiej płatny etat policyjnego detektywa. Ale nie dostaje. Kto odmawia? Nie wiemy. Policjanci słyszą jednak od niego taką relację: "Szefostwo powiedziało mi, że na taki etat to trzeba zasłużyć".

Kilka godzin później wchodzą do jego biura, widzą, jak policjant trzyma przy głowie pistolet. W ostatniej chwili wytrącają mu broń, kontaktują się z lekarzem. Funkcjonariusz trafia na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Jest tam do dziś.

Andrzej Borowiak: - Były zastrzeżenia, że ten policjant zbyt długo prowadzi dochodzenia, dlatego nie dostał awansu.

Strzał na nocnej zmianie

Ostatnia środa. Andrzej S., oficer dyżurny zawiadujący pracą policjantów (w służbie od 24 lat), przychodzi na nocną zmianę. Przed godz. 20 pobiera z szafy pancernej służbową broń, wychodzi do łazienki, wkłada lufę do ust i strzela. Policjanci słyszą huk. Wzywają karetkę. Policjant żyje, ale jest w ciężkim stanie. Lekarze wciąż walczą o jego życie w poznańskim szpitalu.

Koledzy Andrzeja S. opowiadają: - Zanim przyszedł na nockę, miał rozmowę z komendantem Nejmanem, który namawiał go do przejścia na emeryturę.

Potwierdza to naczelnik Hernacki: - Ale taką rozmowę Andrzej miał już w poprzednim tygodniu - precyzuje. - Nie chciał jednak odejść ze służby, ponieważ jest jedynym żywicielem rodziny, ma troje dzieci, a jedno niepełnosprawne. Na emeryturze miałby o wiele niższe uposażenie.

Ostatnie starcie: komendant idzie na urlop

W czwartek rano około stu policjantów wychodzi przed komendę. - Nie będziemy pracować z tym komendantem, dlatego tu stoimy - mówią. Dostają informację, że ma przyjechać ktoś z szefostwa wielkopolskiej komendy, a od tego uzależniają dalszą pracę.

Przed godz. 11 przyjeżdża z Poznania wiceszef komendy wielkopolskiej Krzysztof Jarosz. Zaprasza protestujących do budynku. Rozmowa trwa godzinę, po czym Jarosz ogłasza, że komendant Nejman idzie na urlop.

Rzecznik Borowiak: - W gnieźnieńskiej komendzie trwa już kontrola, a z policjantami spotkają się psycholodzy.

Naczelnik Hernacki: - Nie wyobrażamy sobie, żeby komendant Nejman miał wrócić do naszej komendy.

Próbowaliśmy w czwartek skontaktować się z Pawłem Nejmanem. Nie odbierał jednak telefonu.

Wideo: Krzysztof Hernacki o sytuacji w komendzie



Podziel się

  • 53 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    48 głosów