Koszmar Agnieszki cd: szkoła nietolerancji

Piotr Żytnicki
27.03.2009 , aktualizacja: 27.03.2009 23:09
A A A Drukuj
Jesteśmy szkołą tolerancji - napisała w oświadczeniu dyrekcja gimnazjum, w którym wyśmiewano i bito niepełnosprawną dziewczynkę. O zarzutach nie ma ani słowa
AGNIESZKA KRUSZONA Z MAMA ELZBIETA
Fot. Piotr Skórnicki / AG
AGNIESZKA KRUSZONA Z MAMA ELZBIETA
Historię 15-letniej Agnieszki opisaliśmy we wtorek w artykule "Szkoła nietolerancji". Dziewczynka w dzieciństwie miała wypadek: kolega popchnął ją na szkolnym boisku, uderzyła głową w asfalt, do dzisiaj ma padaczkę pourazową. Podstawówkę skończyła w domu. Mama zapisała ją do gimnazjum, bo lekarze stwierdzili, że Agnieszka powinna kontaktować się z innymi dziećmi.

A co spotkało ją w szkole? Mama dziewczynki wymienia: kopanie w brzuch, bicie, podkładanie nóg, plucie, nagrywanie na telefon komórkowy, obrzucanie popcornem w kinie, rozprucie czapki, oblanie sokiem plecaka, wreszcie wyzywania od "ścierek" i "łajz".

Dyrekcja szkoły od półtora roku nie poradziła sobie z rozwiązaniem problemu. W rozmowie z "Gazetą" dyrektor Maria Zaremba-Ślachciak tłumaczyła, że szkoła się stara: pedagog i psycholog rozmawiają z Agnieszką i jej kolegami, organizują warsztaty, by zintegrować dziewczynkę z klasą. Tyle że bez rezultatu. Szkoła tłumaczy to tak: Agnieszka jest specyficznym dzieckiem, ma trudności w kontakcie z rówieśnikami, zaczepia ich, szarpie, by zwrócić na siebie uwagę.

Po naszym artykule na szkolnej stronie internetowej ukazało się oświadczenie: "Wbrew temu, co napisała Gazeta Wyborcza, jesteśmy szkołą tolerancji. Uczy się u nas kilkunastu uczniów z orzeczeniem o niepełnosprawności i problemami zdrowotnymi (epilepsja, wady serca, kręgosłupa, niedowidzenie, astma, cukrzyca, ADHD). Dzieci te dobrze funkcjonują w szkole, rodzice nie mają zastrzeżeń do pracy placówki." Dalej przeczytać można o uczniach-wolontariuszach, którzy pomagają w hospicjum, zajmują się dziećmi z zespołem Downa czy porażeniem mózgowym.

"Szkoła kategorycznie nie zgadza się z przewodnią myślą artykułu, który mówi o bierności placówki wobec problemu Agnieszki" - czytamy w oświadczeniu. - "Jesteśmy świadomi tego, że istnieje bardzo cienka granica pomiędzy nadwrażliwością Agnieszki, jej brakiem dystansu do niektórych zachowań rówieśniczych a aktami agresji. Agnieszka swoją postawą zwraca na siebie uwagę młodzieży, usilnie szukając akceptacji."

Druga strona to kalendarium działań szkoły w sprawie konfliktu w klasie Agnieszki. Szkoła zarzuca matce dziewczynki, że nie informowała o trudnościach, jakie może sprawiać ich córka, a także nie korzystała z pomocy, gdy szkoła chciała skierować Agnieszkę na zajęcia wyrównawcze w Centrum Wspierania Rozwoju Dzieci i Młodzieży.

Elżbieta Kruszona, matka dziewczynki, te zarzuty odpiera: - Mówiłam o sytuacji Agnieszki, prosząc, by przyjęto ją do najspokojniejszej i najmniej licznej klasy. Tak się stało. Agnieszka uczy się w klasie z rozszerzonym angielskim. Na zajęcia nie posłałam córki, bo nie miałam samochodu i nie mogłabym dwa razy w tygodniu wozić ją z Rataj na Jeżyce. Poza tym Agnieszka, żeby nie mieć zaległości, całe popołudnia poświęca na naukę. Pisze i myśli nieco wolniej niż inne dzieci.

W piątek w "Gazecie" proponowaliśmy, by w rozwiązanie konfliktu włączył się profesjonalny mediator. Mama Agnieszki nie ma nic przeciwko.

A kuratorium? - Bierzemy taką możliwość pod uwagę - powiedziała w piątek rzecznik kuratorium Aleksandra Rychlewska.

Wszyscy przeciw jednej - komentarz Piotra Żytnickiego

Na stronie internetowej Gimnazjum nr 24 dyrekcja publikuje oświadczenie. Na dwóch stronach przekonuje, że dokonałem subiektywnej i niesprawiedliwej oceny pracy szkoły. Dlaczego? Bo napisałem, że szkoła od półtora roku nie radzi sobie z problemem. Agnieszka - jak twierdzi jej mama - była bita, kopana i wyśmiewana. W oświadczeniu szkoła wspomina tylko o "rzekomym gnębieniu", ale wprost nie zaprzecza, że do takich sytuacji nie dochodziło. Pani dyrektor, kiedy pytałem ją o rzucanie w Agnieszkę popcornem podczas seansu w kinie, powiedziała rozbrajająco: "To tylko dzieci. One nie są święte". Zapytałem też o nagrywanie Agnieszki na telefon komórkowy. Usłyszałem, że takie są czasy i szkoła walczy z tym zjawiskiem, a dowodem jest stos telefonów w biurko pani dyrektor.

O tym wszystkim w oświadczeniu szkoły nie ma ani słowa. Są natomiast zarzuty, że to Agnieszka swoją postawą utrudnia integrację. Czy to rzeczywiście jest sedno problemu? Dla mnie to odwracanie uwagi.

Na forum "Gazety" koledzy Agnieszki piszą o niej: "nienormalna". Ale są też inne głosy. Jedna z gimnazjalistek - w pełni zdrowa - pisze, że także padła ofiarą szkolnej przemocy. Koleżanka wysypała jej na głowę cukier, koledzy robili jej zdjęcia i rozwieszali po szkole. A numer jej telefonu wypisywano na przystanku tramwajowym.

O tym także szkoła milczy. Opisuje natomiast, gdzie i komu pomagają uczniowie-wolontariusze. Chwała im za to. Ale nie traćmy z oczu istoty problemu. Agnieszka jest sama. Przeciwko niej - uczniowie, ich rodzice, a nawet - jak się okazuje - nauczyciele i dyrektorka. I nikt mi nie wmówi, że wszystko jest tu w porządku.

Podziel się

  • 62 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Re: Koszmar Agnieszki cd: szkoła nietolerancji kinga525 28.03.09, 18:52

    Moim zdaniem winna jest szkola i beznadziejna kadra pedagogiczna ,nauczyciele zamiast pilnowac dzieci to kaweczni sobie spijaja a dzieci maja w powazaniu powinni ich wszystkich zwolnic wraz »

  • Koszmar Agnieszki cd: szkoła nietolerancji byrsie 30.03.09, 01:16

    ciekawe czego by sie dowiedzial o tej szkole inspektor oswiatowy wykorzystujac mniej konwencjonalne metody pracy i stosujac troche techniki w szkole, dziewczyna jest niepelnosprawna i niby »