Nasi miejscy galernicy od galerii handlowych

- pisze Maciej Kacprzak*
12.07.2009 , aktualizacja: 12.07.2009 20:58
A A A Drukuj
Wszystko wskazuje na to, że władze Poznania pracują w pocie czoła z determinacją godną - tu określenie samo się narzuca - galerników, abyśmy osiągnęli największe na świecie nasycenie galeriami handlowymi. Bo w Polsce już dziś w tej dziedzinie dzierżymy prymat
Wąski chodnik wzdłuż ul. Katowickiej, zbudowany półtora miesiąca temu, to jedyna miejska inwestycja dla mieszkańców osiedli na Polance - pisze Maciej Kacprzak
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Wąski chodnik wzdłuż ul. Katowickiej, zbudowany półtora miesiąca temu, to jedyna miejska inwestycja dla mieszkańców osiedli na Polance - pisze Maciej Kacprzak
ZOBACZ TAKŻE
Od pewnego czasu na łamach "Gazety Wyborczej" toczy się interesująca dyskusja na temat kierunków rozwoju urbanistycznego i komunikacyjnego Poznania. Chciałbym zabrać w niej głos - chodzi mi o plany i wizje (czy raczej ich brak) władz naszego miasta w odniesieniu do dzielnicy położonej w obrębie ulic: Polanka, Katowicka i Milczańska (popularnie zwanej dzielnicą Polanka).

Polanka, czyli "ziemia niczyja"

Jeszcze na początku lat 90. na tym terenie stało jedynie kilka domków jednorodzinnych, rozległy teren zajmowała firma Agroma zajmująca się sprzedażą sprzętu rolniczego. Kiepskie drogi były więc problemem niewielu osób. Około połowy lat 90. zaczęły powstawać nowoczesne budynki wielorodzinne przy ul. Polanka oraz Zabrzańskiej. Prawdziwa "eksplozja" inwestycji mieszkaniowych zaczęła się dopiero na początku obecnej dekady, kiedy to do budowy nowych osiedli przystąpiła firma Ataner (przy ul. Katowickiej) oraz firma Budimex (przy ul. Milczańskiej). Kolejnym dużym osiedlem był zbudowany trzy lata temu TBS przy ul. Katowickiej.

Rezultatem jest powstanie dużej (nawet w skali całego miasta) dzielnicy. Mieszka tu 5-10 tys. mieszkańców. Zdawać by się mogło, iż powstanie nowej dzielnicy nie może zostać niezauważone przez władze miejskie i że logicznym tego następstwem powinien być rozwój niezbędnej infrastruktury. Nic bardziej mylnego. Pasywność władz miasta wskazuje wręcz na to, jakby w ich mniemaniu teren ten nadal zajmowały jedynie nieużytki oraz firma sprzedająca traktory. Dojazd do osiedli wciąż obsługuje wąska, dziurawa i nieoświetlona ulica Katowicka oraz niewiele lepsza ul. Polanka. Komunikację tramwajową nadal obsługuje jeden przystanek, do którego równie daleko jest mieszkańcom TBS-u, jak i mieszkańcom osiedla przy ul. Milczańskiej. Nie powstało żadne przedszkole, żaden żłobek. Nawet przy okazji wyborów mieszkańcy dzielnicy muszą korzystać z komisji wyborczych na innych osiedlach.

Również bliskość terenów rekreacyjnych przy jeziorze Malta, z pozoru spory atut, była przez lata czystą iluzją. Aby się tam bowiem dostać, trzeba było najpierw pokonać istny terenowy tor przeszkód (przebijanie się przez błoto, ewentualnie kurz), połączony z hazardem komunikacyjnym (trzeba było spacerować po jezdni ul. Katowickiej).

Dość powiedzieć, że jako mieszkaniec tej dzielnicy od początku dekady nie dostrzegłem choćby jednej złotówki wydanej przez miasto na poprawę jakości życia mieszkańców (z wyjątkiem zbudowanego ostatnio wąskiego chodnika, o czym niżej).

Galeria Malta, czyli "dobrodziej"

Świetnym przykładem tego, jak władze naszego miasta dbają o dobro mieszkańców, jest sprawa otwartej w marcu tego roku Galerii Malta przy ul. Baraniaka. W związku z inwestycją ul. Baraniaka została przebudowana na długości ok. 400 metrów (razem ze skrzyżowaniem z ul. Katowicką), postawiono też kładkę dla pieszych nad tą ruchliwą ulicą. Skala inwestycji ogromna, zdawać by się więc mogło, iż przy okazji zostanie zrobione także coś dla mieszkańców tego terenu. Sprawę znam dobrze, bo w 2005 r. brałem udział w społecznej akcji na rzecz zainstalowania świateł na niebezpiecznym skrzyżowaniu ul. Baraniaka i Katowickiej oraz budowy chodnika wzdłuż ul. Katowickiej.

W korespondencji z zarządem miasta, jaką dysponuję, wiceprezydent Mirosław Kruszyński przekonywał (pismo z 28 lutego 2005 r.), iż budowa chodnika wzdłuż ul. Katowickiej jest tak skomplikowana technicznie i kosztowna, że wręcz niemożliwa. Prezydent informował również, że w umowie z inwestorem Galerii Malta jest zapis, iż przebudowę niebezpiecznego skrzyżowania wykona on już wiosną 2006 r. W innym piśmie (z 18 kwietnia 2008 r.) prezydent Stępień informował, iż przewidziana jest budowa przez inwestora Galerii Malta "kładki dla pieszych nad ul. Baraniaka i ścieżki rowerowej łączącej odcinek ścieżki rowerowej w ul. Katowicką ze ścieżką rowerową bulwaru Maltańskiego".

Tyle słowa. A fakty? Skrzyżowanie, owszem, zostało przebudowane przez inwestora, ale nie na początku, ale na końcu prac budowlanych (oddane w drugiej połowie 2008 r.). A zaledwie 50 m od niego ulica Katowicka nadal pozostała w stanie odpowiadającym ruchowi raczej wozów drabiniastych, a nie tysięcy samochodów. Zachwalana kładka dla pieszych owszem, powstała i architektonicznie prezentuje się całkiem efektownie, tyle tylko że ze względu na swoje usytuowanie (prowadzi wprost do wejścia do Galerii Malta, znacznie oddalonego od skrzyżowania) służy klientom centrum handlowego, a mieszkańcom - praktycznie w żadnym stopniu.

Co się zaś tyczy chodnika, to został wybudowany ok. półtora miesiąca temu. Jest bardzo wąski, ale lepszy taki niż żaden. Budowa tego chodnika zajęła niecałe dwa dni, co brzmi wręcz groteskowo, gdy zestawić to z "olbrzymimi trudnościami" techniczno-kosztowymi przedstawianymi uprzednio przez władze. Nie mam zresztą złudzeń: impulsem do wybudowania chodnika był zwyczajny wstyd, gdy - po otwarciu Galerii Malta - tłumy ludzi zaczęły się przebijać przez błoto i pas ulicy z przystanku tramwajowego do centrum handlowego.

Pozostaje zatem pytanie, czy przebudowa ul. Baraniaka oraz skrzyżowania z ul. Katowicką cokolwiek poprawiła? Otóż tu mamy kłopot. Infrastruktura ta nie obsługuje sprawnie nawet ruchu wygenerowanego przez samo centrum handlowe, o mieszkańcach już nie wspominając. Do tego podczas ostatnich deszczów skrzyżowanie najłatwiej byłoby pokonać amfibią lub pontonem. Wygląda na to, że w ferworze budowy zapomniano o efektywnym odprowadzeniu wody ze skrzyżowania (wcześniej problem nieznany).

Przytoczenie powyższych, dość szczegółowych faktów, uznałem za konieczne, aby wykazać, iż poprzez dbałość o interesy mieszkańców władze miasta rozumieją raczej wyręczanie się inwestorem prywatnym. Problem polega na tym, że ów inwestor nie kieruje się kryterium dobra mieszkańców, a kryterium własnej korzyści (z czego zresztą trudno uczynić mu zarzut). Efekt jest taki, że bądź nie realizuje zadań "miejskich", bądź zamienia je w karykaturę.

Centrum Handlowe Łacina, czyli powtórka z rozrywki razy dwa

No cóż, Galeria Malta stoi, i tego się nie zmieni. Wydawać by się mogło, iż zapotrzebowanie na centra handlowe w tej części miasta zostało zaspokojone na wiele lat. Nic bardziej mylnego. Władze miasta już przygotowują mieszkańcom kolejną atrakcję. W odległości ok. 300 m w kierunku południowym, na terenie Łaciny, gdzie dziś są łąki i nieużytki, ma wkrótce powstać kolejne centrum handlowe. Tyle że około dwa razy większe!

Jak zachwala na swojej stronie internetowej inwestor - firma APSYS - będzie to: "jedno z największych i najważniejszych centrów handlowo-rozrywkowych powstających w Polsce." Nie znam się na kryteriach "ważności" centrów handlowych, do liczb jednak można się odnieść. Centrum to będzie miało 108 tys. m kw. powierzchni handlowej (dla porównania: Galeria Malta ma 54 tys. m. kw). Prawdziwy kolos, żeby nie powiedzieć: moloch.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, które można streścić w pytaniach: jaki jest pomysł władz Poznania na zagospodarowanie przestrzenne miasta? Jaki jest sens stawiania kolejnych gigantycznych centrów handlowych? Jakie jest uzasadnienie zlokalizowania dwóch centrów handlowych obok siebie? To zresztą nie pierwszy raz - przecież Galerię Pestka postawiono w bezpośrednim sąsiedztwie Plazy.

Wszystko wskazuje na to, że zarząd miasta pracuje w pocie czoła z determinacją godną - tu określenie samo się narzuca - galerników, abyśmy osiągnęli największe na świecie nasycenie galeriami handlowymi (w Polsce już dziś dzierżymy prymat) i zdobyli wątpliwą sławę Królestwa Konsumpcji. Jest to oczywiście jedna z koncepcji rozwoju, tylko czy na pewno jest ona zgodna z interesem mieszkańców?

Rzecz jasna nikt rozsądny nie będzie forsował tezy, aby teren Łaciny pozostał krainą łąk i nieużytków. Jest poza sporem, że jest to teren bardzo atrakcyjny, praktycznie w centrum miasta i musi zostać w jakiś sposób zagospodarowany. Ale ten sposób musi jednak być zgodny z zasadą zrównoważonego rozwoju i zmierzać do polepszenia, a nie pogorszenia jakości życia mieszkańców. Przedstawianie takich koncepcji wykracza poza ramy niniejszego artykułu, należałoby zachęcić zarówno mieszkańców, jak i władze do rzeczywistej, a nie pozorowanej dyskusji na ten temat. A jak było dotychczas z tą dyskusją?

Podziel się

  • 44 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

  • Nasi miejscy galernicy od galerii handlowych starszy_komentator 12.07.09, 23:46

    Bardzo ciekawa wypowiedź!Warto dodać jeszcze dwie rzeczy. Zarówno teren Galerii Malta, jak i Łacina, to praktycznie centrum miasta. Zezwalając na koszmary architektoniczne jakimi są takie »

  • Nasi miejscy galernicy od galerii handlowych mn_poz 13.07.09, 12:14

    I co z tego, że dwie galerie obok sebie? Jesli jest na to miejsce, to niech budują skoro mają pieniądze. Chodzi tylko o to, żeby centra nie zdominawały przestrzeni, żeby powstało tam coś »

  • Re: Nasi miejscy galernicy od galerii handlowych annamariaj 11.09.09, 00:50

    Świetny, rzeczowy artykuł. Podpisuję się pod nim obiema rękami, jak i podwieloma wypowiedziami tutaj. To, jak od lat wygląda ulica Katowicka - wąska,dziurawa, nieoświetlona, bez porządnego »