Dlaczego nikt nie ściga gwałciciela?

Piotr Żytnicki
21.05.2009 , aktualizacja: 21.05.2009 19:39
A A A Drukuj
Cierpiący na zespół Downa 13-letni Mateusz twierdzi, że podczas długiej przerwy zgwałcił go starszy kolega. Jednak ani dyrekcja szkoły, ani policjanci i prokuratorzy nie szukają sprawcy

Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Mateusz - 13-latek z zespołem Downa i wadą serca - w 2007 r. zaczyna naukę w Zespole Szkół z Klasami Integracyjnymi i Specjalnymi na Piątkowie.10 października opowiada mamie, że "pan z brodą" wciągnął go do toalety. Przewrócił, zdjął mu spodnie i majtki. Zgwałcił palcami. I kazał milczeć.

Matka zabiera chłopca do lekarza, ten stwierdza pęknięcie błony śluzowej odbytu. Idzie do szkoły, gdzie dyrektorka przyznaje (tak matka zezna policji), że wie, kto mógł to zrobić, bo wcześniej zdarzały się już takie rzeczy.

Ale na komisariacie dyrektorka zapewnia, że w jej szkole nigdy nie było przemocy seksualnej. Przynosi oświadczenia nauczycieli: "Zachowania uczniów nie wzbudziły naszego niepokoju".

- Dyrekcja popełniła tu wiele błędów - ocenia Katarzyna Klewik-Balicka z poznańskiego Komitetu Ochrony Praw Dziecka. - Dlaczego Mateuszowi nikt nie pomógł, a napastnik wciąż chodzi do szkoły i kontaktuje się z innymi dziećmi?

Nie udaje nam się znaleźć odpowiedzi na te pytania. Dyrektorka jest na urlopie, a wicedyrektor Łukasz Skowronek mówi tylko, że w jego szkole na pewno nie doszło do gwałtu.

Jedna z osób tam pracujących mówi "Gazecie": - W szkole wszyscy bagatelizowali problem. Nikt się tym nie przejął. Nawet sobie z tego żartowano.

Po gwałcie rodzice zabierają Mateusza ze szkoły. Psychiatra i psycholog stwierdzają u niego stres pourazowy, lęk przed szkołą i rówieśnikami.

Co w tej sprawie robią policja i prokuratura? Najpierw policjantka przez 1,5 godziny przesłuchuje Mateusza na komisariacie. (- Dlaczego nie w specjalnym pokoju do przesłuchań dzieci wykorzystywanych seksualnie? - pyta Fundacja "Dzieci Niczyje"). Matki nie wpuszcza. Nie nagrywa też zeznań, by prokuratura i sąd nie musiały ponownie stresować chłopca.

Mateusz zeznaje tak, jak umie: "Ten mężczyzna miał wielkie stopy i pazury, wielką głowę i wielkie okulary. Był wysoki aż do sufitu. Dusił mnie i ściągnął mi galoty."

Sądowa psycholog ocenia: zdarzenie nie jest wytworem jego fantazji, chłopiec przeżył duży stres, ale podaje zniekształcony obraz sprawcy i przez to nie jest wiarygodny.

Następnie policja idzie do szkoły i ustala, że "nie pracuje tam żadna osoba odpowiadająca rysopisowi podanemu przez pokrzywdzonego, nie ma też ucznia o takim wyglądzie."

Prokuratura umarza śledztwo z powodu niewykrycia sprawcy.

Trzy miesiące później podczas spaceru w parku Mateusz zaczyna płakać: - Mamo, patrz, to ten Jaś! To on mnie wciągnął do łazienki.

Matka ustala, gdzie chłopak mieszka i jak się nazywa. Te dane - z prośbą o wznowienie śledztwa - wysyła do prokuratury. Ale policjanci pytają, czy zgadza się na ponowne przesłuchanie syna. Matka odpowiada, że zgadza się tylko na tzw. okazanie, na którym syn rozpozna sprawcę. - Nie chcę, by jeszcze raz opowiadał o gwałcie, który bardzo przeżył.

Prokuratura odmawia wznowienia śledztwa, tłumacząc się... brakiem zgody rodziców na wykonanie czynności z udziałem Mateusza. - Przecież to nieprawda - denerwuje się matka.

Katarzyna Pietrzak, zastępca prokuratora rejonowego na Starym Mieście, tłumaczy: - Okazanie nie może odbyć się bez przesłuchania. Jeśli chłopiec wskaże podejrzanego, będzie musiał opisać, po czym go rozpoznaje wśród innych okazywanych osób.

Pracownicy KOPD są oburzeni: - W przypadku przestępstw na tle seksualnym prawo mówi, że dziecko powinno się przesłuchiwać tylko raz.

Jednak - zdaniem prokuratury - w przypadku Mateusza nie można mówić o gwałcie czy wykorzystaniu seksualnym, ale o... uszkodzeniu ciała. "Nie każda ingerencja w narządy płciowe innej osoby jest molestowaniem, bo zachowanie sprawcy musi mieć charakter seksualny" - tłumaczy Komitetowi Mariusz Orlicki, zastępca prokuratora okręgowego.

- Przecież tu nie ma żadnych wątpliwości, że to było wykorzystywanie seksualne - oburza się Maria Keller-Hamela z Fundacji "Dzieci Niczyje".

- Obserwuję tę sprawę od początku i mam wrażenie, że prokuraturze chodzi o pozbycie się problemu. Otwarte przez kilka lat śledztwo źle wygląda w statystykach. Najlepiej pozbyć się tak trudnej sprawy, gdzie i ofiara, i sprawca jest upośledzona - komentuje Katarzyna Klewik-Balicka z KOPD. - Tymczasem dziecko cierpi. Dzieje się tak pomimo kampanii edukacyjnych i zaleceń ministra sprawiedliwości, by otaczać ofiary przestępstw seksualnych szczególną opieką.

Matka napisała skargę do Ministerstwa Sprawiedliwości. Wczoraj przyszła odpowiedź: sprawa zostanie zbadana.

Podziel się

  • 101 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy

  • Dlaczego nikt nie ściga gwałciciela? selfhelp 22.05.09, 02:18

    trzeba zaskarzyc wszystkich co tuszuja lub niedopelniaja swoich sluzbowych obowiaskow i niech dzienikarze ujawnia niudacznikow lenichow smierdzacych skompromisowac az do wywalenia na bruk»

  • Reakcja dyrekcji silverstrike 22.05.09, 10:12

    Szczerze mówiąc nie jestem zaskoczona reakcją szkoły. W podobny sposób dyrekcja zachowywała się kiedy ja tam uczęszczałam. Pamiętam, jak raz zostałam tam pobita przez jednego z uczniów, »

  • Dlaczego nikt nie ściga gwałciciela? aleksylvester 22.05.09, 12:13

    A mnie dotychczasowy przebieg sprawy nie dziwi. Sam jestem prawnikiem i wiem, ze w tego typu sprawach - bardzo trudno jest skazac osobe oskarzona.System karny, w mysl starej formuly: "lepiej»