Strzelanina na Bałtyckiej: policjanci niewinni
30.06.2011
, aktualizacja: 16.07.2009 20:02
Czterej policjanci oskarżeni o bezprawne ostrzelanie samochodu, wskutek czego zginął 19-latek, zostali uniewinnieni. - Strzelali, bo ich życie było zagrożone - tłumaczyła sędzia Agata Adamczewska
ZOBACZ TAKŻE
- Siedem lat po strzelaninie policjanci uniewinnieni (28-09-11, 11:11)
- Czy sąd oczyści policjantów z Bałtyckiej? (22-09-11, 19:55)
- Opinia ws. strzelaniny korzystna dla policjantów (29-07-11, 09:00)
- Sprawa strzelaniny na Bałtyckiej nie kończy się (30-06-11, 00:00)
- Strzelanina na Bałtyckiej wróci do sądu? (30-06-11, 00:00)
Uniewinnieni policjanci nie chcieli komentować wyroku. Robili to ich koledzy.
Marek Bronicki (był naczelnikiem wydziału kryminalnego i przełożonym policjantów): - Jeszcze dzisiaj rano TVN24 ich skazywał, przesądzał o winie. A sąd powiedział, że nie popełnili błędu. Dzisiaj trzeba to odważnie powiedzieć: nie doszłoby do tej tragedii, gdyby nie zachowanie pokrzywdzonych.
Andrzej Szary (szef policyjnych związków zawodowych w Wielkopolsce): - Takie sprawy nie powinny toczyć się latami. Zarzutami wobec policjantów sądy powinny zajmować się w przyspieszonym trybie. Co z tego, że są uniewinnieni, jeśli ich kariery złamano.
Ta tragedia zdarzyła się pięć lat temu na ul. Bałtyckiej. Policjanci z wydziału kryminalnego zastrzelili wtedy 19-letniego Łukasza Targosza. Jego kolegę Dawida Lisa trafili w kręgosłup. Do końca życia pozostanie sparaliżowany.
Do tragedii doszło, gdy policjanci próbowali zatrzymać samochód, którym jechali Łukasz z Dawidem. Funkcjonariusze podejrzewali, że to groźni przestępcy, których właśnie poszukiwali. Na skrzyżowaniu podbiegli z bronią do ich auta. Ale wtedy Łukasz staranował nieoznakowany radiowóz i ruszył na policjantów. Ci otworzyli ogień.
Prokuratura oskarżyła czterech policjantów o przekroczenie uprawnień i zażądała dla nich kary więzienia. Wczoraj poznański sąd - po raz drugi - wydał wyrok w tej sprawie. I po raz drugi uniewinnił policjantów. Sędziowie rozstrzygnęli na korzyść oskarżonych wszystkie wątpliwości. A jest ich wiele.
Bo jak na przykład określić, gdzie dokładnie w momencie strzelaniny stali policjanci, a gdzie samochód nastolatków? Wczoraj sędziowie odpowiedzieli, że nie da się odpowiedzieć na to pytanie. I nie pomogą tu nawet najtęższe głowy biegłych.
Kolejna sprawa to ocena samego zdarzenia. Dawid Lis oraz kierowcy samochodów, którzy widzieli strzelaninę, mówili w sądzie, że wyglądało to jak napad. Dlatego - ich zdaniem - Łukasz uciekał. Oskarżeni tłumaczyli, że mieli policyjne odznaki i krzyczeli do chłopaków: "Stój, policja!".
Sędzia Agata Adamczewska: - Świadkowie powtarzali często to, co usłyszeli w mediach. A wyjaśnienia oskarżonych były logiczne i spójne. Nie ma dowodów, które mogłyby je podważyć.
Sąd w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że policjanci zaczęli strzelać dopiero wtedy, gdy samochód Łukasza ruszył w ich stronę. Przestali, gdy ich minął. Celowali w dolną część, bo chcieli unieruchomić auto, a nie zabić jadących nim ludzi.
Sędzia Adamczewska: - Nie ma sensu dywagować, czy ktoś mógł myśleć, że to napad. Kierowca ruszył na policjantów, a to zagrażało ich życiu. Mieli prawo ten atak odeprzeć.
Zdaniem sądu nie można również mówić o pomyłce policjantów, co przez lata powtarzały media. - Policjanci nie strzelali dlatego, że w środku miał być Sebastian S. [gangster, którego szukali - red.], ale dlatego, że ich życie było zagrożone. Bez względu na to, kto kierowałby samochodem, mieliby prawo zrobić to samo - tłumaczyła sędzia Adamczewska.
Sąd przyznał, że doszło do tragedii. Jednak - jak zaznaczył - jej skutki dotknęły także policjantów. I nie chodzi tylko o to, że przez dwa i pół roku (do pierwszego wyroku) byli zawieszeni w obowiązkach służbowych i nie mogli pracować. - Do końca życia będą żyć z myślą, że zginął młody człowiek, a drugi jest sparaliżowany - mówiła sędzia.
Jednak wyrok - mimo że już drugi w tej sprawie i identyczny jak pierwszy - nie jest prawomocny. Aldona Targosz, matka Łukasza zapowiedziała, że złoży apelację. - Niech policjanci dostaną karę w zawieszeniu. Chodzi tylko o to, by zostali skazani. Nie mogą być bezkarni - mówiła.
Jeśli apelacja zostanie złożona, sąd zajmie się nią najwcześniej za kilka miesięcy. Będzie mógł utrzymać wyrok w mocy, albo uchylić i po raz drugi zwrócić sprawę do sądu okręgowego. A wtedy proces będzie toczył się po raz trzeci.
Spośród uniewinnionych wczoraj funkcjonariuszy trzech wciąż pracuje w policji. W wydziale kryminalnym zajmują się rozpoznaniem. Nie uczestniczą w zatrzymaniach. Czwarty policjant przeszedł na emeryturę.
Marek Bronicki (był naczelnikiem wydziału kryminalnego i przełożonym policjantów): - Jeszcze dzisiaj rano TVN24 ich skazywał, przesądzał o winie. A sąd powiedział, że nie popełnili błędu. Dzisiaj trzeba to odważnie powiedzieć: nie doszłoby do tej tragedii, gdyby nie zachowanie pokrzywdzonych.
Andrzej Szary (szef policyjnych związków zawodowych w Wielkopolsce): - Takie sprawy nie powinny toczyć się latami. Zarzutami wobec policjantów sądy powinny zajmować się w przyspieszonym trybie. Co z tego, że są uniewinnieni, jeśli ich kariery złamano.
Ta tragedia zdarzyła się pięć lat temu na ul. Bałtyckiej. Policjanci z wydziału kryminalnego zastrzelili wtedy 19-letniego Łukasza Targosza. Jego kolegę Dawida Lisa trafili w kręgosłup. Do końca życia pozostanie sparaliżowany.
Do tragedii doszło, gdy policjanci próbowali zatrzymać samochód, którym jechali Łukasz z Dawidem. Funkcjonariusze podejrzewali, że to groźni przestępcy, których właśnie poszukiwali. Na skrzyżowaniu podbiegli z bronią do ich auta. Ale wtedy Łukasz staranował nieoznakowany radiowóz i ruszył na policjantów. Ci otworzyli ogień.
Prokuratura oskarżyła czterech policjantów o przekroczenie uprawnień i zażądała dla nich kary więzienia. Wczoraj poznański sąd - po raz drugi - wydał wyrok w tej sprawie. I po raz drugi uniewinnił policjantów. Sędziowie rozstrzygnęli na korzyść oskarżonych wszystkie wątpliwości. A jest ich wiele.
Bo jak na przykład określić, gdzie dokładnie w momencie strzelaniny stali policjanci, a gdzie samochód nastolatków? Wczoraj sędziowie odpowiedzieli, że nie da się odpowiedzieć na to pytanie. I nie pomogą tu nawet najtęższe głowy biegłych.
Kolejna sprawa to ocena samego zdarzenia. Dawid Lis oraz kierowcy samochodów, którzy widzieli strzelaninę, mówili w sądzie, że wyglądało to jak napad. Dlatego - ich zdaniem - Łukasz uciekał. Oskarżeni tłumaczyli, że mieli policyjne odznaki i krzyczeli do chłopaków: "Stój, policja!".
Sędzia Agata Adamczewska: - Świadkowie powtarzali często to, co usłyszeli w mediach. A wyjaśnienia oskarżonych były logiczne i spójne. Nie ma dowodów, które mogłyby je podważyć.
Sąd w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że policjanci zaczęli strzelać dopiero wtedy, gdy samochód Łukasza ruszył w ich stronę. Przestali, gdy ich minął. Celowali w dolną część, bo chcieli unieruchomić auto, a nie zabić jadących nim ludzi.
Sędzia Adamczewska: - Nie ma sensu dywagować, czy ktoś mógł myśleć, że to napad. Kierowca ruszył na policjantów, a to zagrażało ich życiu. Mieli prawo ten atak odeprzeć.
Zdaniem sądu nie można również mówić o pomyłce policjantów, co przez lata powtarzały media. - Policjanci nie strzelali dlatego, że w środku miał być Sebastian S. [gangster, którego szukali - red.], ale dlatego, że ich życie było zagrożone. Bez względu na to, kto kierowałby samochodem, mieliby prawo zrobić to samo - tłumaczyła sędzia Adamczewska.
Sąd przyznał, że doszło do tragedii. Jednak - jak zaznaczył - jej skutki dotknęły także policjantów. I nie chodzi tylko o to, że przez dwa i pół roku (do pierwszego wyroku) byli zawieszeni w obowiązkach służbowych i nie mogli pracować. - Do końca życia będą żyć z myślą, że zginął młody człowiek, a drugi jest sparaliżowany - mówiła sędzia.
Jednak wyrok - mimo że już drugi w tej sprawie i identyczny jak pierwszy - nie jest prawomocny. Aldona Targosz, matka Łukasza zapowiedziała, że złoży apelację. - Niech policjanci dostaną karę w zawieszeniu. Chodzi tylko o to, by zostali skazani. Nie mogą być bezkarni - mówiła.
Jeśli apelacja zostanie złożona, sąd zajmie się nią najwcześniej za kilka miesięcy. Będzie mógł utrzymać wyrok w mocy, albo uchylić i po raz drugi zwrócić sprawę do sądu okręgowego. A wtedy proces będzie toczył się po raz trzeci.
Spośród uniewinnionych wczoraj funkcjonariuszy trzech wciąż pracuje w policji. W wydziale kryminalnym zajmują się rozpoznaniem. Nie uczestniczą w zatrzymaniach. Czwarty policjant przeszedł na emeryturę.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Strzelanina na Bałtyckiej: policjanci niewinni
jaro_ss
17.07.09, 12:05
Dalej broń palna jest traktowana jak tajemnicze zło magiczne, gdzie programyjak zachować się w przypadku zatrzymania przez Policję, strzelaniny, czychoćby jak obchodzić się z wiatrówkami »
Najczęściej czytane24 htydzień




