Starsza pani pogrąży budżet Poznania?

Piotr Żytnicki
16.07.2009 , aktualizacja: 16.07.2009 12:01
A A A Drukuj
Kilkudziesięciu milionów złotych żąda od miasta za zrobienie z jej działki wysypiska śmieci właścicielka ziemi. Urzędnicy magistratu już szykują się do wojny
Sąd
Fot. Tomasz Kaminski / AG
Sąd
ZOBACZ TAKŻE
- Grobelny, jak o mnie pomyśli, to już się cały trzęsie - 82-letnia Krystyna Śniegocka-Lipińska po raz pierwszy się uśmiecha. Emerytka, matka posła PO Dariusza Lipińskiego, jest właścicielką pięciohektarowej działki przy ul. Naramowickiej 350.

Otoczona lasami ziemia to dawne miejskie wysypisko śmieci. Ekologiczna bomba: metale ciężkie (cynk, miedź, ołów, kadm, nikiel), substancje ropopochodne, azot amonowy i fosforany. Wszystko zakopane kilkanaście centymetrów pod ziemią. Na działce nie można nic budować jeszcze przez 20 lat.

- To miasto doprowadziło ją do takiego stanu - mówi poznanianka. Jej prawnicy zlecili już ekspertom wyliczenie kosztów rekultywacji. Odpowiedź mają dostać w przyszłym tygodniu, ale już wiadomo, że będzie to nawet 50 mln zł (rekultywacja wysypiska na wrocławskich Maślicach, dwukrotnie większego od tego na Naramowickiej, kosztowała 70 mln zł). Takich pieniędzy Śniegocka-Lipińska będzie domagać się od miasta w sądzie.

Ziemię kupiła jej matka w latach 50. Rodzina miała tam gospodarstwo, ale gleba słabo nadawała się do upraw. W 1970 r. Śniegocka-Lipińska wydzierżawiła ją miejskiemu przedsiębiorstwu drogowemu. Powstała żwirownia. Ostatni punkt umowy - kobieta pokazuje dokument sprzed 40 lat - mówi jasno: po zakończeniu wydobycia drogowcy zrekultywują działkę.

Ale sześć lat później, bez wiedzy właścicielki, na wyrobisko zaczęły zjeżdżać śmieciarki. Gdy kobieta zaczęła protestować, została wywłaszczona i z działki już zgodnie z prawem korzystało miasto, które urządziło tam wysypisko śmieci.

Składowisko funkcjonowało tam do 1980 r. Kobiecie udało się odzyskać działkę dopiero 12 lat później. Pomogło jej prawo, które jasno mówi: gdy wywłaszczona ziemia nie zostanie wykorzystana na cel publiczny, który był podstawą wywłaszczenia, należy ją zwrócić właścicielowi.

Śniegocka-Lipińska odzyskaną ziemię chciała sprzedać miastu, ale urząd ani myślał płacić. Zgłosiła więc zniszczenie działki. Miasto jako sprawca musi ją zrekultywować.

W 2002 r. prezydent Ryszard Grobelny nakazał przygotowanie projektu rekultywacji. Urzędnicy opracowali plan prac - tyle że częściowych i rozłożonych do końca 2010 r. Śniegocka-Lipińska nie chciała tyle czekać. Sąd przyznał jej rację i kazał miastu przygotować nowy plan.

Ale wtedy miasto zaczęło kwestionować jej prawo do działki. Sprawa trafiła do sądu. Półtora roku temu poznanianka wygrała przed NSA. Co na to Urząd Miasta? Miesiąc temu złożył nowy wniosek o cofnięcie zwrotu ziemi.

Anna Szpytko, rzeczniczka prezydenta: - Nie zgadzamy się z tą decyzją i chcemy, by sprawę zbadano raz jeszcze.

Ale 82-letnia właścicielka ziemi widzi sprawę inaczej: - Myślą sobie, stara baba, długo nie pożyje i problem się sam rozwiąże. Ale ja na to nie pozwolę.

Szpytko się oburza: - Nie gramy na czas!

Gdy tylko eksperci oszacują koszty rekultywacji (trzeba wykopać i wywieźć śmieci zakopane nawet pięć metrów pod ziemią, a potem nawieźć tam nową ziemię), prawnicy właścicielki wyślą do miasta żądanie zapłaty. To standardowa procedura przed pozwem do sądu. Ostatnia szansa, by się porozumieć.

Jednak miasto już dziś mówi, że nic nie zapłaci. Dlaczego? Szpytko wyjaśnia, że w 1976 r. za nieruchomość Śniegocka-Lipińska otrzymała odszkodowanie, a wnosząc o zwrot działki, dobrze wiedziała, że było na niej wysypisko śmieci. I w jakim stanie jest jej grunt.

Mecenas Przemysław Maciak z kancelarii Sójka & Maciak (reprezentuje właścicielkę działki) do końca liczył na polubowne zakończenie sprawy. - To byłoby korzystniejsze i dla naszej klientki, bo dla niej liczy się czas, i dla miasta, bo oszczędziłoby pieniądze. Niestety, ta sprawa pokazuje urzędniczą niemoc i lęk przed wzięciem odpowiedzialności za decyzje. Lepiej jest przegrać w sądzie i powiedzieć: jest wyrok, musimy zapłacić, niż usiąść do rozmów i podpisać ugodę swoim nazwiskiem. Mimo że ta druga opcja byłaby korzystniejsza - tłumaczy.

- Spotkałam się osobiście z prezydentem Grobelnym. Powiedział tylko z oburzeniem: "Co nam tu pani narobiła?" A to przecież mnie ukradli działkę - podkreśla Śniegocka-Lipińska.

Anna Szpytko: - Naszym jedynym motywem jest tylko i wyłącznie obrona majątkowych interesów miasta.

Śniegocka-Lipińska: - Zdecydowałam się na walkę z miastem, bo wiem, że nie będę żyć wiecznie. Chcę zdążyć przed śmiercią. Pieniądze dostaną moje wnuki.

Podziel się

  • 137 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    32 głosy

  • wnuki? mieczotronix 16.07.09, 07:40

    Chyba na rekultywacje dostanie te pieniądze? Wnuki firmę rekultywacyjną prowadzą?»

  • Re: Starsza pani pogrąży budżet Poznania? tomiczek7 16.07.09, 08:04

    Ta Pani jak widać z artykułau to dobra cwanaiczka. Dostała odszkodowanie w 1976. Potem złozyła wnuosek o zwrot dziłaki,wiedziła, że na Nim było wysypisko. Odmówiła rekultywacji przez miasto,»

  • Starsza pani pogrąży budżet Poznania? olowas1 16.07.09, 23:42

    ludziska, żal, jak pieprzycie. Przecież sąd uznał prawo pani do działki izłamanie prawa przez urzędasów miejskich. Problem w tym, że płacimy za to my,a nie te karmiące się publicznym dobrem »