Koziołki trykają się na katedrze
22.05.2009
, aktualizacja: 22.05.2009 20:58
Chcesz pokazać kilku znajomym Ratusz i Farę? Uważaj, bo możesz zostać uznany za nielegalnego przewodnika. I dostać kilkaset złotych mandatu!
ZOBACZ TAKŻE
- Komentarz (22-05-09, 20:59)
Mylą daty, imiona królów, nazwiska historycznych postaci, nie znają miast, opowiadają kompletne bzdury. A turyści w nie wierzą. Mowa o niekompetentnych przewodnikach bez licencji, którzy oprowadzają wycieczki po polskich miastach. Kraków wypowiedział im wojnę już w 2003 r. Tamtejsi urzędnicy wzorowali się na europejskich miastach i kurortach, które mają własną policję turystyczną. W Krakowie jej obowiązki pełni straż miejska. Teraz tą drogą idzie też Poznań.
Kontrole przewodników potrwają przez cały sezon turystyczny. Będą je prowadzić pracownicy Urzędu Marszałkowskiego wraz ze strażnikami miejskimi. - Chcemy sprawdzać wszystkich, którzy oprowadzają grupę dziesięciu lub więcej osób - mówi Andrzej Kaleniewicz z departamentu kultury fizycznej i turystyki Urzędu Marszałkowskiego. - W myśl prawa taka grupa musi wynająć licencjonowanego przewodnika. Na tych, którzy oprowadzają bez licencji, czekają pouczenia i mandaty. Chcemy wyeliminować oprowadzaczy, którzy nic nie wiedzą o Poznaniu, źle przedstawiają miasto. I zabierają pracę naszym przewodnikom. To nieuczciwa i niekompetentna konkurencja - tłumaczy Kaleniewicz.
Jan Mazurczak, szef Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej: - Kontrole są potrzebne, bo wiele wycieczek oprowadzają piloci, którzy mało wiedzą o Poznaniu, często opowiadają głupoty. Np. o tym, że koziołki trykają się na katedrze. Są nieprzygotowani, dlatego wycieczka po mieście trwa krócej niż z przewodnikiem. To okłamywanie turystów i psucie wizerunku miasta.
Takie "psucie" widział przewodnik turystyczny Paweł Sowa. - Spotkałem polską wycieczkę na ul. Gołębiej. Osoba, która ją oprowadzała, mówiła, że Fara i Urząd Miasta to pałac arcybiskupi - kręci głową Sowa. Jego zdaniem biura podróży coraz częściej tną koszty i rezygnują z wynajmowania przewodników. A ci przecież musieli zapracować na swój zawód - chodzili na specjalne kursy i zdawali trudny egzamin.
Na nielegalnych oprowadzaczy czekają upomnienia i mandaty, nawet do 500 zł. Jednak kontrole przewodników budzą kontrowersje, bo czasem sięgają absurdu. Krakowska "Gazeta" opisywała, jak mandatem za nielegalne oprowadzanie ukarano grupę kilkunastu włoskich turystów, którzy na rynku czytali przewodnik i pokazywali sobie kościół Mariacki i Sukiennice. Inne media donosiły też o mandatach nakładanych na nauczycieli, którzy pokazywali zabytki szkolnym wycieczkom albo opowiadali na Wawelu legendę o smoku. A gdy na poznańskim rynku będziemy pokazywać grupie dziesięciu znajomym koziołki, to również możemy liczyć się z mandatem?
- Nie jesteśmy siepaczami - zapewnia Andrzej Kaleniewicz. - Ale za nami stoi prawo. Każda grupa dziesięciu i więcej zwiedzających musi wynająć przewodnika. A mało kto z takim wianuszkiem znajomych chodzi po Poznaniu - dodaje. - Kontrole powinny dotyczyć tylko wycieczek komercyjnych - uspokaja Jan Mazurczak.
Akcja sprawdzania przewodników ma swoich zaciekłych oponentów. Maciej Zimowski z Krakowa założył Akcję Wolne Przewodnictwo. - Nikomu nie można wmuszać skorzystania z usług przewodników turystycznych, czy karać za opowiadanie na ulicy. To nielegalne - mówi Zimowski. - Nieprawda, że takie kontrole działają w całej Europie. Można je spotkać we Włoszech i w Wiedniu. To anomalia, a nie norma. Kontrole tylko zniechęcą biura podróży do organizowania wycieczek po Polsce - uważa.
Kontrole przewodników potrwają przez cały sezon turystyczny. Będą je prowadzić pracownicy Urzędu Marszałkowskiego wraz ze strażnikami miejskimi. - Chcemy sprawdzać wszystkich, którzy oprowadzają grupę dziesięciu lub więcej osób - mówi Andrzej Kaleniewicz z departamentu kultury fizycznej i turystyki Urzędu Marszałkowskiego. - W myśl prawa taka grupa musi wynająć licencjonowanego przewodnika. Na tych, którzy oprowadzają bez licencji, czekają pouczenia i mandaty. Chcemy wyeliminować oprowadzaczy, którzy nic nie wiedzą o Poznaniu, źle przedstawiają miasto. I zabierają pracę naszym przewodnikom. To nieuczciwa i niekompetentna konkurencja - tłumaczy Kaleniewicz.
Jan Mazurczak, szef Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej: - Kontrole są potrzebne, bo wiele wycieczek oprowadzają piloci, którzy mało wiedzą o Poznaniu, często opowiadają głupoty. Np. o tym, że koziołki trykają się na katedrze. Są nieprzygotowani, dlatego wycieczka po mieście trwa krócej niż z przewodnikiem. To okłamywanie turystów i psucie wizerunku miasta.
Takie "psucie" widział przewodnik turystyczny Paweł Sowa. - Spotkałem polską wycieczkę na ul. Gołębiej. Osoba, która ją oprowadzała, mówiła, że Fara i Urząd Miasta to pałac arcybiskupi - kręci głową Sowa. Jego zdaniem biura podróży coraz częściej tną koszty i rezygnują z wynajmowania przewodników. A ci przecież musieli zapracować na swój zawód - chodzili na specjalne kursy i zdawali trudny egzamin.
Na nielegalnych oprowadzaczy czekają upomnienia i mandaty, nawet do 500 zł. Jednak kontrole przewodników budzą kontrowersje, bo czasem sięgają absurdu. Krakowska "Gazeta" opisywała, jak mandatem za nielegalne oprowadzanie ukarano grupę kilkunastu włoskich turystów, którzy na rynku czytali przewodnik i pokazywali sobie kościół Mariacki i Sukiennice. Inne media donosiły też o mandatach nakładanych na nauczycieli, którzy pokazywali zabytki szkolnym wycieczkom albo opowiadali na Wawelu legendę o smoku. A gdy na poznańskim rynku będziemy pokazywać grupie dziesięciu znajomym koziołki, to również możemy liczyć się z mandatem?
- Nie jesteśmy siepaczami - zapewnia Andrzej Kaleniewicz. - Ale za nami stoi prawo. Każda grupa dziesięciu i więcej zwiedzających musi wynająć przewodnika. A mało kto z takim wianuszkiem znajomych chodzi po Poznaniu - dodaje. - Kontrole powinny dotyczyć tylko wycieczek komercyjnych - uspokaja Jan Mazurczak.
Akcja sprawdzania przewodników ma swoich zaciekłych oponentów. Maciej Zimowski z Krakowa założył Akcję Wolne Przewodnictwo. - Nikomu nie można wmuszać skorzystania z usług przewodników turystycznych, czy karać za opowiadanie na ulicy. To nielegalne - mówi Zimowski. - Nieprawda, że takie kontrole działają w całej Europie. Można je spotkać we Włoszech i w Wiedniu. To anomalia, a nie norma. Kontrole tylko zniechęcą biura podróży do organizowania wycieczek po Polsce - uważa.
- 39 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
władza niech się tryknie na katedrze
1nexus1
23.05.09, 01:42
Demokracja i wolność w europejskim wydaniu. Jakim prawem, 10 wolnych ludzi nie może wybrać wolnego przewodnika? A choćby pani Kazi, która właśnie wraca ze spożywczego? Proponuję dodać, że »
-
Przewodnicy to pierwszy krok
lukask73
01.06.09, 12:57
Chcą nas wysondować.Jak to się uda i nikt już nie będzie pyskował na obowiązek wynajmowania przewodników, poznańscy restauratorzy przeforsują zakaz indywidualnego przygotowywania posiłków. »
-
Koziołki trykają się na katedrze
a-r
30.09.09, 16:32
Przeciętna wycieczka zatrzymuje się w Poznaniu na kilka godzin i ogląda trzyzabytki na krzyż. Trzeba mieć wyobraźnię licencjonowanych przewodników, abytwierdzić, że w takiej sytuacji można »
Najczęściej czytane24 htydzień


