Będą leczyć zęby tybetańskim dzieciom
08.07.2009
, aktualizacja: 10.07.2009 11:54
Poznański lekarz Bartosz Niedziółka wyrusza w październiku do sierocińca w Indiach, by leczyć jego wychowanków. Większość z nich zobaczy dentystę po raz pierwszy.
Yangchen Tsomo, Tybetanka, ma 16 lat. Pochodzi z wioski Dhonpaton w Nepalu. W lutym ubiegłego roku mama przywiozła ją wraz z bratem do sierocińca w Indiach, bo nie mogła zapewnić im godziwego życia. Yanchen cieszy się, że może dalej się uczyć. Właśnie skończyła siódmą klasę. Z kolei Pema Tenzina, 11-latka, do sierocińca przywiózł brat. Chłopak bardzo lubi się uczyć języka tybetańskiego. Jest w piątej klasie.
Jesienią tego roku Yanchen i Pema po raz pierwszy w życiu zobaczą dentystę. Zbada nie tylko ich, ale także 300 ich kolegów. Do sierocińca Bon Children's Home (BCH), w którym mieszkają, przyjedzie poznański lekarz Bartosz Niedziółka. Od trzech lat pomaga sierocińcowi, angażując się w działalność poznańskiej fundacji Nyatri. Zbiera ona pieniądze dla tybetańskich dzieci od 2005 r. Nieustannie poszukuje osób, które chciałyby wesprzeć finansowo któregoś z wychowanków sierocińca. - Nasi darczyńcy przekazują pieniądze na konkretne dziecko. W ten sposób zostają "rodzicami serca" - tłumaczy Natalia Bieniaszewska, koordynatorka wyjazdu lekarzy do BCH. Każdy rodzic serca przekazuje na jedno dziecko od 25 do 75 dolarów. Pieniądze idą na opiekę medyczną, środki czystości i ubrania.
Niedziółka dowiedział się o fundacji od znajomych. - Koleżanka żony tak ciekawie opowiadała o sierocińcu, że od razu postanowiłem się dołączyć. Razem z przyjaciółmi zaadoptowaliśmy 11-letnią dziewczynkę Tsering.
W zeszłym roku Niedziółka postanowił, że pojedzie do sierocińca i przeprowadzi tam akcję dentystyczną. - Zastanawiałem się, w jaki jeszcze sposób mógłbym pomóc tym dzieciom. Pomyślałem, że skoro leczę zęby, to może poleczę je również w sierocińcu.
Wyjazd do sierocińca jest zaplanowany na październik. Lekarz pojedzie tam razem z kolegą dentystą Jackiem Pawłowskim oraz wolontariuszami z fundacji. Przelot i pobyt dentyści opłacają sobie sami. Mają natomiast nadzieję, że dzięki pomocy innych uda im się uzbierać pieniądze na sprzęt i niezbędne materiały. - Każdy był u dentysty, więc wie, ile potrzeba sprzętu do leczenia zębów. A musimy przecież stworzyć nasz prowizoryczny gabinet od podstaw - mówi Niedziółka. - Przyda się wszystko: od waty i rękawiczek, po skaler ultradźwiękowy do oczyszczania zębów - dodaje.
Część sprzętu lekarze już mają. Część kupili sami. Sporo - podarowali sponsorzy. - Dzięki darczyńcom udało się również sfinansować najdroższy zakup, czyli przenośny fotel stomatologiczny, bez którego nie moglibyśmy pracować - podkreśla Niedziółka.
Wciąż brakuje jednak plomb, opatrunków dentystycznych, materiałów do profilaktyki i do dezynfekcji.
- Sprzęt niekoniecznie musi być nowy, ale sprawny. Powinien też mieć wszystkie niezbędne certyfikaty i dokumenty, by można go było wwieźć do Indii - tłumaczy Niedziółka.
Jesienią tego roku Yanchen i Pema po raz pierwszy w życiu zobaczą dentystę. Zbada nie tylko ich, ale także 300 ich kolegów. Do sierocińca Bon Children's Home (BCH), w którym mieszkają, przyjedzie poznański lekarz Bartosz Niedziółka. Od trzech lat pomaga sierocińcowi, angażując się w działalność poznańskiej fundacji Nyatri. Zbiera ona pieniądze dla tybetańskich dzieci od 2005 r. Nieustannie poszukuje osób, które chciałyby wesprzeć finansowo któregoś z wychowanków sierocińca. - Nasi darczyńcy przekazują pieniądze na konkretne dziecko. W ten sposób zostają "rodzicami serca" - tłumaczy Natalia Bieniaszewska, koordynatorka wyjazdu lekarzy do BCH. Każdy rodzic serca przekazuje na jedno dziecko od 25 do 75 dolarów. Pieniądze idą na opiekę medyczną, środki czystości i ubrania.
Niedziółka dowiedział się o fundacji od znajomych. - Koleżanka żony tak ciekawie opowiadała o sierocińcu, że od razu postanowiłem się dołączyć. Razem z przyjaciółmi zaadoptowaliśmy 11-letnią dziewczynkę Tsering.
W zeszłym roku Niedziółka postanowił, że pojedzie do sierocińca i przeprowadzi tam akcję dentystyczną. - Zastanawiałem się, w jaki jeszcze sposób mógłbym pomóc tym dzieciom. Pomyślałem, że skoro leczę zęby, to może poleczę je również w sierocińcu.
Wyjazd do sierocińca jest zaplanowany na październik. Lekarz pojedzie tam razem z kolegą dentystą Jackiem Pawłowskim oraz wolontariuszami z fundacji. Przelot i pobyt dentyści opłacają sobie sami. Mają natomiast nadzieję, że dzięki pomocy innych uda im się uzbierać pieniądze na sprzęt i niezbędne materiały. - Każdy był u dentysty, więc wie, ile potrzeba sprzętu do leczenia zębów. A musimy przecież stworzyć nasz prowizoryczny gabinet od podstaw - mówi Niedziółka. - Przyda się wszystko: od waty i rękawiczek, po skaler ultradźwiękowy do oczyszczania zębów - dodaje.
Część sprzętu lekarze już mają. Część kupili sami. Sporo - podarowali sponsorzy. - Dzięki darczyńcom udało się również sfinansować najdroższy zakup, czyli przenośny fotel stomatologiczny, bez którego nie moglibyśmy pracować - podkreśla Niedziółka.
Wciąż brakuje jednak plomb, opatrunków dentystycznych, materiałów do profilaktyki i do dezynfekcji.
- Sprzęt niekoniecznie musi być nowy, ale sprawny. Powinien też mieć wszystkie niezbędne certyfikaty i dokumenty, by można go było wwieźć do Indii - tłumaczy Niedziółka.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Będą leczyć zęby tybetańskim dzieciom
katikot
09.07.09, 08:52
Świetny pomysł, mam nadzieję, że uda się dozbierać/zakupić brakujące rzeczy! »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Minęło 100 dni Term Maltańskich: ...
- Jak Maria Strzałko Poznań konserwowała ...





