Poznań potrzebuje minaretu Joanny Rajkowskiej
06.07.2009
, aktualizacja: 06.07.2009 18:16
Projekt "Minaret" jest ciekawy właśnie dlatego, że dla Poznania jest - jeszcze - kulturowo obcy!
Jeśli ci, którzy uważają się za kulturowe, artystyczne i estetyczne elity Poznania dopuszczą do tego, że komin starej papierni nie przemieni się w minaret według projektu Joanny Rajkowskiej, wywiesimy na granicach miasta białe flagi. Powiedzmy wszystkim wystawcom Międzynarodowych Targów Poznańskich i gościom kolejnych wielkich konferencji, że interesuje nas tylko ich kasa! Nie mówmy więcej, że Poznań, to miasto intelektualnej przestrzeni. Nie chwalmy się tym, że tu się dobrze żyje. Przesada? Zastanówmy się!
W stanowisku sądu konkursowego poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP) w sprawie pomysłu Joanny Rajkowskiej, kluczowe są dwa podpunkty: ten, że realizacja zamierzenia artystki jest obca kulturowo - to w podpunkcie "a" - i argumentacja z podpunktu "e", gdzie czytamy, że pomysł Rajkowskiej nie posiada żadnych istotnych walorów artystycznych, związanych z wydarzeniami kulturalnymi miasta. Oto dowody na to, że w rejonie ulic Garbary, Estkowskiego, Szyperska, Piaskowa powinien zostać zrealizowany projekt artystki, której pomysły dobrze zrobiły warszawiakom. Wielu z nich zanim je zrozumiało, długo na temat ich sensu i siłą rzeczy na temat swojego miasta dyskutowało. Projekt "Minaret" jest ciekawy właśnie dlatego, że dla Poznania jest - jeszcze - kulturowo obcy!
Ciekawe, że tak radykalnych głosów krytyki ze strony SARP nie było słychać, kiedy w kolejnym miejscu centrum Poznania powstawały obrzydliwe i wywołujące agresję budynki. Realizacje, które są zaprzeczeniem wizerunku przyjaznego i estetycznego miasta. Oczywiście, że w mieście takim jak Poznań, architektura zwykle nie ma kontekstu kulturowego i jest użyteczna. Ale czy nie świadczy o mieszkańcach decydentach i mieście, w którym jest?
Poznań jest miastem, gdzie galabija, czador czy nawet przysłonięta przez muzułmankę głowa nie pozostają niezauważone. Poznaniacy mają świadomość - tak mi się wydaje - że Libańczyk, Irakijczyk są tu lekarzem czy wykładowcą uniwersyteckim. Ale czy dopuszczają do siebie, że Jemenka czy pochodząca z Iranu żona sąsiada po prostu tu mieszkają, a nie tylko pełnią funkcje użyteczne dla społeczeństwa? Po przeczytaniu kilkunastu komentarzy na forum internetowym gazeta.pl i listów w dziale "Czytelnicy do Gazety" rysuje mi się obraz poznaniaka, który dobrze czuje się tylko wtedy, jeśli po ulicy chodzą ludzie lubiący i wierzący w to samo, co on. "Znakomity pomysł z tym minaretem. Niemniej proponowałbym rozszerzenie projektu o niegolenie się mężczyzn i chodzenie kobiet chociaż w piątki w czadorach"- napisał czytelnik Gerard Jezierski, którego list został wydrukowany pod tytułem "Najpierw minaret, potem będzie meczet". A jeśli nawet tak by miało być, to co? Przestanie Pan wierzyć w to, w co Pan wierzy? A może projekt Rajkowskiej, to sytuacja, którą wszyscy powinniśmy wykorzystać jako kanwę dyskusji na temat tego, jakim miastem jest Poznań? Jacy są poznaniacy? Bo to, że sami ze sobą w swoim homogenicznym sosie czują się dobrze, to już wiemy. Przecież o tym, że w miarę bogacenia się każdego kraju pojawia się w nim coraz więcej imigrantów, a struktura społeczna dużych miast będzie się zmieniać, chyba przypominać nie trzeba? No chyba, że wyrazem tolerancji i wspaniałomyślności w Poznaniu jest to, że na stadionie Kolejorza nie rzuca się w piłkarzy - obcokrajowców bananami!
Projekt Joanny Rajkowskiej - oczywiście jeśli zostanie zrealizowany - będzie kosztował 540 tysięcy złotych. Czy będą to pieniądze wydane na rozpoczęcie ekspansji muzułmanów w Poznaniu? Albo czy w ten sposób za publiczne pieniądze powstanie przyczółek ludzi, którzy chcą zamienić Polskę w kalifat? Tak piszą przeciwnicy. A może pomyślmy o tej sprawie tak: Poznań jest majętnym miastem, które stać na sfinansowanie klimatu do bardzo istotnej społecznie dyskusji. Dyskusji o wielokulturowości, o tym, że nie wszyscy, którzy tu mieszkają albo sprowadzą się w najbliższych latach, są białymi katolikami, którzy w niedzielę jedzą schabowego z kapustą!
Miasto z krążącym ponad głowami mieszkańców protestanckim etosem pracy potrzebuje bomb, które odpalone przez artystów wywołują dyskusje. Nawet, jeśli efektem dyskusji o projekcie przemiany komina w minaret ma być potwierdzenie stereotypu poznaniaka jako nieznoszącego zmian i opętanego mitem własnej pracowitości. Mam jednak nadzieję, że niedługo, wczesnym rankiem, jednorazowo na inaugurację projektu "Minaret" mieszkańców centrum miasta obudzi muezin. I wywoła kolejną dyskusję.
* Tomasz Lisiecki jest dziennikarzem Polsat News
W stanowisku sądu konkursowego poznańskiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP) w sprawie pomysłu Joanny Rajkowskiej, kluczowe są dwa podpunkty: ten, że realizacja zamierzenia artystki jest obca kulturowo - to w podpunkcie "a" - i argumentacja z podpunktu "e", gdzie czytamy, że pomysł Rajkowskiej nie posiada żadnych istotnych walorów artystycznych, związanych z wydarzeniami kulturalnymi miasta. Oto dowody na to, że w rejonie ulic Garbary, Estkowskiego, Szyperska, Piaskowa powinien zostać zrealizowany projekt artystki, której pomysły dobrze zrobiły warszawiakom. Wielu z nich zanim je zrozumiało, długo na temat ich sensu i siłą rzeczy na temat swojego miasta dyskutowało. Projekt "Minaret" jest ciekawy właśnie dlatego, że dla Poznania jest - jeszcze - kulturowo obcy!
Ciekawe, że tak radykalnych głosów krytyki ze strony SARP nie było słychać, kiedy w kolejnym miejscu centrum Poznania powstawały obrzydliwe i wywołujące agresję budynki. Realizacje, które są zaprzeczeniem wizerunku przyjaznego i estetycznego miasta. Oczywiście, że w mieście takim jak Poznań, architektura zwykle nie ma kontekstu kulturowego i jest użyteczna. Ale czy nie świadczy o mieszkańcach decydentach i mieście, w którym jest?
Poznań jest miastem, gdzie galabija, czador czy nawet przysłonięta przez muzułmankę głowa nie pozostają niezauważone. Poznaniacy mają świadomość - tak mi się wydaje - że Libańczyk, Irakijczyk są tu lekarzem czy wykładowcą uniwersyteckim. Ale czy dopuszczają do siebie, że Jemenka czy pochodząca z Iranu żona sąsiada po prostu tu mieszkają, a nie tylko pełnią funkcje użyteczne dla społeczeństwa? Po przeczytaniu kilkunastu komentarzy na forum internetowym gazeta.pl i listów w dziale "Czytelnicy do Gazety" rysuje mi się obraz poznaniaka, który dobrze czuje się tylko wtedy, jeśli po ulicy chodzą ludzie lubiący i wierzący w to samo, co on. "Znakomity pomysł z tym minaretem. Niemniej proponowałbym rozszerzenie projektu o niegolenie się mężczyzn i chodzenie kobiet chociaż w piątki w czadorach"- napisał czytelnik Gerard Jezierski, którego list został wydrukowany pod tytułem "Najpierw minaret, potem będzie meczet". A jeśli nawet tak by miało być, to co? Przestanie Pan wierzyć w to, w co Pan wierzy? A może projekt Rajkowskiej, to sytuacja, którą wszyscy powinniśmy wykorzystać jako kanwę dyskusji na temat tego, jakim miastem jest Poznań? Jacy są poznaniacy? Bo to, że sami ze sobą w swoim homogenicznym sosie czują się dobrze, to już wiemy. Przecież o tym, że w miarę bogacenia się każdego kraju pojawia się w nim coraz więcej imigrantów, a struktura społeczna dużych miast będzie się zmieniać, chyba przypominać nie trzeba? No chyba, że wyrazem tolerancji i wspaniałomyślności w Poznaniu jest to, że na stadionie Kolejorza nie rzuca się w piłkarzy - obcokrajowców bananami!
Projekt Joanny Rajkowskiej - oczywiście jeśli zostanie zrealizowany - będzie kosztował 540 tysięcy złotych. Czy będą to pieniądze wydane na rozpoczęcie ekspansji muzułmanów w Poznaniu? Albo czy w ten sposób za publiczne pieniądze powstanie przyczółek ludzi, którzy chcą zamienić Polskę w kalifat? Tak piszą przeciwnicy. A może pomyślmy o tej sprawie tak: Poznań jest majętnym miastem, które stać na sfinansowanie klimatu do bardzo istotnej społecznie dyskusji. Dyskusji o wielokulturowości, o tym, że nie wszyscy, którzy tu mieszkają albo sprowadzą się w najbliższych latach, są białymi katolikami, którzy w niedzielę jedzą schabowego z kapustą!
Miasto z krążącym ponad głowami mieszkańców protestanckim etosem pracy potrzebuje bomb, które odpalone przez artystów wywołują dyskusje. Nawet, jeśli efektem dyskusji o projekcie przemiany komina w minaret ma być potwierdzenie stereotypu poznaniaka jako nieznoszącego zmian i opętanego mitem własnej pracowitości. Mam jednak nadzieję, że niedługo, wczesnym rankiem, jednorazowo na inaugurację projektu "Minaret" mieszkańców centrum miasta obudzi muezin. I wywoła kolejną dyskusję.
* Tomasz Lisiecki jest dziennikarzem Polsat News
- 49 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Poznań potrzebuje minaretu Joanny Rajkowskiej
bromva
06.07.09, 21:23
Lisiecki, jakim prawem obrażasz Poznaniaków? Rozumiem, że wszystkie lewackiepseudoartystyczne projekty można tylko podziwiać? Sztuka to nie wsadzanie kijaw mrowisko i czekanie, aż wszyscy »
-
Re: Poznań potrzebuje minaretu Joanny Rajkowskiej
fotosmak
06.07.09, 22:17
uderz w stół, odezwą się nożyce. Jednokulturowość ogranicza człowieczeństwo i w efekcie je zabija !»
-
Re: Poznań potrzebuje minaretu Joanny Rajkowskiej
alfalfa
13.07.09, 11:47
Nie kłamcie Lisiecki, to bardzo nieładnie i niekulturalnie. Wydajcie Lisiecki te 540tys z własnej skarbonki (i kogo tam jeszcze namówicie na sponsora). Reszta co piszecie to bzdety, które »
Najczęściej czytane24 htydzień


