Ofiara gwałtu wysyłała SMS-y do swoich oprawców, więc jest niewiarygodna

Marcin Krzemiński, TOK FM
19.03.2009 , aktualizacja: 20.03.2009 11:16
A A A Drukuj
"Cześć Karolku, mam nadzieję że nadal będziecie ze mną utrzymywać kontakt" - takiej treści SMS wysłała ofiara gwałtu do jednego ze swoich oprawców, dzień po zdarzeniu. Zdaniem prokuratury to podważa wiarygodność kobiety, jako ofiary gwałtu. Ona sama twierdzi, że chciała w ten sposób uzyskać dowód na to, że została skrzywdzona.
Sprawa stała się głośna, gdy "Polska Głos Wielkopolski", napisał, że 26-letnia kobieta, która została zgwałcona przez trzech mężczyzn, czuje się bezbronna, bo prokuratura w Wągrowcu, nie chce aresztować jej oprawców, mimo że ci jej grożą.

Decyzji o nie zastosowaniu aresztu nie podważyła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu. Podtrzymuje ją też Prokuratura Apelacyjna, która przeprowadziła w tej sprawie kontrolę na zlecenie Prokuratury Krajowej.

- Dowody, które zebrano, były w pewnej mierze niezgodne z tym, co zeznała pokrzywdzona. A nawet podważyły jej wiarygodność - twierdzi Anna Woźniak, rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Poznaniu.

- Chodzi tu między innymi o wyniki badań ginekologicznych, które przeprowadzono od razu po tym, jak pokrzywdzona zgłosiła się do prokuratury w Wągrowcu - kontynuuje Woźniak.

- Nie mogłam się ruszyć, byłam przygnieciona siedzeniami. Jak próbowałam krzyczeć, oprawcy "podgłaśniali" radio. Gdy stawiłam się na badania lekarskie, byłam cała posiniaczona, było to widać zwłaszcza na piersiach. Czy to nie jest dowód? - pyta w rozmowie z reporterem TOK FM ofiara gwałtu.

- Wiarygodność pokrzywdzonej podważają też SMS-y.- kontynuuje rzecznik Prokuratury Apelacyjnej. Wynika z nich, że ofiara utrzymywała kontakt ze swoimi oprawcami, zarówno przed, jak i po rzekomym gwałcie.

- To prawda. Wysyłałam SMS-y do oprawców, bo chciałam uzyskać jakiś dowód na to, co mi zrobili - twierdzi kobieta. - Być może źle je sformułowałam. Ale naprawdę nie wiedziałam jak je napisać, by ich nie wystraszyć. By dostać jakąś odpowiedź - dodaje.

Kobietę miał zgwałcić znajomy i jego dwaj koledzy. Mężczyźni zaoferowali, że zawiozą ją do domu, gdy wracała ze spotkania z bratem. W trakcie jazdy - jak twierdzi ofiara- nagle kierowca samochodu zjechał z trasy. Mężczyźni ponoć przekonywali kobietę, że "muszą się zmienić się za kierownicą", bo prowadzący samochód nie ma prawa jazdy. Potem 26-latkę mężczyźni mieli zgwałcić i odwieźć do domu, zastrzegając przy tym, że ma nikomu o sprawie nie mówić.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 36 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy