Szkolny koszmar Agnieszki

Piotr Żytnicki
24.03.2009 , aktualizacja: 24.03.2009 22:55
A A A Drukuj
Kopanie w brzuch, podkładanie nóg, plucie, wyzywanie - tak wygląda integracja niepełnosprawnej Agnieszki w gimnazjum na Ratajach. Szkoła od półtora roku nie radzi sobie z tym problemem. Winę zrzuca na dziecko
AGNIESZKA KRUSZONA Z MAMA ELZBIETA
Fot. Piotr Skórnicki / AG
AGNIESZKA KRUSZONA Z MAMA ELZBIETA
"Co musiała znosić moja córka" - tak zaczyna się list, który Elżbieta Kruszona przyniosła na zebranie rodziców. Wymienia w nim: plucie, wykręcanie rąk, kopanie w brzuch i w tyłek, podkładanie nóg, rozprucie czapki, obrzucanie popcornem w kinie. Napisała też, co koledzy mówią jej córce: "Jesteś ścierką", "Ciebie trzeba napaść i okaleczyć", "łajza", "chłopka", "zaraza".

Worek na głowę

15-letnia Agnieszka od 2007 r. uczy się w Gimnazjum nr 24 na os. Bohaterów II Wojny Światowej. Wcześniej przez trzy lata nie chodziła do szkoły. Gdy miała dziewięć lat, popchnął ją kolega na boisku. Uderzyła głową w asfalt. Trafiła do szpitala. Diagnoza: padaczka pourazowa. Podstawówkę skończyła w domu. Lekarz zalecił powrócić do szkoły i kontakt z dziećmi.

Mama zapisała ją do gimnazjum. - Uprzedzałam, że córka jest niepełnosprawna, uczy się dobrze, ale czasem nad odpowiedzią myśli dłużej niż inni. Może też mieć kłopoty z nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami - mówi Elżbieta Kruszona.

W szkole zaczął się koszmar. - Klasa nie zaakceptowała córki. Zaczęły się głupie docinki. Podczas sprzątania świata koledzy nałożyli jej na głowę worek foliowy. Agnieszka rozmawiała z pedagogiem i psychologiem. Ja też chodziłam do szkoły, ale to nie pomogło - mówi matka.

Czarę goryczy przelał incydent na lekcji WOS. Pół roku temu siedzące za Agnieszką koleżanki zaczęły dociskać jej krzesło do ławki. Potem razem z kolegą miały kopać dziewczynę po nogach i pośladkach. W szpitalu lekarz stwierdził u Agnieszki stłuczenie okolicy lędźwiowej kręgosłupa.

Policja zarzuciła trójce gimnazjalistów spowodowanie obrażeń ciała i skierowała sprawę do sądu dla nieletnich. Rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Postępowanie umorzono. - Zeznania stron nie zgadzały się w szczegółach i sąd uznał, że nie można mówić o przestępstwie - wyjaśnia Jarema Sawiński, rzecznik sądu okręgowego.

Dyrektor: To też wina Agnieszki

A co zrobiła szkoła? Dyrektor Maria Zaremba-Ślachciak rozmowę z "Gazetą" zaczyna od zastrzeżenia: - Agnieszka jest dzieckiem specyficznym. Często zachowuje się infantylnie, co trudno zrozumieć jej kolegom. Od początku była skonfliktowana z klasą. Robimy wszystko, by jej pomóc. Jest pod stałą opieką psychologa. Rozmawiamy z jej kolegami. Chcemy ich zintegrować, ale to nie jest łatwe. Agnieszka izoluje się, a często sama prowokuje uczniów do agresywnych zachowań. Jak? Szarpała kolegę za plecak. Jemu też mogły nerwy puścić.

O pobiciu na lekcji WOS: - Przepytałam uczniów, którzy mieli kopać Agnieszkę i tych, którzy mogli to widzieć. Mimo że zaprzeczali wersji Agnieszki, upomniałam wszystkich. Bo nie była to sytuacja jednoznaczna. Ale podstaw do ukarania nie miałam.

O kopaniu i wykręcaniu rąk: - Nic do mnie nie dotarło. To były głównie konflikty słowne. Agnieszka nie pozostawała dłużna. Chodziła do psychologa, a potem mówiła kolegom, że już na nich naskarżyła. Najgorszą robotę robi jej mama, która przypomina córce o przykrych zdarzeniach.

O rzucaniu popcornem: - To są dzieciaki. One nie są święte. W każdej innej szkole mogłoby się to zdarzyć.

Sprawą zajmie się Kuratorium Oświaty w Poznaniu. - Szkoła twierdzi, że wyczerpała możliwości rozwiązania problemu. Razem będziemy więc się zastanawiać, co zrobić - zapewnia wizytator Alicja Trybus. - Chcę spotkać się również z mamą Agnieszki.

Ani szkoła, ani kuratorium nie mówią wprost, jak rozwiązać problem. Elżbieta Kruszona podejrzewa, że chodzi o przeniesienie jej córki do innej klasy lub szkoły. - Nie zgodzę się na to - zastrzega. - Nie zmienię szkoły, bo ta jest blisko domu, a ja do innej nie mogłabym dowozić Agnieszki. To ona jest tu ofiarą.

Szkoła sobie nie radzi

Prof. Władysław Dykcik z Zakładu Pedagogiki Specjalnej UAM: Zadaniem szkoły było ułatwienie dziewczynce wejścia w nowe środowisko. Tutaj mógł być popełniony pierwszy błąd. Matka - nadopiekuńcza - mogła tego nie ułatwiać. Ale jeżeli mija półtora roku, a dziewczynka wciąż jest stygmatyzowana z powodu niepełnosprawności, to znaczy, że dzieje się bardzo źle i szkoła nie radzi sobie z problemem.

Niestety, z doświadczenia wiem, że nauczyciele do takich sytuacji nie są przygotowani. Na studiach pedagogika specjalna zajmuje 15 godzin wykładów i ćwiczeń. To za mało. A takie dziecko jak Agnieszka wymaga specjalnego traktowania i nie można zrzucać na nią odpowiedzialności za konflikt. Tak naprawdę jej obecność w klasie powinna służyć budowaniu zachowań prospołecznych, a nie agresywnych.

Niestety, dzisiaj najlepszym wyjściem wydaje się przeniesienie dziewczynki do innej szkoły.

Podziel się

  • 724 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Szkolny koszmar Agnieszki quisti 25.03.09, 10:14

    Nie pozwoliłabym tak traktować swojej córki. Przeniosłabym ją do innej klasy,jak to nie pomoże jeszcze do następnej. Później do następnej szkoły, co z tegoże będzie daleko. Taka trauma »

  • Szkolny koszmar Agnieszki ja_111 25.03.09, 14:04

    Tłumaczenie, że ta dziewczyna nie zostawała dłużna nie powinno tu byćargumentem. Nic nie tłumaczy takiej agresji wobec nikogo. Te dzieciaki sąteraz wychowywane 'bezstresowo' - rodzice »

  • RE:Szkolny koszmar Agnieszki mika9303 25.03.09, 20:25

    Myślisz bert że jesteś świetny pisząc stek bzdur? mylisz się. Zobacz sobiefrekfencję GIM.24 jest ono najlepsze na ratajach. Ale co zrobić kiedy żerującamatka na zdrowiu dziecka zjebała całą »