Sąd: babcia nie ma kwalifikacji na rodzica

Michał Kopiński
14.09.2009 , aktualizacja: 14.09.2009 13:08
A A A Drukuj
- Przyznajcie mi opiekę nad wnukiem - prosiła babcia kilkumiesięcznego Karola. Sąd się nie zgodził, ale rodzicom chłopca prawa rodzicielskie odebrał i oddał go obcym ludziom
Mały Karol i jego zastępcza mama Beata Kazimierczak
Fot. Tomasz Kaminski / Agencja Gazeta
Mały Karol i jego zastępcza mama Beata Kazimierczak
Karol urodził się w kwietniu 2005 r. Rodzice ze wsi pod Kościanem nie mogli się nim zajmować. Ojciec jest ciężko chory psychicznie, psychiatrycznie leczyła się też matka, która chorowała na serce. Dzieckiem zajęła się babcia ze strony matki. 50-letnia Maria Lewandowska mieszkała kilka kilometrów od wsi rodziców w Bielawach z mężem i trzema synami.

- Wychowałam porządnie czwórkę dzieci, to i z wnukiem dam sobie radę - mówi Maria Lewandowska.

Ponieważ rodzice Karola sami przyznali, że ich stan zdrowia uniemożliwia wychowywanie dziecka, a w dodatku zaczęło dochodzić między nimi do konfliktów, babcia poprosiła sąd o przyznanie jej opieki nad wnukiem. Chciała go zabrać do Bielaw.

- To był mój największy błąd - mówi dziś Lewandowska.

Dlaczego? Sąd zabrał dziecko rodzicom, ale babci opieki nie powierzył. Karol został skierowany do pogotowia rodzinnego. A stamtąd - do niespokrewnionej rodziny zastępczej.

- Nawet nie wiedziałam, że moje starania o Karolka pozbawią córkę praw do niego - tłumaczy zrozpaczona babcia. - Szok przeżyłam, kiedy oddali go obcym. W sądzie powiedzieli, że się nie nadajemy. Mimo wychowania czwórki dzieci!

Sąd rodzinny w Kościanie zabrał dziecko rodzicom, bo wniosek babci o opiekę spowodował automatycznie postępowanie o pozbawienie ich praw rodzicielskich. To zgodne z prawem: sąd zawsze w takich przypadkach zaczyna od tego, czy rodzicom należy prawa do dziecka zabrać lub ograniczyć. Dlaczego jednak sąd nie oddał Karola dziadkom, którzy wychowywali go w pierwszych miesiącach życia?

W aktach sprawy czytamy, że babcia nie dawała "rękojmi należytego wykonywania zadań rodziny zastępczej". Biegli psycholog i pedagog na podstawie obserwacji orzekli, że jej postawa rodzicielska wymagałaby korekty, i że kobieta "nie ma kwalifikacji psychologicznych do bycia rodziną zastępczą".

- Wymagania stawiane rodzicom zastępczym są wyższe niż rodzicom biologicznym - tłumaczy Iwona Kubińska, zastępca prezesa Sądu Rejonowego w Kościanie. - Kiedy rodzic biologiczny jest trochę nieudolny, staramy się mu pomóc. Ale dla rodziców zastępczych taryfy ulgowej już nie ma, choćby byli z dzieckiem spokrewnieni. To nie jest złośliwość, takie obowiązki nakłada na nas kodeks rodzinny.

- Biegli słusznie orzekli o braku kwalifikacji psychologicznych - przekonuje Małgorzata Przybyła z centrum pomocy rodzinie w Kościanie, która odwiedza Lewandowskich od kiedy zaczęli starać się o Karola. - To dobrzy ludzie i kochają chłopca, ale sama miłość nie wystarczy. Karol to bardzo ruchliwe dziecko: trzeba go wziąć za rączkę, zaprowadzić do łazienki, podać piłeczkę itd. Słowem, wymaga ciągłej uwagi. Dziadkowie mu jej nie zapewnią.

Mec. Piotr Ostafi, adwokat Lewandowskich takie tłumaczenie nazywa absurdem. - Wychodzi na to, że Maria i Walenty byli dość dobrymi rodzicami dla czwórki swoich dzieci, a nie byliby dla ukochanego wnuka. Gdzie tu logika? - pyta Ostafi.

Co jeszcze bulwersuje rodzinę chłopczyka? W pogotowiu rodzinnym Karol czekał na nowy dom ponad 15 miesięcy. Sąd w końcu zauważył i przyznał, że łamie prawo, bo dziecko może przebywać w pogotowiu góra rok.

Od prawie trzech lat rodziną zastępczą chłopca są Beata i Jan Kaźmierczakowie z innej podkościańskiej wsi - Rogaczewo Wielkie. Biologiczna matka regularnie go odwiedzała. Aż do lutego tego roku, gdy zmarła na serce. Wtedy dziadkowie Karola znowu poszli do sądu.

- Jesteśmy jego jedyną prawdziwą rodziną, nie licząc bardzo chorego ojca. Wychowamy go lepiej niż obcy ludzie - mówią Maria i Walenty Lewandowscy. Odwiedziliśmy ich w Bielawach bez zapowiedzi - w domu czysto, porządnie. Pokazują łóżeczko i zabawki, które czekają na już czteroletniego Karola.

O tym, że Lewandowscy nadają się na rodziców, zaświadczają sołtys, proboszcz i poseł Arkady Fiedler, który napisał do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Lewandowscy kilka razy wzięli Karola do siebie, odwiedzają go w Rogaczewie. Tam też pojechaliśmy bez zapowiedzi. Zastępcza mama Beata Kaźmierczak jest z Karolkiem. W domu czysto, chłopczyk uśmiechnięty, zadowolony.

- Nie chcemy odcinać go od tamtej rodziny, godzimy się na odwiedziny. Ale to my jesteśmy teraz jego rodzicami - mówi pani Beata. - Chcemy, żeby z nami został. Jak sąd zdecyduje inaczej, będziemy czuli ogromny żal.

Z kim będzie Karol? - zdecyduje sąd w Kościanie. Jeszcze we wrześniu obie rodziny mają ponownie przebadać biegli.

Dla "Gazety"

Beata Kolska-Lach, szefowa Komitetu Ochrony Praw Dziecka

Nie chcę rozstrzygać, czy Karol słusznie trafił do rodziny niespokrewnionej, bo od tego jest sąd. Warto jednak pamiętać, że podstawowym zadaniem rodziny zastępczej jest chronienie więzi dziecka z rodziną biologiczną, o co z pewnością łatwiej w rodzinie spokrewnionej. Warto też przypomnieć polskim sądom, że umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej jest rozwiązaniem tymczasowym i tak też powinno być traktowane - a nie, jak to się u nas zdarza, jedynym rozwiązaniem do pełnoletniości dziecka.

Po śmierci matki Karola, sąd musi podjąć trudną decyzję. Niezależnie od tego, co zdecyduje, musi zrobić wszystko, żeby utrzymać więź dziecka z rodziną biologiczną, czyli - obecnie - z dziadkami chłopca.

not. kop

Podziel się

  • 110 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów