Australijska bajka o ropie. Kto uwierzył?
30.06.2011
, aktualizacja: 02.09.2009 21:14
Biznesmen z Ostrowa Wlkp. uwierzył, że ropa z Australii przyniesie mu fortunę. Zainwestował ćwierć miliona złotych. I został oszukany.
Ostrowska prokuratura nie ujawnia, kim jest poszkodowany. - Prowadzi rozległe interesy. Nie chce rozgłosu - ucina jeden z prokuratorów. Pięć lat temu biznesmen uwierzył 63-letniej Polce z australijskim paszportem, która zaproponowała mu interes życia: wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego w Australii! Z biznesmenem skontaktował ją jego znajomy. 63-latka przekonywała, że należy do niej bogata w surowce naturalne działka o powierzchni 72 tys. ha. - Pokazała zezwolenie na wydobycie. Tyle że, jak się później okazało, chodziło o opale, a nie gaz i ropę - mówi rzecznik ostrowskiej prokuratury Janusz Walczak.
Kobieta twierdziła, że zezwolenie za kilka miesięcy wygaśnie. Dlatego biznesmen dał jej pieniądze na przedłużenie zezwolenia i rozkręcenie działalności - 80 tys. dolarów australijskich, czyli ponad 233 tys. zł.
Biznesmen znalazł wspólników. Podpisali z kobietą list intencyjny. Potem polecieli do Australii, by zobaczyć wszystko z bliska. A tam, w pobliżu miasta Brisbane na południu kraju okazało się, że ropę, owszem, wydobywa się, ale nie na działkach kobiety. Mężczyźni poszli do miejscowego urzędu i zdębieli: nie dość, że Polka nie miała zezwolenia na wydobycie ropy i gazu, to działka, o której mówiła, nawet do niej nie należała.
Biznesmen próbował odzyskać pieniądze. Nie udało się, sprawę zgłosił więc prokuraturze. Ta pięć miesięcy temu zaczęła szukać Polki listem gończym. Złapano ją na lotnisku, gdy przyleciała z Australii.
Dzisiaj 67-letnia już rencistka do winy się nie przyznaje. Prokuratura jednak oskarżyła ją o oszustwo. Grozi jej od roku do 10 lat więzienia.
Kobieta twierdziła, że zezwolenie za kilka miesięcy wygaśnie. Dlatego biznesmen dał jej pieniądze na przedłużenie zezwolenia i rozkręcenie działalności - 80 tys. dolarów australijskich, czyli ponad 233 tys. zł.
Biznesmen znalazł wspólników. Podpisali z kobietą list intencyjny. Potem polecieli do Australii, by zobaczyć wszystko z bliska. A tam, w pobliżu miasta Brisbane na południu kraju okazało się, że ropę, owszem, wydobywa się, ale nie na działkach kobiety. Mężczyźni poszli do miejscowego urzędu i zdębieli: nie dość, że Polka nie miała zezwolenia na wydobycie ropy i gazu, to działka, o której mówiła, nawet do niej nie należała.
Biznesmen próbował odzyskać pieniądze. Nie udało się, sprawę zgłosił więc prokuraturze. Ta pięć miesięcy temu zaczęła szukać Polki listem gończym. Złapano ją na lotnisku, gdy przyleciała z Australii.
Dzisiaj 67-letnia już rencistka do winy się nie przyznaje. Prokuratura jednak oskarżyła ją o oszustwo. Grozi jej od roku do 10 lat więzienia.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień


