W pokoju wszystko jest białe jak śnieg. Ściany, parawan, kołdra, którą przykryta jest Milenka. Spod niej wystaje bialutka, gładka skóra głowy. Dziewczynka odpoczywa po zabiegu autoprzeszczepu szpiku kostnego. Przy łóżku siedzi tata. Cały zielony: w fartuchu, czepku i masce osłaniającej usta. Śpi na krześle.
4 sierpnia upłynie pięć lat, odkąd dziewczynka przyszła na świat. Ostatnie pół roku spędziła w szpitalu. - To było przed sylwestrem. Zaczęła skarżyć się, że boli ją nóżka. Tak na wysokości biodra. Bolała, bolała, aż w końcu mała przestała chodzić - opowiada mama dziewczynki, Joanna Krawczyk. Wraz z rodziną mieszka w Kraszewicach, koło Ostrzeszowa. - Zanim trafiliśmy na onkologię w Poznaniu, w szpitalu w Ostrowie Wlkp. błędnie zdiagnozowano złamanie w stawie biodrowym - wspomina kobieta.
Do poznańskiej Kliniki Onkologii Milenka trafiła ze stwierdzeniem 6,5-centymetrowego guza w nadnerczu, przerzutów do wątroby i szpiku. Od tamtego czasu przeszła osiem chemioterapii. - Najgorzej znosiła te pierwsze. Cała była obolała, cierpiąca - mówi mama dziewczynki. - Ale pomogło. Po sześciu chemiach zrobiliśmy badania. Wątroba i szpik czyste. Zostały jeszcze ślady w kościach. Żeby je zniszczyć, lekarze podali Milence dodatkowe dwie chemie. W piątek przeszła autoprzeszczep szpiku - dodaje kobieta.
Mama mówi o córeczce "mała niania", bo bardzo lubi bawić się lalkami, jeździć z nimi na spacery. - Odkąd zachorowała, lalki są chore. Leczy im nóżki, daje zastrzyki. Zna nazwy leków, które sama przyjmuje. Mówi: A teraz podam ci zofran, żebyś nie wymiotowała. A teraz chemię.
Milenka jest dzielna. - Pociesza nas: zobaczycie, wyzdrowieję. Nie martwcie się - powtarza słowa córki mama. Dziewczynka znosi chorobę cierpliwie. Jest wyrozumiała. - Pytała, ale nigdy nie powiedziałam jej, że ma nowotwór, tylko że komórki w jej ciele są chore - mówi pani Joanna.
Ponieważ mama dziewczynki nie pracuje, mała nie chodziła do przedszkola. Za rok Milenka chciałaby jednak pójść do zerówki. Tęskni za innymi dziećmi. I za frytkami z ketchupem, których nie może teraz jeść z powodu choroby.
By pomóc Milence i innym dzieciom walczącym z nowotworami jak najszybciej wrócić do domów, "Gazeta" w najbliższy piątek zamieni się w punkt zbiórki krwi. Na tych, którzy chcieliby pomóc, czekamy - wraz z członkami Klubu Honorowych Dawców Krwi PCK "Honorowi" - w naszej siedzibie, przy ul. 27 Grudnia 3, w godz. 9-15.
- Krew jest nam bardzo potrzebna. Zwłaszcza teraz, latem, kiedy dawców jest dużo mniej. Każda chemioterapia niszczy krew dzieci. By mogły dojść do siebie, często trzeba im ją przetaczać kilka razy dziennie - mówi jedna z pielęgniarek pracujących na oddziale transplantacji szpiku przy ul. Szpitalnej. Jak dodaje mama Milenki, zdarza się, że chore dziecko czeka na krew nawet pół dnia.
Na piątkową zbiórkę mogą przyjść wszyscy, którzy skończyli już 18, ale nie mają więcej niż 65 lat. Krwi nie mogą oddać osoby cierpiące na astmę, choroby serca, niewydolność krążenia, alergie czy przewlekłe zapalenie wątroby. Zapraszamy po lekkim śniadaniu, z dowodem osobistym lub paszportem.
Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań