Szkolny koszmar Agnieszki
24.03.2009
, aktualizacja: 24.03.2009 22:55
Kopanie w brzuch, podkładanie nóg, plucie, wyzywanie - tak wygląda integracja niepełnosprawnej Agnieszki w gimnazjum na Ratajach. Szkoła od półtora roku nie radzi sobie z tym problemem. Winę zrzuca na dziecko
ZOBACZ TAKŻE
- Koszmar Agnieszki cd: szkoła nietolerancji (27-03-09, 13:16)
- Szkoła nie pomoże, tu potrzeba mediatora (26-03-09, 17:30)
"Co musiała znosić moja córka" - tak zaczyna się list, który Elżbieta Kruszona przyniosła na zebranie rodziców. Wymienia w nim: plucie, wykręcanie rąk, kopanie w brzuch i w tyłek, podkładanie nóg, rozprucie czapki, obrzucanie popcornem w kinie. Napisała też, co koledzy mówią jej córce: "Jesteś ścierką", "Ciebie trzeba napaść i okaleczyć", "łajza", "chłopka", "zaraza".
Worek na głowę
15-letnia Agnieszka od 2007 r. uczy się w Gimnazjum nr 24 na os. Bohaterów II Wojny Światowej. Wcześniej przez trzy lata nie chodziła do szkoły. Gdy miała dziewięć lat, popchnął ją kolega na boisku. Uderzyła głową w asfalt. Trafiła do szpitala. Diagnoza: padaczka pourazowa. Podstawówkę skończyła w domu. Lekarz zalecił powrócić do szkoły i kontakt z dziećmi.
Mama zapisała ją do gimnazjum. - Uprzedzałam, że córka jest niepełnosprawna, uczy się dobrze, ale czasem nad odpowiedzią myśli dłużej niż inni. Może też mieć kłopoty z nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami - mówi Elżbieta Kruszona.
W szkole zaczął się koszmar. - Klasa nie zaakceptowała córki. Zaczęły się głupie docinki. Podczas sprzątania świata koledzy nałożyli jej na głowę worek foliowy. Agnieszka rozmawiała z pedagogiem i psychologiem. Ja też chodziłam do szkoły, ale to nie pomogło - mówi matka.
Czarę goryczy przelał incydent na lekcji WOS. Pół roku temu siedzące za Agnieszką koleżanki zaczęły dociskać jej krzesło do ławki. Potem razem z kolegą miały kopać dziewczynę po nogach i pośladkach. W szpitalu lekarz stwierdził u Agnieszki stłuczenie okolicy lędźwiowej kręgosłupa.
Policja zarzuciła trójce gimnazjalistów spowodowanie obrażeń ciała i skierowała sprawę do sądu dla nieletnich. Rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Postępowanie umorzono. - Zeznania stron nie zgadzały się w szczegółach i sąd uznał, że nie można mówić o przestępstwie - wyjaśnia Jarema Sawiński, rzecznik sądu okręgowego.
Dyrektor: To też wina Agnieszki
A co zrobiła szkoła? Dyrektor Maria Zaremba-Ślachciak rozmowę z "Gazetą" zaczyna od zastrzeżenia: - Agnieszka jest dzieckiem specyficznym. Często zachowuje się infantylnie, co trudno zrozumieć jej kolegom. Od początku była skonfliktowana z klasą. Robimy wszystko, by jej pomóc. Jest pod stałą opieką psychologa. Rozmawiamy z jej kolegami. Chcemy ich zintegrować, ale to nie jest łatwe. Agnieszka izoluje się, a często sama prowokuje uczniów do agresywnych zachowań. Jak? Szarpała kolegę za plecak. Jemu też mogły nerwy puścić.
O pobiciu na lekcji WOS: - Przepytałam uczniów, którzy mieli kopać Agnieszkę i tych, którzy mogli to widzieć. Mimo że zaprzeczali wersji Agnieszki, upomniałam wszystkich. Bo nie była to sytuacja jednoznaczna. Ale podstaw do ukarania nie miałam.
O kopaniu i wykręcaniu rąk: - Nic do mnie nie dotarło. To były głównie konflikty słowne. Agnieszka nie pozostawała dłużna. Chodziła do psychologa, a potem mówiła kolegom, że już na nich naskarżyła. Najgorszą robotę robi jej mama, która przypomina córce o przykrych zdarzeniach.
O rzucaniu popcornem: - To są dzieciaki. One nie są święte. W każdej innej szkole mogłoby się to zdarzyć.
Sprawą zajmie się Kuratorium Oświaty w Poznaniu. - Szkoła twierdzi, że wyczerpała możliwości rozwiązania problemu. Razem będziemy więc się zastanawiać, co zrobić - zapewnia wizytator Alicja Trybus. - Chcę spotkać się również z mamą Agnieszki.
Ani szkoła, ani kuratorium nie mówią wprost, jak rozwiązać problem. Elżbieta Kruszona podejrzewa, że chodzi o przeniesienie jej córki do innej klasy lub szkoły. - Nie zgodzę się na to - zastrzega. - Nie zmienię szkoły, bo ta jest blisko domu, a ja do innej nie mogłabym dowozić Agnieszki. To ona jest tu ofiarą.
Szkoła sobie nie radzi
Prof. Władysław Dykcik z Zakładu Pedagogiki Specjalnej UAM: Zadaniem szkoły było ułatwienie dziewczynce wejścia w nowe środowisko. Tutaj mógł być popełniony pierwszy błąd. Matka - nadopiekuńcza - mogła tego nie ułatwiać. Ale jeżeli mija półtora roku, a dziewczynka wciąż jest stygmatyzowana z powodu niepełnosprawności, to znaczy, że dzieje się bardzo źle i szkoła nie radzi sobie z problemem.
Niestety, z doświadczenia wiem, że nauczyciele do takich sytuacji nie są przygotowani. Na studiach pedagogika specjalna zajmuje 15 godzin wykładów i ćwiczeń. To za mało. A takie dziecko jak Agnieszka wymaga specjalnego traktowania i nie można zrzucać na nią odpowiedzialności za konflikt. Tak naprawdę jej obecność w klasie powinna służyć budowaniu zachowań prospołecznych, a nie agresywnych.
Niestety, dzisiaj najlepszym wyjściem wydaje się przeniesienie dziewczynki do innej szkoły.
Worek na głowę
15-letnia Agnieszka od 2007 r. uczy się w Gimnazjum nr 24 na os. Bohaterów II Wojny Światowej. Wcześniej przez trzy lata nie chodziła do szkoły. Gdy miała dziewięć lat, popchnął ją kolega na boisku. Uderzyła głową w asfalt. Trafiła do szpitala. Diagnoza: padaczka pourazowa. Podstawówkę skończyła w domu. Lekarz zalecił powrócić do szkoły i kontakt z dziećmi.
Mama zapisała ją do gimnazjum. - Uprzedzałam, że córka jest niepełnosprawna, uczy się dobrze, ale czasem nad odpowiedzią myśli dłużej niż inni. Może też mieć kłopoty z nawiązaniem kontaktów z rówieśnikami - mówi Elżbieta Kruszona.
W szkole zaczął się koszmar. - Klasa nie zaakceptowała córki. Zaczęły się głupie docinki. Podczas sprzątania świata koledzy nałożyli jej na głowę worek foliowy. Agnieszka rozmawiała z pedagogiem i psychologiem. Ja też chodziłam do szkoły, ale to nie pomogło - mówi matka.
Czarę goryczy przelał incydent na lekcji WOS. Pół roku temu siedzące za Agnieszką koleżanki zaczęły dociskać jej krzesło do ławki. Potem razem z kolegą miały kopać dziewczynę po nogach i pośladkach. W szpitalu lekarz stwierdził u Agnieszki stłuczenie okolicy lędźwiowej kręgosłupa.
Policja zarzuciła trójce gimnazjalistów spowodowanie obrażeń ciała i skierowała sprawę do sądu dla nieletnich. Rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami. Postępowanie umorzono. - Zeznania stron nie zgadzały się w szczegółach i sąd uznał, że nie można mówić o przestępstwie - wyjaśnia Jarema Sawiński, rzecznik sądu okręgowego.
Dyrektor: To też wina Agnieszki
A co zrobiła szkoła? Dyrektor Maria Zaremba-Ślachciak rozmowę z "Gazetą" zaczyna od zastrzeżenia: - Agnieszka jest dzieckiem specyficznym. Często zachowuje się infantylnie, co trudno zrozumieć jej kolegom. Od początku była skonfliktowana z klasą. Robimy wszystko, by jej pomóc. Jest pod stałą opieką psychologa. Rozmawiamy z jej kolegami. Chcemy ich zintegrować, ale to nie jest łatwe. Agnieszka izoluje się, a często sama prowokuje uczniów do agresywnych zachowań. Jak? Szarpała kolegę za plecak. Jemu też mogły nerwy puścić.
O pobiciu na lekcji WOS: - Przepytałam uczniów, którzy mieli kopać Agnieszkę i tych, którzy mogli to widzieć. Mimo że zaprzeczali wersji Agnieszki, upomniałam wszystkich. Bo nie była to sytuacja jednoznaczna. Ale podstaw do ukarania nie miałam.
O kopaniu i wykręcaniu rąk: - Nic do mnie nie dotarło. To były głównie konflikty słowne. Agnieszka nie pozostawała dłużna. Chodziła do psychologa, a potem mówiła kolegom, że już na nich naskarżyła. Najgorszą robotę robi jej mama, która przypomina córce o przykrych zdarzeniach.
O rzucaniu popcornem: - To są dzieciaki. One nie są święte. W każdej innej szkole mogłoby się to zdarzyć.
Sprawą zajmie się Kuratorium Oświaty w Poznaniu. - Szkoła twierdzi, że wyczerpała możliwości rozwiązania problemu. Razem będziemy więc się zastanawiać, co zrobić - zapewnia wizytator Alicja Trybus. - Chcę spotkać się również z mamą Agnieszki.
Ani szkoła, ani kuratorium nie mówią wprost, jak rozwiązać problem. Elżbieta Kruszona podejrzewa, że chodzi o przeniesienie jej córki do innej klasy lub szkoły. - Nie zgodzę się na to - zastrzega. - Nie zmienię szkoły, bo ta jest blisko domu, a ja do innej nie mogłabym dowozić Agnieszki. To ona jest tu ofiarą.
Szkoła sobie nie radzi
Prof. Władysław Dykcik z Zakładu Pedagogiki Specjalnej UAM: Zadaniem szkoły było ułatwienie dziewczynce wejścia w nowe środowisko. Tutaj mógł być popełniony pierwszy błąd. Matka - nadopiekuńcza - mogła tego nie ułatwiać. Ale jeżeli mija półtora roku, a dziewczynka wciąż jest stygmatyzowana z powodu niepełnosprawności, to znaczy, że dzieje się bardzo źle i szkoła nie radzi sobie z problemem.
Niestety, z doświadczenia wiem, że nauczyciele do takich sytuacji nie są przygotowani. Na studiach pedagogika specjalna zajmuje 15 godzin wykładów i ćwiczeń. To za mało. A takie dziecko jak Agnieszka wymaga specjalnego traktowania i nie można zrzucać na nią odpowiedzialności za konflikt. Tak naprawdę jej obecność w klasie powinna służyć budowaniu zachowań prospołecznych, a nie agresywnych.
Niestety, dzisiaj najlepszym wyjściem wydaje się przeniesienie dziewczynki do innej szkoły.
- 724 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Szkolny koszmar Agnieszki
quisti
25.03.09, 10:14
Nie pozwoliłabym tak traktować swojej córki. Przeniosłabym ją do innej klasy,jak to nie pomoże jeszcze do następnej. Później do następnej szkoły, co z tegoże będzie daleko. Taka trauma »
-
Szkolny koszmar Agnieszki
ja_111
25.03.09, 14:04
Tłumaczenie, że ta dziewczyna nie zostawała dłużna nie powinno tu byćargumentem. Nic nie tłumaczy takiej agresji wobec nikogo. Te dzieciaki sąteraz wychowywane 'bezstresowo' - rodzice »
-
RE:Szkolny koszmar Agnieszki
mika9303
25.03.09, 20:25
Myślisz bert że jesteś świetny pisząc stek bzdur? mylisz się. Zobacz sobiefrekfencję GIM.24 jest ono najlepsze na ratajach. Ale co zrobić kiedy żerującamatka na zdrowiu dziecka zjebała całą »
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Minęło 100 dni Term Maltańskich: ...
- Jak Maria Strzałko Poznań konserwowała ...





