Seks nie dla nastolatków - prezerwatyw nie sprzedają
23.04.2009
, aktualizacja: 24.04.2009 13:16
Rossmann nie sprzedaje prezerwatyw nieletnim. Prosiła ich o to Ewa Sowińska, poprzednia rzecznika praw dziecka z LPR. Ta, która zasłynęła domniemaniami na temat homoseksualizmu Teletubisiów.
ZOBACZ TAKŻE
- Dużo tańsza jazda koleją do Warszawy (23-04-09, 19:34)
- Nauczyciele sfałszowali test szóstoklasistów (23-04-09, 19:33)
- Obejrzyj naszą piękną słoniarnię (23-04-09, 16:48)
Kacper, poznański licealista, właśnie skończył 18 lat. Tuż przed urodzinami chciał kupić prezerwatywy w Rossmannie przy ul. Szkolnej. Przy kasie usłyszał: - A dowód osobisty jest?
- Przecież prezerwatywy to nie papierosy czy alkohol! - zdziwił się Kacper. Wtedy usłyszał, że w Rossmannie prezerwatyw nie sprzedaje się osobom niepełnoletnim.
Kacper, chcąc poznać podstawę prawną tego zakazu, zażądał rozmowy z kierowniczką. - Pokazała mi pismo, w którym powoływano się na konwencję o prawach dziecka - relacjonuje licealista.
Kacper nie jest jedynym klientem, którego Rossmann legitymował podczas sprzedaży prezerwatyw. W internecie - po wpisaniu do wyszukiwarki słów "Rossmann" i "prezerwatywy" - pojawia się temat z forum Kafeteria.pl. A tam wpis z lutego: "Kupiłam dziś w Rossmannie paczkę prezerwatyw. Kobieta za kasą powiedziała, że mam pokazać dowód osobisty. Zwaliło mnie to z nóg! Mam 21 lat!".
Kacper: - Prezerwatywy w Rossmannie nie są oznaczone jako towar dla dorosłych. To wymysł tej sieci. Nielegalny, bo kodeks wykroczeń przewiduje grzywnę dla przedsiębiorcy, który bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży towaru.
Pytamy rzecznika Rossmanna Romana Lewandowskiego, dlaczego nie sprzedają nastolatkom prezerwatyw. - Ale w naszych sklepach nie ma takiego zakazu - odpowiada zmieszany.
A pismo, które widział Kacper?
Lewandowski przyznaje, że sklepy w całym kraju dwa lata temu dostały pismo od rzecznika praw dziecka. Była nim wtedy Ewa Sowińska z LPR.
Lewandowski pokazuje nam to pismo. Zaczyna się ono od informacji, że 14 lipca 2006 r. olsztyński Rossmann sprzedał prezerwatywę dziecku (a dokładnie 16-latce). Dalej czytamy: "Sprzedaż małoletnim produktów, które przeznaczone są do czynności, które dla osób w tym wieku uznawane są za niemoralne, może przyczynić się do zaburzenia prawidłowego rozwoju dzieci." Na końcu rzecznik praw dziecka prosi Rossmanna o "podjęcie działań mających na celu skuteczne zabezpieczenie prawa dzieci do ochrony przed demoralizacją".
Rossmann posłuchał. - Ale chodziło o to, by nie sprzedawać prezerwatyw kilkuletnim dzieciom, a nie nastolatkom - zastrzega Lewandowski. - Jeśli nasz sprzedawca w Poznaniu poprosił o dowód nastolatka, to dokonał nadinterpretacji tego pisma. W naszych sklepach nie ma mowy o legitymowaniu kogokolwiek.
Do Kacpra nie trafia to tłumaczenie. - Rzecznik praw dziecka nie jest w Polsce ani władzą uchwałodawczą, ani wykonawczą i nie może niczego narzucać. Nie wiem też, o jaką demoralizacją tutaj chodzi - mówi. Wysłał więc do rzecznika praw dziecka (jest nim teraz Marek Michalak) maila z pytaniem, czy sklep mógł mu nie sprzedać prezerwatyw. I dostał odpowiedź: "W Polsce nie ma przepisu, który zabraniałby nabywania prezerwatyw przez osoby niepełnoletnie. Nie ma również obowiązku okazywania dowodu tożsamości podczas kupna prezerwatyw".
To samo rzecznik powiedział "Gazecie". - Wątpliwości mogłyby powstać ewentualnie w wypadku osoby poniżej trzynastego roku życia, a więc takiej, która nie ma zdolności do czynności prawnych - dodało biuro rzecznika.
Prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog, sprawę komentuje krótko: - To kuriozum! Jeśli oczekujemy od młodych ludzi odpowiedzialności, musimy dać im możliwość, by byli odpowiedzialni. Nie wyobrażam sobie, żeby we Francji czy w Niemczech w sklepach Rossmanna ktokolwiek pomyślał o legitymowaniu przy zakupie prezerwatyw.
Rzecznik Rossmanna zapewnia, że - po sprawie Kacpra - sklepy dostały drugie pismo, w którym zalecono sprzedawcom, aby tylko dzieciom nie sprzedawali prezerwatyw.
- Przecież prezerwatywy to nie papierosy czy alkohol! - zdziwił się Kacper. Wtedy usłyszał, że w Rossmannie prezerwatyw nie sprzedaje się osobom niepełnoletnim.
Kacper, chcąc poznać podstawę prawną tego zakazu, zażądał rozmowy z kierowniczką. - Pokazała mi pismo, w którym powoływano się na konwencję o prawach dziecka - relacjonuje licealista.
Kacper nie jest jedynym klientem, którego Rossmann legitymował podczas sprzedaży prezerwatyw. W internecie - po wpisaniu do wyszukiwarki słów "Rossmann" i "prezerwatywy" - pojawia się temat z forum Kafeteria.pl. A tam wpis z lutego: "Kupiłam dziś w Rossmannie paczkę prezerwatyw. Kobieta za kasą powiedziała, że mam pokazać dowód osobisty. Zwaliło mnie to z nóg! Mam 21 lat!".
Kacper: - Prezerwatywy w Rossmannie nie są oznaczone jako towar dla dorosłych. To wymysł tej sieci. Nielegalny, bo kodeks wykroczeń przewiduje grzywnę dla przedsiębiorcy, który bez uzasadnionej przyczyny odmawia sprzedaży towaru.
Pytamy rzecznika Rossmanna Romana Lewandowskiego, dlaczego nie sprzedają nastolatkom prezerwatyw. - Ale w naszych sklepach nie ma takiego zakazu - odpowiada zmieszany.
A pismo, które widział Kacper?
Lewandowski przyznaje, że sklepy w całym kraju dwa lata temu dostały pismo od rzecznika praw dziecka. Była nim wtedy Ewa Sowińska z LPR.
Lewandowski pokazuje nam to pismo. Zaczyna się ono od informacji, że 14 lipca 2006 r. olsztyński Rossmann sprzedał prezerwatywę dziecku (a dokładnie 16-latce). Dalej czytamy: "Sprzedaż małoletnim produktów, które przeznaczone są do czynności, które dla osób w tym wieku uznawane są za niemoralne, może przyczynić się do zaburzenia prawidłowego rozwoju dzieci." Na końcu rzecznik praw dziecka prosi Rossmanna o "podjęcie działań mających na celu skuteczne zabezpieczenie prawa dzieci do ochrony przed demoralizacją".
Rossmann posłuchał. - Ale chodziło o to, by nie sprzedawać prezerwatyw kilkuletnim dzieciom, a nie nastolatkom - zastrzega Lewandowski. - Jeśli nasz sprzedawca w Poznaniu poprosił o dowód nastolatka, to dokonał nadinterpretacji tego pisma. W naszych sklepach nie ma mowy o legitymowaniu kogokolwiek.
Do Kacpra nie trafia to tłumaczenie. - Rzecznik praw dziecka nie jest w Polsce ani władzą uchwałodawczą, ani wykonawczą i nie może niczego narzucać. Nie wiem też, o jaką demoralizacją tutaj chodzi - mówi. Wysłał więc do rzecznika praw dziecka (jest nim teraz Marek Michalak) maila z pytaniem, czy sklep mógł mu nie sprzedać prezerwatyw. I dostał odpowiedź: "W Polsce nie ma przepisu, który zabraniałby nabywania prezerwatyw przez osoby niepełnoletnie. Nie ma również obowiązku okazywania dowodu tożsamości podczas kupna prezerwatyw".
To samo rzecznik powiedział "Gazecie". - Wątpliwości mogłyby powstać ewentualnie w wypadku osoby poniżej trzynastego roku życia, a więc takiej, która nie ma zdolności do czynności prawnych - dodało biuro rzecznika.
Prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog, sprawę komentuje krótko: - To kuriozum! Jeśli oczekujemy od młodych ludzi odpowiedzialności, musimy dać im możliwość, by byli odpowiedzialni. Nie wyobrażam sobie, żeby we Francji czy w Niemczech w sklepach Rossmanna ktokolwiek pomyślał o legitymowaniu przy zakupie prezerwatyw.
Rzecznik Rossmanna zapewnia, że - po sprawie Kacpra - sklepy dostały drugie pismo, w którym zalecono sprzedawcom, aby tylko dzieciom nie sprzedawali prezerwatyw.
- 214 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Prezerwatywy proszę. A dowodzik osobisty jest?
ravko2w
24.04.09, 09:20
...bez przesadyzmu...przeciez wiek inicjacji seksualnej i tak sie obnizyl. na to sie juz nie poradzi. jesli beda chcieli uprawiac seks to i tak to zrobia, chocby bez prezerwatywy...tylko, ze»
-
Prezerwatywy proszę. A dowodzik osobisty jest?
wyksztalciunio
24.04.09, 10:10
Biznesmeni z Rossmana.Na prośbę nieletniego o prezerwatywy.Wręczajcie...katechizm,firma za to otrzyma 300 dni odpustu!»
-
prezerwatywa zje dziecko
r.maszkowski
24.04.09, 12:17
Albowiem? Jakie straszliwe zagrożenie czyha na dzieci w prezerwatywie?»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Szkoły katolickie? Miasto mówi "nie"
- Bardzo tanio do Berlina. Nawet za złotówkę





