Prokurator sprawdza sterylizację mamy Róży

Violetta Szostak, Ewa Mikulec, Piotr Żytnicki
28.08.2009 , aktualizacja: 28.08.2009 20:48
A A A Drukuj
Prokuratura wyjaśnia, czy lekarze z Szamotuł wysterylizowali Wiolettę Woźną, matkę Róży, bez jej zgody i wiedzy. Wyjaśnień od szpitala zażądało Ministerstwo Zdrowia
Wioletta Woźna w swoim domu razem z Władysławem Szwakiem
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta Fot. Tomasz Kamiński / Agencja Gazeta
Wioletta Woźna w swoim domu razem z Władysławem Szwakiem
- Po raz pierwszy, odkąd sprawuję tę funkcję, spotykam się ze sprawą pozbawienia płodności kobiety. Może jestem zahartowana, bo przecież naprawdę ciężkie, ludzkie sprawy trafiają do nas związane z pobytem pacjentów w szpitalach, ale ta sprawa jest naprawdę wyjątkowa - mówi Krystyna Barbara Kozłowska, dyrektor biura rzecznika praw pacjenta przy ministrze zdrowia.

Wczoraj napisaliśmy, że podczas porodu lekarze wysterylizowali Wiolettę Woźną. Podcięli i podwiązali jej jajowody, gdy była w narkozie. - Nie wiedziałam, że coś takiego zrobili, nikt mi nie powiedział - mówi Wioletta Woźna.

- Po artykule "Gazety" z urzędu wszczęliśmy śledztwo w sprawie pozbawienia płodności i wykonania zabiegu bez zgody pacjenta - informuje rzeczniczka poznańskiej prokuratury Magdalena Mazur-Prus. O przestępstwie powiadomiła też wczoraj rano pełnomocnik rodziny mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska. - W dokumentacji szpitalnej nie ma żadnego pisma, z którego wynikałoby, że pacjentka zgadza się na zabieg sterylizacji - podkreśla mecenas.

Prokurator krajowy Edward Zalewski powiedział wczoraj, że ze wstępnych ustaleń wynika, że takiej zgody rzeczywiście nie było.

Prokurator w szpitalu

Wioletta Woźna to matka Róży, ze wsi Chojno-Błota Wielkie, o której piszemy od trzech tygodni. Sąd odebrał jej noworodka, tłumacząc to bałaganem w domu, niezaradnością życiową rodziców i "prawdopodobnym upośledzeniem matki". Teraz okazało się że w czasie porodu kobietę poddano zabiegowi ubezpłodnienia.

Sterylizacja w Polsce jest zabroniona. Można ją wykonać tylko wtedy, gdy życie lub zdrowie pacjenta jest bezpośrednio zagrożone.

Wczoraj prokurator zabezpieczył dokumentację medyczną Wioletty Woźnej, przesłuchał ordynator oddziału położniczo-ginekologicznego szpitalu w Szamotułach Barbarę Kaczmarek, jej zastępcę Elżbietę Nosek oraz dwóch innych lekarzy. - Twierdzą oni, że mieli zgodę kobiety na tzw. rozszerzony zabieg. Co oznacza to pojęcie? Nie potrafię powiedzieć - mówi prokurator Mazur-Prus.

Elżbieta Nosek w rozmowie z "Gazetą", którą przeprowadziliśmy w czwartek poinformowała nas, że zabieg wykonano, bo ponowne zajście w ciążę mogłoby być groźne dla życia kobiety. Przyznała, że pacjentki nie zapytano o zgodę. Dlaczego? - Trzeba by ją wybudzić z narkozy. Narazilibyśmy ją na kolejną operację - tłumaczyła.

Wczoraj wicedyrektor szpitala Andrzej Leja twierdził, że sterylizacji nie planowano, ale była konieczna i towarzyszyła zabiegowi ratowania życia. Pytany o szczegóły operacji odpowiadał: - Tajemnica lekarska.

- Pani ordynator szpitala powołuje się na art. 35 Ustawy o zawodzie lekarza, który w sytuacji zagrożenia życia pozwala rozszerzyć pole operacyjne. Myślę jednak, że tutaj nie mieliśmy do czynienia z bezpośrednim zagrożeniem życia. To budzi mój największy niepokój - mówi Kozłowska, która zapoznała się z wyjaśnieniami lekarzy. Prof. Marek Safjan, były prezes Trybunału Konstytucyjnego: - Tłumaczenie, że pacjentka kiedyś może zajść w ciążę, która będzie jej zagrażać, jest niedopuszczalne. Jeśli podczas zabiegu cesarskiego cięcia okazało się, że przy kolejnym porodzie może dojść do poważnych komplikacji, należało wybudzić pacjentkę z narkozy i poinformować. To ona powinna podjąć decyzję. Sądziłem, że odkąd w Szwecji ujawniono proceder masowej i przymusowej sterylizacji osób chorych psychicznie, nic takiego nie zdarzy się już w krajach europejskich - mówi. - Obawiam się, że gdyby to była kobieta o wyższym statusie społecznym, lekarze pewnie poinformowaliby ją o całej sytuacji, a ona świadomie podjęłaby decyzję dotycząca sterylizacji. - dodaje.

W poniedziałek prokurator chce przesłuchać samą Wiolettę Woźną, w obecności jej pełnomocnika. Dopiero wtedy zdecyduje, komu i czy w ogóle postawi w tej sprawie zarzuty. Za pozbawienie płodności w polskim prawie grozi 10 lat więzienia, a za wykonanie zabiegu bez zgody pacjenta - dwa lata.

Co z Różą

Dotąd w Sądzie Rejonowym w Szamotułach toczyło się postępowanie w sprawie odebrania praw rodzicielskich matce Róży. Nie było mowy o ojcu Władysławie Szwaku, ponieważ ten zgubił dowód osobisty i nie mógł uznać dziecka. Teraz to zrobił i pełnomocnik rodziny złożyła w sądzie w Szamotułach wniosek o natychmiastowe wydanie mu Róży, ponieważ zyskał pełnię praw do swojego dziecka. Jak podało jednak wieczorem Radio Merkury, wczoraj zostało wszczęte z urzędu postępowanie w sprawie ograniczenia praw rodzicielskich również ojcu. Z jakich powodów? - Prawdopodobnie tych samych, jak w przypadku matki - powiedziała Radiu Merkury sędzia Maria Szatkowska-Świderska.

Sprawą odebrania dziecka i sterylizacji matki wzburzeni są mieszkańcy wsi, w której mieszka rodzina. - Czy faktycznie zrobiono to z konieczności, czy z pogardy dla takiej osoby? Bo biedna, bo gorsza, bo ze wsi, dlatego można zrobić z nią wszystko nie pytając o nic? - mówił wczoraj Jarosław Mikołajczak, sołtys wsi Chojno-Błota.

Wieś pomaga rodzinie Wioletty Woźnej i Władysława Szwaka, którzy wychowują już trójkę dzieci, a teraz walczą o oddanie Róży. Sołtys, miejscowy proboszcz i 300 sąsiadów napisali list, w którym apelują o oddanie noworodka rodzicom - list wysłali do prezydenta, premiera i ministra sprawiedliwości.

Rozpoczynają też remont domu Szwaków. Trzeba przede wszystkim wyremontować dach i łazienkę.

W pomoc zaangażowało się Stowarzyszenie Pomocy Eksmisyjnej. - Zbieramy materiały budowlane. Chcemy pomóc postawić to gospodarstwo na nogi - mówi Mariola Popiółkowska ze Stowarzyszenia.

Rozmowa z prof. Bogdanem Chazanem, dyrektorem szpitala ginekologiczno-położniczego im. Świętej Rodziny w Warszawie

Ewa Mikulec: - Czy lekarze mieli prawo wysterylizować Wiolettę Woźną?

Prof. Bogdan Chazan: Nawet jeśli ta kobieta wyraziłaby na to zgodę i potwierdziła to na piśmie, nie jest to dla lekarza wystarczające. Według obowiązującego prawa w Polsce nie wolno wykonywać zabiegów ubezpładniających. Lekarze działali w tym przypadku bezprawnie.

Dlaczego zatem to zrobili?

- To była to pacjentka z biednych środowisk, być może zaniedbana, nad taką pacjentką doktor ma większą władzę - tak chyba myślano. A tak nie jest. Każda pacjentka ma prawo do decydowania o sobie, o tym, czy zostanie jej wycięta ręka, noga, czy się ją ubezpłodni. Panią Woźną spotkała podwójna krzywda. Najpierw zabrano jej dziecko, potem ubezpłodniono.

Czy zabieg sterylizacji powinien w tym przypadku zostać przeprowadzony?

Dlaczego? Po co kogoś okaleczać? Lekarzom pewnie chodziło o to, by ta pani nie urodziła kolejnego dziecka, ale czy on powinien o tym decydować? Chcę wierzyć, że lekarzami kierowały dobre motywy. Wykazali się jednak brakiem rozsądku, wrażliwości i rozeznania w sytuacji prawnej. Dali przykład paternalistycznej postawy, charakteryzującej się przekonaniem lekarza, o tym, że on wie więcej niż pacjent.

Czy słyszał pan o istnieniu tzw. podziemia sterylizacyjnego?

Wydaje mi się, że w szpitalach położniczych wykonuje się zabiegi sterylizacji od czasu do czasu. Za zgodą czy bez zgody, jak widać. Myślę, że przypadek pani Woźnej jest fragmentem większej całości.

Kto pomoże

Kto chciałby się przyłączyć do remontu domu, prosimy o wpłatę na konto: Terenowy Komitet Ochrony Praw Dziecka w Poznaniu, ul. Garbary 97/8, 61-757 Poznań, nr konta PKO BP : 59 1020 4027 0000 1202 0783 9683. Tytuł wpłaty: Róża

Podziel się

  • 29 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów