Grobelny: Jestem chłopak z Jeżyc

Sylwia Sałwacka
19.07.2009 , aktualizacja: 19.07.2009 20:12
A A A Drukuj
- A z czego pan jest dumny? Niech pan pokaże! Przyjechała moja mama z Zielonej Góry. Oprowadzi ją pan po Poznaniu? - prezydent Ryszard Grobelny, oprowadza nas po mieście

Fot. Piotr Skórnicki / AG
- Jestem chłopak z Jeżyc. Z Gorczyczewskiego, to taka nieduża ulica między Bukowską a Jackowskiego - mówi Ryszard Grobelny. - Mieszkaliśmy tam z rodzicami i siostrą w domu z lat 40. Na podwórku nie było podziału na dzieci nasze i cudze, jak się było głodnym, a mamy nie było w domu, to sąsiadka karmiła wszystkie dzieci chlebem z dżemem. Tam nauczyłem się gwary poznańskiej. Że jak się idzie do sklepu, to się bierze klucz, koszyk na pyry i schodzi do piwnicy. Bo piwnica to sklep, a sklep, w którym się robi zakupy, to skład. Ale w ogóle nie szło się do jakiegoś tam sklepu, tylko np. po gumę do żucia do Dudzików. Żartobliwie powiem, że mieszkanie miało dwa i pół pokoju, a ta połówka była właśnie moja. Dawna służbówka, półtora metra na dwa i pół. Jak wysuwałem łóżko z szafy, to musiałem złożyć stół. Ledwo się tam mieściłem, bo szybko wyrosłem. W ósmej klasie miałem już 186 cm, od tego czasu urosłem o centymetr, teraz mam 187 cm. Wzrost dawał mi przewagę. Trenowałem piłkę ręczną w sportowej podstawówce nr 71.

- Czyta Pan naszą "Gazetę"?

- Tak, ale generalnie poznańskie media są mało lokalne, nie identyfikują się z miastem. Nie budują dumy z Poznania.

"Gazeta": - A z czego Pan jest dumny? Niech Pan pokaże! Przyjechała moja mama z Zielonej Góry. Oprowadzi ja Pan po Poznaniu?

- Lubię oprowadzać. (Jest południe, Grobelny prowadzi nas na Stary Rynek.) - W zasadzie wycieczkę powinniśmy zacząć od Starego Browaru. Jestem z niego dumny. Można tam zrobić nie tylko zakupy, dostanie tam pani dobrą książkę, wypije kawę, obejrzy wystawę.

Mama: - Pan tam robi zakupy?

Grobelny: - Tak! (wchodzimy do Fary, zaczyna się koncert). - Te organy są oryginalne - szepcze prezydent

- A te kolumny z czerwonego marmuru? - dopytuje turystka mama.

- To nie marmur, to imitacja.

Mama: - A na msze gdzie Pan chodzi?

- Różnie. Nie mamy kościoła, z którym byśmy byli związani. Prezydent pracuje też w niedziele, trudno naszej rodzinie zgrać godziny. Ostatnio byliśmy u Dominikanów.

(Wchodzimy do "Cocorioco" przy Świętosławskiej, prezydent pokazuje patio). Mijamy "Werandę". - Tu polecam ciastka! Lubię słodkie.

(Stary Rynek, fontanny okupują rozkrzyczani koloniści). - Oto duma poznaniaków! - rozkłada ręce prezydent. - Tu można miło spędzić czas.

- Pan tu chodzi na piwo? - pyta mama.

- Latem. Lubię piwo kuflowe, nie lubię w innej postaci. Ale na Stary Rynek przychodzę raczej np. z żoną, by tu po prostu pobyć w miłej atmosferze albo ze znajomymi lub ze współpracownikami, żeby porozmawiać. Założenia urbanistyczne Poznania jako miasta idealnego spowodowały, że Poznań ma kwadratowy rynek, z każdego boku trzy uliczki, każda dzieli się na trzy części. Tu ciekawostka! W 1736 r. Warta wylała i woda sięgała aż do tej tabliczki. Po Starym Mieście pływało się łódkami.

Mama: - Skąd Pan to wszystko wie?

Grobelny: - Interesuję się Poznaniem. A w szkole średniej zostałem młodzieżowym przewodnikiem po Poznaniu.

- A umie Pan mówić gwarą? Jakieś słowo?

- Podstawowe słowo w poznańskiej gwarze to pyra.

Mijamy Kupca Poznańskiego. - To handlowe centrum wybudowane przez polskich kupców, nie kapitał zagraniczny. Niestety, narożnik, jak pani widzi, nie jest zabudowany. Mamy tutaj prywatnego właściciela, który nie przystąpił do spółki. Z ekonomicznego punktu widzenia nie będzie mu łatwo cokolwiek na tym rogu zbudować - pokazuje budkę Bąkowskiego.

Podziel się

  • 34 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów