Róża nie wróciła do domu
21.08.2009
, aktualizacja: 21.08.2009 21:22
- Róża pozostanie w rodzinie zastępczej - zadecydował sąd. - Ja nie rozumiem, to jest niemożliwością - mówi ojciec dziecka. Sąd nie wykluczył, że noworodek wróci jeszcze do rodziców.

Fot. Piotr Skórnicki / AG
Władysław Szwak siedzi przy stole w kuchni, obok niego Wioletta Woźna i trójka dzieci: 7-letnia Ania, 10-letni Tomek, 11-letnia Natalia

Fot. Piotr Skórnicki / AG
Piątek, godz. 13.30, dom w Błotach Wielkich. Przed chwilą ekipa telewizyjna przekazała rodzinie informację: Róża nie wróci do domu.

Fot. Piotr Skórnicki / AG

Fot. Piotr Skórnicki / AG

Fot. Piotr Skórnicki / AG
Sierpień 2009. Początek sprawy małej Róży Szwak, którą zabrano rodzicom tuż po narodzinach, ponieważ ojciec był za stary, a matka nieporadna
ZOBACZ TAKŻE
- Rodzice Róży czekają na decyzje sądu (31-08-09, 20:50)
- Decyzja sądu: Róża wraca do rodziców! (15-09-09, 14:49)
- Prokurator sprawdza sterylizację mamy Róży (28-08-09, 23:00)
- Sąd przyspieszy decyzję w sprawie Szwaków (04-09-09, 20:17)
- Mamę małej Róży wysterylizowano bez jej zgody (28-08-09, 07:00)
- Jest opinia. Róża powinna wrócić do rodziców (03-09-09, 14:40)
- Róża Szwak w pampersach od prezydenta (24-12-09, 12:00)
- Ojciec Róży: Wreszcie! (15-09-09, 21:41)
- Dziś decyzja sądu w sprawie małej Róży (15-09-09, 10:09)
- Rosną szanse na powrót małej Róży do domu! (03-09-09, 20:40)
- 'Lekarze nie mówili mi o sterylizacji' (01-09-09, 13:31)
- Sterylizacja bez pytania - wszczęto śledztwo (28-08-09, 09:57)
- Sąd zabrał dziecko. Ludzie chcą pomóc (05-08-09, 19:00)
- "Decyzja o odebraniu Róży była pochopna" (13-08-09, 13:36)
- Zabrano jej czworo dzieci. Czy odbiorą też Różę? (11-08-09, 21:36)
- Sąd zabrał dziecko, bo w domu był bałagan (05-08-09, 09:17)
Na niejawnym posiedzeniu trzech sędziów z Sądu Okręgowego w Poznaniu oddaliło w piątek zażalenie pełnomocnika rodziców z Błot Wielkich. Zdecydowali, że Róża - dziecko odebrane rodzicom tuż po narodzinach - pozostanie nadal w rodzinie zastępczej, do czasu zakończenia postępowania w sprawie pozbawienia ich praw rodzicielskich.
Rodzice liczyli w piątek, że Róża wróci do domu. O decyzji sądu dowiedzieli się od dziennikarzy. - Ja nie rozumiem... Trójkę dzieci wychowujemy, matka karmiła je, wstawała w nocy, dlaczego teraz nie możemy zająć się naszym dzieckiem? Żeby dziecko zabrać? Dać obcym ludziom? Czy je tam kochają? Czy przytulą? - pytał Władysław Szwak, ojciec Róży i trójki dzieci, które wychowują z Wiolettą Woźną.
W sądzie
Piątek, godz. 13.30, konferencja prasowa w Sądzie Okręgowym w Poznaniu.
- Musieliśmy skonfrontować ze sobą dobro, jakim jest kontakt rodzica z dzieckiem, zwłaszcza bezpośrednio po urodzeniu, z dobrem, jakim jest bezpieczeństwo dziecka - tłumaczy prezes sądu okręgowego Krzysztof Józefowicz. Zdaniem sądu istnieją obawy, że gdyby Róża przebywała z rodzicami, jej bezpieczeństwo byłoby zagrożone.
- Matka dziecka wykazuje dużą pasywność, jeśli chodzi o wykonywanie swoich zadań rodzicielskich. Dowodem jest niewielka dbałość o zapewnienie pozostałym dzieciom odpowiednich warunków. Po porodzie personel szpitala zauważył też niewielkie zainteresowanie matki małą Różą. Ona sama w rozmowie z psychologiem miała wątpliwości, czy byłaby w stanie poradzić sobie z opieką nad nią - mówi prezes Józefowicz.
Sąd zauważa też, że ojciec Róży jest zapracowany w gospodarstwie i nie miałby czasu zajmować się małym dzieckiem, mimo że pozostałym dzieciom poświęca wystarczająco dużo czasu. - Noworodek potrzebuje szczególnej opieki. Ojciec nie miałby na to czasu, a matka nie byłaby w stanie jej zapewnić. W tym momencie to bezpieczeństwo zapewnia Róży rodzina zastępcza - mówi Józefowicz.
Orzeczenie nie przesądza, czy rodzicom odebrane zostaną prawa rodzicielskie. O tym rozstrzygnie postępowanie, które toczyć będzie się dalej w Sądzie Rejonowym w Szamotułach (to on 27 lipca postanowił umieścić Różę w rodzinie zastępczej). Sąd okręgowy polecił mu, by jak najszybciej matkę Róży przebadał psychiatra. Józefowicz: - Trzeba ustalić, czy jej zachowanie wiąże się z cechami charakteru, czy też chorobą. Jeśli te opinie będą korzystne dla matki, to sąd w Szamotułach powinien, nie czekając na zakończenie sprawy, uchylić postanowienie o umieszczeniu Róży w rodzinie zastępczej. Musi jednak zniknąć obawa o bezpieczeństwo dziecka.
W domu
Piątek, godz. 13.30, dom w Błotach Wielkich.
Władysław Szwak siedzi przy stole w kuchni, obok niego Wioletta Woźna i trójka dzieci: 7-letnia Ania, 10-letni Tomek, 11-letnia Natalia. Przed chwilą ekipa telewizyjna przekazała rodzinie informację: Róża nie wróci do domu. Natalia płacze.
- Ja nie rozumiem, to jest niemożliwością - powtarza Władysław Szwak. - Ciąża była zagrożona, jeździliśmy do szpitala, żeby ratować dziecko, bo chcieliśmy je mieć, a teraz zabierają, obcy ludzie, ja nie rozumiem... Trójkę dzieci mamy... Miały zwyrodnienia bioderek - jeździłem do szpitala, wszystkie szczepienia - dopilnowałem, do szkoły - woziłem codziennie, jak czego zapragną - to mają. Dzieci pytają: "Dlaczego tatuś sobie nie kupisz?". A ja tylko dla nich. Wioletta też, w nocy któreś zapłakało, pierwsza wstała. Co myśmy złego zrobili? - mówi. - Gdyby zobaczyli, że się dzieckiem nie zajmujemy, ale oni tak od razu zabrali - mówi pani Wioletta.
Przy kuchennym piecu stoi Krystyna Przybylak, opiekunka z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach, przychodzi tu trzy razy w tygodniu, pomaga prowadzić dom. - Byłam tu, gdy pani Wioletta leżała w ciąży, tak się cieszyła, że urodzi dziecko, wszyscy się tu cieszyli. Widać tę miłość w rodzinie. Dzieci tak się starają, chcą pomagać, są naprawdę cudowne te dzieciaczki. I tylu ludzi chce im pomagać. Tu się dużo zmieniło na lepsze. Myśleliśmy, że ktoś przyjedzie, zobaczy, doceni.
Za rodziną wstawiają się i pomagają sąsiedzi, sołtys, proboszcz, opieka społeczna. Uporządkowano podwórze, wkrótce rozpocznie się remont domu, wymiana dachu. Sąsiadka Maria Kałużyńska: - Znam tę rodzinę bardzo dobrze. Ja nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się stało, to jest wręcz szokujące dla nas. Dzieci są zadbane. Rodziny żyją na różnym poziomie, oni dają tyle, ile mogą, ale nikt nie powiedziałby tu, że oni są złymi rodzicami. To by było wręcz bulwersujące, gdyby ktoś tak powiedział.
Dla Gazety
Marek Michalak, rzecznik praw dziecka
Oczywiście szanuję decyzję niezawisłego sądu. Nadal jednak uważam, że w toku sprawy nie udowodniono, by istniało zagrożenie życia lub zdrowia Różyczki w przypadku jej powrotu do domu. A trzeba pamiętać, że nie ma lepszego dla rozwoju dziecka środowiska niż jego własna, kochająca rodzina. Wnioski, które składałem - o zbadanie stanu zdrowia mamy Różyczki, o powołanie biegłych i przesłuchanie świadków w celu ustalenia aktualnego położenia rodziny - pozostają aktualne i ponownie je przedstawię.
Ja też nie rozumiem - komentarz Włodzimierza Bogaczyka
Nie czytałem akt sprawy. Nigdy nie rozmawiałem z rodzicami Róży. A jednak decyzja sądu oburza mnie i przeraża. Prostą jej konsekwencją powinny być testy na inteligencję dla wszystkich rodziców. Nie zdałeś - zabiorą ci dziecko. Albo jeszcze lepiej - zostaniesz wysterylizowany. Bo jesteś za głupi albo za biedny, by mieć potomstwo.
W tej sprawie sąd się pomylił. Rację mają sąsiedzi, opieka społeczna, proboszcz, sołtys, rzecznik praw dziecka.
Pani Wioletto! Panie Władysławie! Proszę się trzymać. Wasza córeczka musi do Was wrócić.
Rodzice liczyli w piątek, że Róża wróci do domu. O decyzji sądu dowiedzieli się od dziennikarzy. - Ja nie rozumiem... Trójkę dzieci wychowujemy, matka karmiła je, wstawała w nocy, dlaczego teraz nie możemy zająć się naszym dzieckiem? Żeby dziecko zabrać? Dać obcym ludziom? Czy je tam kochają? Czy przytulą? - pytał Władysław Szwak, ojciec Róży i trójki dzieci, które wychowują z Wiolettą Woźną.
W sądzie
Piątek, godz. 13.30, konferencja prasowa w Sądzie Okręgowym w Poznaniu.
- Musieliśmy skonfrontować ze sobą dobro, jakim jest kontakt rodzica z dzieckiem, zwłaszcza bezpośrednio po urodzeniu, z dobrem, jakim jest bezpieczeństwo dziecka - tłumaczy prezes sądu okręgowego Krzysztof Józefowicz. Zdaniem sądu istnieją obawy, że gdyby Róża przebywała z rodzicami, jej bezpieczeństwo byłoby zagrożone.
- Matka dziecka wykazuje dużą pasywność, jeśli chodzi o wykonywanie swoich zadań rodzicielskich. Dowodem jest niewielka dbałość o zapewnienie pozostałym dzieciom odpowiednich warunków. Po porodzie personel szpitala zauważył też niewielkie zainteresowanie matki małą Różą. Ona sama w rozmowie z psychologiem miała wątpliwości, czy byłaby w stanie poradzić sobie z opieką nad nią - mówi prezes Józefowicz.
Sąd zauważa też, że ojciec Róży jest zapracowany w gospodarstwie i nie miałby czasu zajmować się małym dzieckiem, mimo że pozostałym dzieciom poświęca wystarczająco dużo czasu. - Noworodek potrzebuje szczególnej opieki. Ojciec nie miałby na to czasu, a matka nie byłaby w stanie jej zapewnić. W tym momencie to bezpieczeństwo zapewnia Róży rodzina zastępcza - mówi Józefowicz.
Orzeczenie nie przesądza, czy rodzicom odebrane zostaną prawa rodzicielskie. O tym rozstrzygnie postępowanie, które toczyć będzie się dalej w Sądzie Rejonowym w Szamotułach (to on 27 lipca postanowił umieścić Różę w rodzinie zastępczej). Sąd okręgowy polecił mu, by jak najszybciej matkę Róży przebadał psychiatra. Józefowicz: - Trzeba ustalić, czy jej zachowanie wiąże się z cechami charakteru, czy też chorobą. Jeśli te opinie będą korzystne dla matki, to sąd w Szamotułach powinien, nie czekając na zakończenie sprawy, uchylić postanowienie o umieszczeniu Róży w rodzinie zastępczej. Musi jednak zniknąć obawa o bezpieczeństwo dziecka.
W domu
Piątek, godz. 13.30, dom w Błotach Wielkich.
Władysław Szwak siedzi przy stole w kuchni, obok niego Wioletta Woźna i trójka dzieci: 7-letnia Ania, 10-letni Tomek, 11-letnia Natalia. Przed chwilą ekipa telewizyjna przekazała rodzinie informację: Róża nie wróci do domu. Natalia płacze.
- Ja nie rozumiem, to jest niemożliwością - powtarza Władysław Szwak. - Ciąża była zagrożona, jeździliśmy do szpitala, żeby ratować dziecko, bo chcieliśmy je mieć, a teraz zabierają, obcy ludzie, ja nie rozumiem... Trójkę dzieci mamy... Miały zwyrodnienia bioderek - jeździłem do szpitala, wszystkie szczepienia - dopilnowałem, do szkoły - woziłem codziennie, jak czego zapragną - to mają. Dzieci pytają: "Dlaczego tatuś sobie nie kupisz?". A ja tylko dla nich. Wioletta też, w nocy któreś zapłakało, pierwsza wstała. Co myśmy złego zrobili? - mówi. - Gdyby zobaczyli, że się dzieckiem nie zajmujemy, ale oni tak od razu zabrali - mówi pani Wioletta.
Przy kuchennym piecu stoi Krystyna Przybylak, opiekunka z Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej we Wronkach, przychodzi tu trzy razy w tygodniu, pomaga prowadzić dom. - Byłam tu, gdy pani Wioletta leżała w ciąży, tak się cieszyła, że urodzi dziecko, wszyscy się tu cieszyli. Widać tę miłość w rodzinie. Dzieci tak się starają, chcą pomagać, są naprawdę cudowne te dzieciaczki. I tylu ludzi chce im pomagać. Tu się dużo zmieniło na lepsze. Myśleliśmy, że ktoś przyjedzie, zobaczy, doceni.
Za rodziną wstawiają się i pomagają sąsiedzi, sołtys, proboszcz, opieka społeczna. Uporządkowano podwórze, wkrótce rozpocznie się remont domu, wymiana dachu. Sąsiadka Maria Kałużyńska: - Znam tę rodzinę bardzo dobrze. Ja nie mogę zrozumieć, dlaczego tak się stało, to jest wręcz szokujące dla nas. Dzieci są zadbane. Rodziny żyją na różnym poziomie, oni dają tyle, ile mogą, ale nikt nie powiedziałby tu, że oni są złymi rodzicami. To by było wręcz bulwersujące, gdyby ktoś tak powiedział.
Dla Gazety
Marek Michalak, rzecznik praw dziecka
Oczywiście szanuję decyzję niezawisłego sądu. Nadal jednak uważam, że w toku sprawy nie udowodniono, by istniało zagrożenie życia lub zdrowia Różyczki w przypadku jej powrotu do domu. A trzeba pamiętać, że nie ma lepszego dla rozwoju dziecka środowiska niż jego własna, kochająca rodzina. Wnioski, które składałem - o zbadanie stanu zdrowia mamy Różyczki, o powołanie biegłych i przesłuchanie świadków w celu ustalenia aktualnego położenia rodziny - pozostają aktualne i ponownie je przedstawię.
Ja też nie rozumiem - komentarz Włodzimierza Bogaczyka
Nie czytałem akt sprawy. Nigdy nie rozmawiałem z rodzicami Róży. A jednak decyzja sądu oburza mnie i przeraża. Prostą jej konsekwencją powinny być testy na inteligencję dla wszystkich rodziców. Nie zdałeś - zabiorą ci dziecko. Albo jeszcze lepiej - zostaniesz wysterylizowany. Bo jesteś za głupi albo za biedny, by mieć potomstwo.
W tej sprawie sąd się pomylił. Rację mają sąsiedzi, opieka społeczna, proboszcz, sołtys, rzecznik praw dziecka.
Pani Wioletto! Panie Władysławie! Proszę się trzymać. Wasza córeczka musi do Was wrócić.
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Róża nie wróciła do domu
easier_to_fly
21.08.09, 23:27
To jest szok. Gdzie my żyjemy? W świetle prawa można odebrać normalnym ludziomdziecko? Przecież to jest koszmar w białych rękawiczkach. A więc kobieta pociężkiej ciąży i porodzie nie może »
-
Róża nie wróciła do domu
emissarius
22.08.09, 11:18
Okazuje się, że łatwiej jest odebrać dziecko, niż pomóc rodzinie. Ta sytuacja obrazuje, ile warte są te wszystkie programy pomocy rodzinom i dziesiątki instytucji, które mają takie zadania. »
-
Róża nie wróciła do domu
pister
22.08.09, 22:21
Ciekawe skąd niby dziennikarze znają sytuację rodziny? Bo pojechali iporozmawiali raz czy drugi z rodziną?Bo popytali się sąsiadów?Księdza? Śmiechuwarte te rzewne bzdury o pokrzywdzonym »
Najczęściej czytane24 htydzień



