Mamę małej Róży wysterylizowano bez jej zgody

Ewa Mikulec, Violetta Szostak, Piotr Żytnicki
28.08.2009 , aktualizacja: 27.08.2009 23:31
A A A Drukuj
Kobietę podczas porodu wysterylizowano, bez jej zgody i wiedzy. Potem odebrano noworodka
Wioletta Woźna, którą poddano sterylizacji bez jej zgody
Fot. Tomasz Kamiński / Agencja G
Wioletta Woźna, którą poddano sterylizacji bez jej zgody
- Kiedy przyjechałem do szpitala, powiedzieli, że mam zabrać tylko Wiolettę, a naszego dziecka nam nie dadzą. Nie wiedziałem, co robić. Zacząłem krzyczeć, nie chciałem stamtąd wyjść, powiedzieli, że wezwą policję - opowiada Władysław Szwak. - Pojechaliśmy do domu, byliśmy zszokowani. I dopiero potem, po jakimś czasie, mówię do Wioletty: "Pokaż ten wypis ze szpitala". Czytam, że cesarskie cięcie. I że ubezpłodnienie.

- Nie chciałam dowierzać... - mówi Wioletta Woźna, matka Róży.

- Nic mi w szpitalu nie powiedziano. Nikt z nami o tym nie rozmawiał - nie rozumie Władysław Szwak.

- Dali mi do podpisania przed porodem zgodę na cesarskie cięcie, ale o tym, że ubezpłodnienie nic nie mówili, dopiero w domu, jak Władysław przeczytał, to się dowiedziałam, że to zrobili - mówi pani Wioletta.

Co się stało w szpitalu?

O rodzinie Szwaków z Błot Wielkich piszemy od trzech tygodni. Sześć dni po narodzinach sąd - na podstawie opinii szpitala i kuratorki - odebrał im dziecko, tłumacząc to bałaganem w domu i nieporadnością rodziców. Lekarze w szpitalu podali matce środki na powstrzymanie laktacji, a piersi kazali ścisnąć. W Sądzie Rejonowym w Szamotułach toczy się sprawa o odebranie im praw rodzicielskich, noworodek jest w rodzinie zastępczej. Przeciwko odebraniu Róży wystąpił rzecznik praw dziecka - w środę złożył kolejny wniosek o "uchylenie w trybie nagłym decyzji sądu o umieszczeniu dziewczynki w rodzinie zastępczej i o jej powrót do domu". Miejscowy proboszcz, sołtys i 300 sąsiadów wysłali apel o pomoc Szwakom do ministra sprawiedliwości, prezydenta i premiera.

Tyle wiadomo było do tej pory. Teraz okazuje się, że lekarze podczas porodu kobietę wysterylizowali.

Władysław Szwak: - Czemu nic nie powiedzieli? Dlaczego to zrobili?

Lekarze tłumaczą, że sterylizując Wiolettę Woźną, kierowali się jej dobrem.

- Macica była uszkodzona, przy następnym porodzie mogłaby pęknąć - mówi Elżbieta Nosek, zastępca ordynatora oddziału położniczo-ginekologicznego w Szamotułach. - Nie mogliśmy zapytać pacjentki o zgodę. Była uśpiona. Trzeba by ją wybudzić z narkozy... Narazilibyśmy ją na kolejną operację.

Barbara Kaczmarek, ordynator oddziału, która przeprowadzała operację, twierdzi, że już po wszystkim poinformowała Wiolettę Woźną o sterylizacji: - Poród był trudny. Kosztował mnie dużo zdrowia. Byłam szczęśliwa, że matka ośmiorga dzieci żyje, jest cała i zdrowa.

Sterylizacja w Polsce jest zabroniona. Można ją wykonać tylko wtedy, jeśli życie lub zdrowie pacjenta jest bezpośrednio zagrożone. Czy tak było w tym przypadku? - Nie. Byłoby w przyszłości, gdyby jeszcze raz zaszła w ciążę - mówi Nosek.

Sprawa dla prokuratora

- To skandal - ocenia Adam Sandauer, przewodniczący Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere w Warszawie. - Takich rzeczy, nawet dla ochrony zdrowia lub życia, robić nie wolno. Nie bez zgody pacjentki. Wiedzieli przecież, że to ósma ciąża tej kobiety, dlaczego licząc się z ewentualnymi powikłaniami, nie porozmawiano z nią o tym przed operacją?

- Na każdy zabieg powinna być zgoda pacjenta - przyznaje Tomasz Korosz, rzecznik prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej w Warszawie.

Prof. Marian Filar, karnista: - Lekarze balansowali na cienkiej linii i moim zdaniem ją przekroczyli. Nie przekonuje mnie argument, że ratowali życie i zdrowie kobiety, bo w momencie zabiegu żadnego bezpośredniego zagrożenia nie było. A fakt, że takie zagrożenie nieuchronnie wystąpiłoby w przyszłości? A dlaczego nieuchronnie? Czy ktoś tę kobietę zmuszałby do zajścia w ciążę? Gdyby chciała, to by to zrobiła. Lekarze bez jej zgody nie mogli jej tego prawa odebrać. Tutaj posunęli się za daleko. Dokonali zmian nieodwracalnych, podczas gdy bezpośredniego zagrożenia zdrowia czy życia nie było.

Prof. Wiktor Osiatyński, socjolog i prawnik: - Nie mam problemu z moralną oceną tej sytuacji. Naruszono godność tej kobiety. Nie ma znaczenia, czy ktoś jest wykształconym profesorem uniwersytetu, czy człowiekiem z rynsztoka. Każdy ma takie same prawa. I ta kobieta, gdyby chciała, mogłaby jeszcze raz zajść w ciążę i umrzeć. A tłumaczenie, że lekarze działali dla jej dobra? Kiedyś sterylizowano Cyganów i też mówiono, że to dla ich dobra.

Prof. Magdalena Środa, etyk: - Zabieg sterylizacji powinien być wyborem. To przypadek potraktowania kobiety jak przedmiotu.

O sprawie powiadomiliśmy rzecznika praw obywatelskich. - Najprawdopodobniej zajmiemy się nią w aspekcie karnym - mówi Marta Kukowska z biura rzecznika.

- Nie chcę niczego sugerować, ale zainteresowanie prokuratury na pewno nie byłoby tu bezzasadne - uważa prof. Filar. Pełnomocnik rodziny mec. Małgorzata Heller-Kaczmarska już zapowiedziała, że dziś powiadomi prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez lekarzy ze szpitala w Szamotułach.

Za pozbawienie płodności grozi 10 lat więzienia, a za wykonanie zabiegu bez zgody pacjenta - dwa lata.

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów