Szkoła nie pomoże, tu potrzeba mediatora

Rozmawiał Piotr Żytnicki
26.03.2009 , aktualizacja: 26.03.2009 17:30
A A A Drukuj
Dwa dni temu opisaliśmy w "Gazecie" historię 15-letniej Agnieszki, której uczniowie z klasy nie akceptują.
Szkoła się broni: to Agnieszka prowokuje kolegów. A ci - jak wylicza matka dziewczyny - biją ją, opluwają i popychają. I tak od półtora roku.

Piotr Żytnicki: Czy szkoła sama może poradzić sobie z tym problemem?

Magdalena Grudziecka*: Nie. Konflikt między klasą i Agnieszką zaszedł za daleko. Włączeni są w niego uczniowie, nauczyciele, dyrekcja i rodzice. A wszystko, co proponuje szkoła, to spotkania i rozmowy.

Pedagog po lekcjach próbuje integrować uczniów z Agnieszką, w szkole są warsztaty dla tej klasy, ale nie wszyscy na nie chodzą.

- To źle, że są dobrowolne. Bo uczeń, który za swoje zachowanie mógłby dostać po uszach, nie przyjdzie. Przecież takie warsztaty mogłyby się odbywać na lekcjach wychowawczych.

Pani dyrektor przekonywała mnie, że szkoła starała się pomóc Agnieszce...

- Ale nie stanęła na wysokości zadania. Jeśli Agnieszka przez trzy lata nie chodziła do szkoły, to czemu nikt jej nie przygotował do wejścia w nowe środowisko? Dziewczynka stała się kozłem ofiarnym. Klasa uznała, że można na niej odreagowywać, bo jest inna. I dzisiaj szkoła twierdzi, że Agnieszka sama jest sobie winna, bo mówiła kolegom: idę na was naskarżyć. A być może żyjąc z mamą, nauczyła się, że po pomoc idzie się do dorosłego i nie jest to skarżenie. Czytałam w "Gazecie" o propozycji przeniesienia Agnieszki do innej szkoły. To nie jest dobre. Koledzy, którzy ją dręczyli, już coś wygrali, gdy sprawę przeciw nim w sądzie umorzono. Jeśli Agnieszka odejdzie, utwierdzą się tylko w przekonaniu, że mogą postępować tak, jak dotychczas.

Jak można dzisiaj pomóc Agnieszce i jej klasie?

- Jest sposób: zebrać rodziców, uczniów, nauczycieli w jednym miejscu i spisać kontrakt. Niech obie strony - Agnieszka i klasa - powiedzą, czego w sobie nie lubią i jasno określą, jakiego zachowania od siebie oczekują. Po podpisaniu kontraktu będą musiały go przestrzegać. To lepsze niż rozmowy.

Czy pomógłby zawodowy mediator?

- Jak najbardziej. Oddział naszego centrum jest także w Poznaniu. Osoba z zewnątrz mogłaby dokonać oceny bez emocji. Kurator na pewno ma wiedzę i doświadczenie, ale w rozstrzyganiu sporów, czyli mówieniu, kto ma rację i jak ma być, a nie w rozwiązywaniu konfliktów. Można podejrzewać, że będzie bronić szkoły, tak jak rodzic broni dziecka. Możliwe, że dyrekcja boi się, jak pomoc mediatora zostanie odebrana. Bo przecież ktoś może pomyśleć, że to wychowawcy powinni sobie z każdą sytuacją radzić. I jeśli ktoś pomaga z zewnątrz, to oznacza, że sobie nie radzą. Ale tak naprawdę sięgnięcie po mediatora nie jest kapitulacją. W tej sytuacji to jedyne dobre wyjście.

* Magdalena Grudziecka, mediatorka i zastępca prezesa Stowarzyszenia Polskiego Centrum Mediacji

Podziel się

  • 20 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów