Morderca odkręcił kurki od gazu. A gaz wyleciał dziurami w bloku

Piotr Żytnicki
31.03.2009 , aktualizacja: 01.04.2009 11:23
A A A Drukuj
Fuszerka budowniczych z PRL uratowała życie ponad 100 rodzin z wieżowca przy ul. Hetmańskiej 54. Jak się dowiedzieliśmy, gaz odkręcony po to, by wysadzić blok, ulatniał się ponad 18 godzin.
Widok z okna wieżowca przy ul. Hetmańskiej w Poznaniu
Fot. Piotr Skornicki / AG
Widok z okna wieżowca przy ul. Hetmańskiej w Poznaniu
Chodzi o sprawę morderstwa 70-letniego Włodzimierza R., który mieszkał samotnie w bloku przy Hetmańskiej. 1 marca br. zmasakrowane ciało emeryta odnalazła rodzina. Policja ustaliła, że dzień wcześniej mężczyznę odwiedził daleki krewny: 19-letni Wojciech P. To on jest podejrzany o zabójstwo. Wersje są dwie: albo chciał pożyczyć pieniądze, ale staruszek odmówił, więc musiał zginąć, albo też 19-latek od początku planował zbrodnię i rabunek mieszkania.

Morderca, zanim wyszedł, postanowił zatrzeć ślady. Odkręcił kurki od gazu w kuchence, a okap połączony z kratką wentylacyjną zapchał ubraniami.

"Gazeta" dotarła do opinii biegłego gazownika, z której wynika, że niewiele brakowało do tragedii. Gaz ulatniał się aż 18 godzin. Ekspert stwierdził, że niebezpieczeństwo wybuchu było znaczne, zaś sama eksplozja mogła zniszczyć nie tylko wieżowiec, ale także wszystko, co znajdowało się w pobliżu.

Nierealne? 13 lat temu wybuch gazu zabił 22 osoby w gdańskim wieżowcu. Parter i pierwsze piętro rozsypały się, a pozbawione podparcia wyższe kondygnacje opadły, osadzając się na gruzach. Akcja ratunkowa trwała 86 godzin. Z wyliczeń gazowników wynikało, że w chwili wybuchu w piwnicy budynku zebrało się aż ok. 50 m sześc. gazu. Tymczasem odkręcenie wszystkich kurków w kuchence gazowej powoduje ulatnianie się jednego metra sześciennego gazu na godzinę. Czyli w mieszkaniu na Hetmańskiej teoretycznie zebrać mogło się nawet 18 m sześc. gazu.

Do wybuchu mogło doprowadzić nawet naciśnięcie dzwonka. Gaz jednak nie eksplodował. - Zapewne stężenie gazu było mniejsze, niż wynika z teoretycznych wyliczeń - tłumaczy Leszek Łuczak z Wielkopolskiej Spółki Gazownictwa.

Co więc uratowało mieszkańców?

- Zapewne budownictwo z czasów PRL. Gaz nie zbierał się w mieszkaniu, ale wydostawał się na zewnątrz - przypuszcza Paweł Wąsik z prokuratury rejonowej Poznań-Grunwald.

- To możliwe, bo w starych budynkach okna nie są zbyt szczelne. A gaz ziemny jest bardzo lekki, nie zbiera się jak propan butan, ale ucieka ku górze - dodaje Leszek Łuczak.

Prokuratura już planuje rozszerzenie zarzutów. - Wojciech P. będzie odpowiadał nie tylko za morderstwo, ale także za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób oraz mienia w wielkich rozmiarach - mówi prokurator Paweł Wąsik.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 41 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów