Jak Mandar i Winston radzą sobie w Poznaniu
24.03.2009
, aktualizacja: 24.03.2009 21:30
Japończyk Terumichi w Polsce przeszedł na katolicyzm, wziął katolicki ślub i zagrał w filmie... księdza. Teraz pracuje na uniwersytecie. Mandar z Indii jest naukowcem. Laëtitia z Francji pracuje jako wolontariuszka. Stowarzyszenie Forum Kultur rusza z projektem, w którym pokazuje obcokrajowców żyjących w Poznaniu
Michał Kopiński: Projekt Multicultural - co to takiego?
Katarzyna Gondek, absolwentka filmoznawstwa na UAM i Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy, koordynatorka projektu Multicultural: - Projekt dotyczy obcokrajowców mieszkających w Poznaniu. Spotkaliśmy się z ludźmi, którzy przyjechali z przeróżnych stron świata i wylądowali u nas na dłużej lub krócej. Projekt ma dwie części: twórczą i praktyczną. Ta pierwsza to portrety fotograficzne obcokrajowców i wywiady z nimi. Druga - poradnik dla osób z zagranicy, jak radzić sobie w Poznaniu z urzędami, komunikacją miejską itd. Bo, proszę mi wierzyć, załatwienie formalności związanych na przykład ze ślubem to dla obcokrajowca prawdziwe wyzwanie.
Obie części spina strona internetowa Multicultural.pl. Pojawią się na niej portrety z wywiadami i poradnik. Kiedy startujecie?
- W piątek 17 kwietnia w British Council przy ul. Ratajczaka odbędzie się wernisaż portretów, które zrobił naszym bohaterom Jarek Piekarski. Fotografiom towarzyszą wywiady, które przeprowadziłam z poznańskimi obcokrajowcami. Zdjęcia i rozmowy pojawią się również na stronie internetowej. Oprócz tych ośmiu z wystawy, na stronie będzie też przynajmniej pięć kolejnych - bo cały czas pracujemy.
Jak szukała pani bohaterów?
- Obcokrajowcy są w Poznaniu wszędzie, dość łatwo ich spotkać. A jak już znajdzie się kogoś z egzotycznego kraju, na przykład z Kenii, to potem wystarczy pytać - bo obcokrajowcy często znają się nawzajem. Poza tym w naszym mieście jest kilka skupisk osób z zagranicy: UAM, dom studencki Uniwersytetu Medycznego. Ale są też miejsca i instytucje mało znane, jak Kościół Międzynarodowy, którego msze są odprawiane w kinie Dąbrówka czy International Ladies Club.
Każda pani rozmowa to historia innej osoby.
- To bardzo osobiste historie. Nie pytałam o to, jaka pogoda jest w pana, czy pani kraju. Interesowały mnie przede wszystkim powody, dla których moi rozmówcy przeprowadzili się do Poznania. Raz była to praca, raz nauka, często miłość.
Pani bohaterowie są polskojęzyczni, czy radzą sobie w Poznaniu bez znajomości języka?
- Różnie. Terumichi jeszcze w Japonii skończył polonistykę. Zresztą to bardzo ciekawa postać: po przyjeździe do Polski przeszedł na katolicyzm, wziął katolicki ślub, a nawet zagrał w filmie... księdza. Teraz pracuje na uniwersytecie. Więcej nie zdradzę, zapraszam na stronę i na wernisaż.
Czyli wiemy już, kto przyjechał do Poznania z miłości.
- Nie on jeden, bo Mandar z Indii też. I podobnie jak Terumichi, pracuje jako naukowiec. Ale sporo osób przyjechało do nas - jak Anastasja z Moskwy, czy Winston z Kenii - żeby się uczyć. A Laëtitia z Francji jest tu, żeby pracować jako wolontariuszka.
Multicultural to projekt jednorazowy, czy będzie miał swój ciąg dalszy?
- Wszystko wskazuje na to, że na wernisażu i stronie internetowej się nie skończy. Wystawa fotografii ma jeździć po kraju, a ja przymierzam się do realizacji filmu dokumentalnego o naszych obcokrajowcach.
Katarzyna Gondek, absolwentka filmoznawstwa na UAM i Mistrzowskiej Szkoły Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy, koordynatorka projektu Multicultural: - Projekt dotyczy obcokrajowców mieszkających w Poznaniu. Spotkaliśmy się z ludźmi, którzy przyjechali z przeróżnych stron świata i wylądowali u nas na dłużej lub krócej. Projekt ma dwie części: twórczą i praktyczną. Ta pierwsza to portrety fotograficzne obcokrajowców i wywiady z nimi. Druga - poradnik dla osób z zagranicy, jak radzić sobie w Poznaniu z urzędami, komunikacją miejską itd. Bo, proszę mi wierzyć, załatwienie formalności związanych na przykład ze ślubem to dla obcokrajowca prawdziwe wyzwanie.
Obie części spina strona internetowa Multicultural.pl. Pojawią się na niej portrety z wywiadami i poradnik. Kiedy startujecie?
- W piątek 17 kwietnia w British Council przy ul. Ratajczaka odbędzie się wernisaż portretów, które zrobił naszym bohaterom Jarek Piekarski. Fotografiom towarzyszą wywiady, które przeprowadziłam z poznańskimi obcokrajowcami. Zdjęcia i rozmowy pojawią się również na stronie internetowej. Oprócz tych ośmiu z wystawy, na stronie będzie też przynajmniej pięć kolejnych - bo cały czas pracujemy.
Jak szukała pani bohaterów?
- Obcokrajowcy są w Poznaniu wszędzie, dość łatwo ich spotkać. A jak już znajdzie się kogoś z egzotycznego kraju, na przykład z Kenii, to potem wystarczy pytać - bo obcokrajowcy często znają się nawzajem. Poza tym w naszym mieście jest kilka skupisk osób z zagranicy: UAM, dom studencki Uniwersytetu Medycznego. Ale są też miejsca i instytucje mało znane, jak Kościół Międzynarodowy, którego msze są odprawiane w kinie Dąbrówka czy International Ladies Club.
Każda pani rozmowa to historia innej osoby.
- To bardzo osobiste historie. Nie pytałam o to, jaka pogoda jest w pana, czy pani kraju. Interesowały mnie przede wszystkim powody, dla których moi rozmówcy przeprowadzili się do Poznania. Raz była to praca, raz nauka, często miłość.
Pani bohaterowie są polskojęzyczni, czy radzą sobie w Poznaniu bez znajomości języka?
- Różnie. Terumichi jeszcze w Japonii skończył polonistykę. Zresztą to bardzo ciekawa postać: po przyjeździe do Polski przeszedł na katolicyzm, wziął katolicki ślub, a nawet zagrał w filmie... księdza. Teraz pracuje na uniwersytecie. Więcej nie zdradzę, zapraszam na stronę i na wernisaż.
Czyli wiemy już, kto przyjechał do Poznania z miłości.
- Nie on jeden, bo Mandar z Indii też. I podobnie jak Terumichi, pracuje jako naukowiec. Ale sporo osób przyjechało do nas - jak Anastasja z Moskwy, czy Winston z Kenii - żeby się uczyć. A Laëtitia z Francji jest tu, żeby pracować jako wolontariuszka.
Multicultural to projekt jednorazowy, czy będzie miał swój ciąg dalszy?
- Wszystko wskazuje na to, że na wernisażu i stronie internetowej się nie skończy. Wystawa fotografii ma jeździć po kraju, a ja przymierzam się do realizacji filmu dokumentalnego o naszych obcokrajowcach.
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Jak Mandar i Winston radzą sobie w Poznaniu
kombinezon
25.03.09, 16:05
Pozdrawiam pana Mandara! Namaste! :)»
Najczęściej czytane24 htydzień
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Szach Iranu na Ratajach. Co tam robił w ...
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata ...
- Napad w centrum: Biznesmen stracił 700 tys. zł
- Poznań na zdjęciach dawniej i dziś. Lata 70-te
- Minęło 100 dni Term Maltańskich: ...
- Jak Maria Strzałko Poznań konserwowała ...



