Róża bardziej niż porządku potrzebuje matki
25.08.2009
, aktualizacja: 24.08.2009 22:47
Dla każdego dziecka pierwsze tygodnie po porodzie jak i potem cały czas niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa to krytyczny okres dla kształtowania się więzi z rodzicami - uważa psycholog i psychoterapeuta Anna Król-Kuczkowska
ZOBACZ TAKŻE
- Rodzice Róży czekają na decyzje sądu (31-08-09, 20:50)
- Decyzja sądu: Róża wraca do rodziców! (30-06-11, 00:00)
- Prokurator sprawdza sterylizację mamy Róży (28-08-09, 23:00)
- Sąd przyspieszy decyzję w sprawie Szwaków (30-06-11, 00:00)
- Mamę małej Róży wysterylizowano bez jej zgody (28-08-09, 07:00)
- Jest opinia. Róża powinna wrócić do rodziców (03-09-09, 14:40)
- Koniec sądu nad Szwakami. Dzieci zostaną z rodzicami (30-09-11, 19:44)
- Sterylizacja bez pytania: śledztwo do poprawki (30-06-11, 00:00)
- Ojciec Róży: Wreszcie! (30-06-11, 00:00)
- Dziś decyzja sądu w sprawie małej Róży (15-09-09, 10:09)
- Rosną szanse na powrót małej Róży do domu! (30-06-11, 00:00)
- 'Lekarze nie mówili mi o sterylizacji' (01-09-09, 13:31)
- Sterylizacja bez pytania - wszczęto śledztwo (28-08-09, 09:57)
Z dużym poruszeniem i (jeszcze do niedawna) wyczekiwaniem na rychłe pomyślne zakończenie sprawy, śledzę od początku prasowe doniesienia na temat małej Róży i jej rodziny. Po lekturze artykułu w poznańskim dodatku świątecznego wydania "Gazety" poczułam się w obowiązku - głównie ludzkim, ale również zawodowym - zabrania publicznego głosu.
Nie znam akt tej sprawy ani jej szczegółów prawnych. W moich przemyśleniach mogę opierać się jedynie na doniesieniach prasowych - głównie "Gazety". Informacje które w tych doniesieniach znajduję do tej pory są wystarczająco obszerne i niepokojące, aby podzielić się z Państwem kilkoma refleksjami. Chcę odnieść się do dwóch kwestii: specyfiki funkcjonowania psychicznego noworodka i związanego z tym pojęcia "dobra dziecka" oraz do specyfiki funkcjonowania kobiety po narodzinach dziecka. Obie te sprawy zostały mniej lub bardziej wprost poruszone w uzasadnieniu ostatniego wyroku sądu, który postanowił, że Róża pozostanie w rodzinie zastępczej.
Dla każdego dziecka pierwsze tygodnie po porodzie jak i potem cały czas niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa to krytyczny okres dla kształtowania się więzi z rodzicami. W pierwszym, bardzo wczesnym etapie szczególnie potrzebna jest małemu człowiekowi właściwie nieustająca obecność matki. Czas pierwszych trzech miesięcy w życiu dziecka bywa nawet czasem nazywamy czwartym trymestrem ciąży, a to co jest w tym czasie niezbędne dla prawidłowego rozwoju noworodka - bardziej niż idealny porządek, wystarczające wyposażenie domu etc. - to obecność kochających rodziców i wypełnianie przy dziecku podstawowych czynności pielęgnacyjnych. W takiej właśnie kolejności.
Ta pierwsza relacja jest niezbędna z wielu względów: umożliwia ona zbudowanie solidnych podstaw dobrego zdrowia dziecka - zarówno fizycznego jak i psychicznego. Literatura psychologiczna, nawet ta szeroko dostępna, pełna jest opisów rzetelnych badań, które pokazały, jak głęboko uszkadzająca jest dla psychiki dziecka separacja od rodziców - spustoszenie jakie za sobą zostawia jest często nieodwracalne. Wierzę, ze osoby decyzyjne w opisywanej sprawie zapoznały się z takimi danymi - niezbędnymi aby być w stanie decydować dobrze. Rozumiem, że dla tych decyzyjnych instancji priorytetem jest dobro małej Róży.
Pytanie jakie należy sobie postawić brzmi: co w tym momencie oznacza jej dobro. Jeśli przyjmiemy, że jest to podstawowe bezpieczeństwo dziecka polegające na tym, że jego opiekunowie są w
stanie zapewnić mu fizyczne przetrwanie i zdrowie to wydaje się, że co do tego nie powinno być żadnych obaw. Rodzice Róży przez ostatnie lata wychowywali trójkę swoich dzieci i przytaczane przez prasę opinie na ich temat (nauczycieli, sąsiadów) wskazują, że otrzymały one w swoim domu znacznie więcej niż tylko owo podstawowe bezpieczeństwo. Wydaje się więc, że w tym przypadku dobrem dziecka jest możliwość rozwijania się w środowisku, w którym jest kochane i chciane. Nawet, jeśli ta miłość nie jest - wedle pewnych kryteriów - idealna, to z pewnością dla dziecka jest wystaczająca.
Drugą rzeczą, która jest dla mnie niezrozumiała w poruszanym kontekście jest traktowanie, czy też może lepiej powiedzieć wprost - diagnozowanie matki dziecka, jako osoby niezdolnej do zajęcia się nim. Na poparcie tej tezy przytaczane są różne argumenty: a to, że leczyła się psychiatrycznie, że wyznała w trakcie rozmowy z psychologiem że nie wie czy będzie w stanie zajmować się dzieckiem, czy wreszcie, że po porodzie przejawiała niewielkie nim zainteresowanie. Sama matka - z tego co wiemy - nie zrzekła się córeczki (a ma przecież taką możliwość), a w przytaczanych przez prasę wypowiedziach daje wyraz swojemu niezrozumieniu sytuacji i cierpieniu spowodowanym przez rozłąkę z dzieckiem.
Historia leczenia psychiatrycznego nie stanowi o niezdolności do pełnienia roli rodzica - tylko w bardzo rzadkich przypadkach stan zdrowia psychicznego poważnie utrudnia czy uniemożliwia opiekę nad dzieckiem. Nawet wtedy jednak istnieją różne możliwości leczenia.
Co do zachowań matki dziecka po samym porodzie i jej wyznań podczas rozmowy z psychologiem - zarówno stan ciąży jak i ten po urodzeniu dziecka to okres bardzo specyficzny, nie tylko w sensie
fizjologicznym, ale również emocjonalnym. Zupełnie normalnym zjawiskiem jest to, że kobiety przeżywają wtedy wiele obaw, wątpliwości, czasem zachowują się dziwnie czy mało zrozumiale. Zjawisko depresji poporodowej, które dobrze opisuje takie stany i zachowania jest znane i w dużym stopniu społecznie akceptowalne. Naturalną reakcją na trudności przeżywane wtedy przez matkę jest raczej szukanie dla niej pomocy i wsparcia, niż pomysły zabierania jej dziecka. Większość matek - jeśli z nimi szczerze porozmawiać - powiedziałaby o swoich "dziwnych" czy "mało macierzyńskich" uczuciach, myślach, zachowaniach jakich doświadczały po porodzie, a często jeszcze przez jakiś czas. Zazwyczaj, dzięki czasowi, wsparciu najbliższych, a jeśli zachodzi taka potrzeba to również profesjonalnej pomocy, objawy takie okazują się mieć charakter przejściowy, a obok lęku i wątpliwości pojawia się coraz większe zaangażowanie w macierzyństwo.
Jeśli obraz sytuacji przedstawiony przez "Gazetę" jest zgodny z rzeczywistością, to dotychczasowa historia Róży i jej rodziny budzi mój głęboki niepokój i sprzeciw. Krzywda emocjonalna jakiej doznali wszyscy członkowie tej rodziny jest nieodwracalna i głęboka. Jedyne, co można teraz zrobić to jak najszybciej ją przerwać.
Nie znam akt tej sprawy ani jej szczegółów prawnych. W moich przemyśleniach mogę opierać się jedynie na doniesieniach prasowych - głównie "Gazety". Informacje które w tych doniesieniach znajduję do tej pory są wystarczająco obszerne i niepokojące, aby podzielić się z Państwem kilkoma refleksjami. Chcę odnieść się do dwóch kwestii: specyfiki funkcjonowania psychicznego noworodka i związanego z tym pojęcia "dobra dziecka" oraz do specyfiki funkcjonowania kobiety po narodzinach dziecka. Obie te sprawy zostały mniej lub bardziej wprost poruszone w uzasadnieniu ostatniego wyroku sądu, który postanowił, że Róża pozostanie w rodzinie zastępczej.
Dla każdego dziecka pierwsze tygodnie po porodzie jak i potem cały czas niemowlęctwa i wczesnego dzieciństwa to krytyczny okres dla kształtowania się więzi z rodzicami. W pierwszym, bardzo wczesnym etapie szczególnie potrzebna jest małemu człowiekowi właściwie nieustająca obecność matki. Czas pierwszych trzech miesięcy w życiu dziecka bywa nawet czasem nazywamy czwartym trymestrem ciąży, a to co jest w tym czasie niezbędne dla prawidłowego rozwoju noworodka - bardziej niż idealny porządek, wystarczające wyposażenie domu etc. - to obecność kochających rodziców i wypełnianie przy dziecku podstawowych czynności pielęgnacyjnych. W takiej właśnie kolejności.
Ta pierwsza relacja jest niezbędna z wielu względów: umożliwia ona zbudowanie solidnych podstaw dobrego zdrowia dziecka - zarówno fizycznego jak i psychicznego. Literatura psychologiczna, nawet ta szeroko dostępna, pełna jest opisów rzetelnych badań, które pokazały, jak głęboko uszkadzająca jest dla psychiki dziecka separacja od rodziców - spustoszenie jakie za sobą zostawia jest często nieodwracalne. Wierzę, ze osoby decyzyjne w opisywanej sprawie zapoznały się z takimi danymi - niezbędnymi aby być w stanie decydować dobrze. Rozumiem, że dla tych decyzyjnych instancji priorytetem jest dobro małej Róży.
Pytanie jakie należy sobie postawić brzmi: co w tym momencie oznacza jej dobro. Jeśli przyjmiemy, że jest to podstawowe bezpieczeństwo dziecka polegające na tym, że jego opiekunowie są w
stanie zapewnić mu fizyczne przetrwanie i zdrowie to wydaje się, że co do tego nie powinno być żadnych obaw. Rodzice Róży przez ostatnie lata wychowywali trójkę swoich dzieci i przytaczane przez prasę opinie na ich temat (nauczycieli, sąsiadów) wskazują, że otrzymały one w swoim domu znacznie więcej niż tylko owo podstawowe bezpieczeństwo. Wydaje się więc, że w tym przypadku dobrem dziecka jest możliwość rozwijania się w środowisku, w którym jest kochane i chciane. Nawet, jeśli ta miłość nie jest - wedle pewnych kryteriów - idealna, to z pewnością dla dziecka jest wystaczająca.
Drugą rzeczą, która jest dla mnie niezrozumiała w poruszanym kontekście jest traktowanie, czy też może lepiej powiedzieć wprost - diagnozowanie matki dziecka, jako osoby niezdolnej do zajęcia się nim. Na poparcie tej tezy przytaczane są różne argumenty: a to, że leczyła się psychiatrycznie, że wyznała w trakcie rozmowy z psychologiem że nie wie czy będzie w stanie zajmować się dzieckiem, czy wreszcie, że po porodzie przejawiała niewielkie nim zainteresowanie. Sama matka - z tego co wiemy - nie zrzekła się córeczki (a ma przecież taką możliwość), a w przytaczanych przez prasę wypowiedziach daje wyraz swojemu niezrozumieniu sytuacji i cierpieniu spowodowanym przez rozłąkę z dzieckiem.
Historia leczenia psychiatrycznego nie stanowi o niezdolności do pełnienia roli rodzica - tylko w bardzo rzadkich przypadkach stan zdrowia psychicznego poważnie utrudnia czy uniemożliwia opiekę nad dzieckiem. Nawet wtedy jednak istnieją różne możliwości leczenia.
Co do zachowań matki dziecka po samym porodzie i jej wyznań podczas rozmowy z psychologiem - zarówno stan ciąży jak i ten po urodzeniu dziecka to okres bardzo specyficzny, nie tylko w sensie
fizjologicznym, ale również emocjonalnym. Zupełnie normalnym zjawiskiem jest to, że kobiety przeżywają wtedy wiele obaw, wątpliwości, czasem zachowują się dziwnie czy mało zrozumiale. Zjawisko depresji poporodowej, które dobrze opisuje takie stany i zachowania jest znane i w dużym stopniu społecznie akceptowalne. Naturalną reakcją na trudności przeżywane wtedy przez matkę jest raczej szukanie dla niej pomocy i wsparcia, niż pomysły zabierania jej dziecka. Większość matek - jeśli z nimi szczerze porozmawiać - powiedziałaby o swoich "dziwnych" czy "mało macierzyńskich" uczuciach, myślach, zachowaniach jakich doświadczały po porodzie, a często jeszcze przez jakiś czas. Zazwyczaj, dzięki czasowi, wsparciu najbliższych, a jeśli zachodzi taka potrzeba to również profesjonalnej pomocy, objawy takie okazują się mieć charakter przejściowy, a obok lęku i wątpliwości pojawia się coraz większe zaangażowanie w macierzyństwo.
Jeśli obraz sytuacji przedstawiony przez "Gazetę" jest zgodny z rzeczywistością, to dotychczasowa historia Róży i jej rodziny budzi mój głęboki niepokój i sprzeciw. Krzywda emocjonalna jakiej doznali wszyscy członkowie tej rodziny jest nieodwracalna i głęboka. Jedyne, co można teraz zrobić to jak najszybciej ją przerwać.
- 11 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
14 głosów
-
Róża bardziej niż porządku potrzebuje matki
uleksiu
25.08.09, 11:10
brawo! pierwszy raz czytam psychologa, który we włąściwy sposób ocenia tęprzykrą i skandaliczną sytuację... Rodzina Róży powinna po całej tej sprawiewytoczyć proces przeciwko sądom RP o »
Najczęściej czytane24 htydzień




