Straż ukarała wicekomendanta za szczerość
12.03.2009
, aktualizacja: 12.03.2009 19:23
Zastępca komendanta Straży Miejskiej skrytykował w "Gazecie" działanie monitoringu. Skłamał? Nie. Ale i tak dostał naganę! Za co? - Za niestosowanie zasad dotyczących udzielania informacji - mówi jego szef
ZOBACZ TAKŻE
- Komendant Łowicki zwalnia dwa razy (16-04-09, 17:07)
- Strażnik brał łapówki, więc straci pracę (17-03-09, 19:49)
- Skazany strażnik miejski pilnuje Urzędu Miasta (11-03-09, 20:43)
- Strażnicy mniej blokują, więcej kontrolują (12-01-09, 20:46)
Ukaranym jest Jacek Chilomer, w latach 90. szef poznańskiej drogówki, od ośmiu lat zastępca komendanta poznańskiej straży miejskiej. Karzącym - jego szef Alojzy Łowicki. Występek? Rozmowa Chilomera z dziennikarką "Gazety".
A zaczęło się od artykułu "Jałowiec w kamerze" pod koniec stycznia. Ujawniliśmy, że od ponad roku obraz z miejskich kamer trafia do siedziby straży miejskiej, tyle że nikt go nie ogląda. Chilomer pokazywał naszej reporterce puste krzesła przed monitorami. I tłumaczył: - Przyszli tu półtora roku temu. Podłączyli monitory, postawili szafę, a ja nie wiem, czy mogę z tym cokolwiek robić. Oficjalnie stacja nie należy do straży miejskiej, więc nie będę sadzał tu moich ludzi.
Chilomer w straży miejskiej nadzoruje funkcjonariuszy. Naszej dziennikarce mówił: - Nie mamy ani jednego wakatu, więc gdybym miał teraz posadzić tu strażnika, musiałbym najpierw ściągnąć go z ulicy.
Jak to możliwe? Stację monitoringu podarował strażnikom wydział zarządzania kryzysowego. Tyle że oficjalne przekazanie do dzisiaj nie nastąpiło. Chilomer tłumaczył, że konsola nie działa, więc nie można nawet zmienić ujęcia kamery. I tak na ul. Kościuszki - co pokazaliśmy na zdjęciach w "Gazecie" - kamera przez kilka minut pokazywała na całym ekranie jałowiec.
Jednak już kilka dni po artykule komendant Łowicki przysłał do redakcji list. Ale nie sprostowanie. Wyjaśniał: - Obserwacją obrazu z miejskiego monitoringu i monitoringu wewnętrznego Urzędu Miasta zajmuje się przez siedem dni w tygodni, przez całą dobę, w systemie trójzmianowym, pięciu strażników miejskich.
Kto mówił prawdę, a kto kłamał? Chilomer dzisiaj nie chce rozmawiać z "Gazetą". A Łowicki?
"Gazeta": - Czy pana zastępca kłamał?
Łowicki: - Nie rozumiem dlaczego twierdzi pani, że Chilomer skłamał. Być może pani nie przekazała wszystkich informacji od niego uzyskanych lub też nie doceniła ich.
"Gazeta": - Dlaczego zatem Chilomer dostał naganę?
Łowicki: - Przyczyną udzielenia nagany było niestosowanie zasad dotyczących udzielania informacji publicznej.
Co to za zasady? W regulaminie straży miejskiej nie ma ani słowa o tym, kto może rozmawiać z dziennikarzami, a kto nie. Sam Łowicki przyznaje zresztą, że jego zastępca miał prawo rozmawiać z naszą reporterką. Na czym więc polega wina Chilomera? Łowicki nie potrafi nam tego wyjaśnić.
PS Wczoraj konsola działała, a strażnik obserwował już obraz z miejskiego monitoringu.
A zaczęło się od artykułu "Jałowiec w kamerze" pod koniec stycznia. Ujawniliśmy, że od ponad roku obraz z miejskich kamer trafia do siedziby straży miejskiej, tyle że nikt go nie ogląda. Chilomer pokazywał naszej reporterce puste krzesła przed monitorami. I tłumaczył: - Przyszli tu półtora roku temu. Podłączyli monitory, postawili szafę, a ja nie wiem, czy mogę z tym cokolwiek robić. Oficjalnie stacja nie należy do straży miejskiej, więc nie będę sadzał tu moich ludzi.
Chilomer w straży miejskiej nadzoruje funkcjonariuszy. Naszej dziennikarce mówił: - Nie mamy ani jednego wakatu, więc gdybym miał teraz posadzić tu strażnika, musiałbym najpierw ściągnąć go z ulicy.
Jak to możliwe? Stację monitoringu podarował strażnikom wydział zarządzania kryzysowego. Tyle że oficjalne przekazanie do dzisiaj nie nastąpiło. Chilomer tłumaczył, że konsola nie działa, więc nie można nawet zmienić ujęcia kamery. I tak na ul. Kościuszki - co pokazaliśmy na zdjęciach w "Gazecie" - kamera przez kilka minut pokazywała na całym ekranie jałowiec.
Jednak już kilka dni po artykule komendant Łowicki przysłał do redakcji list. Ale nie sprostowanie. Wyjaśniał: - Obserwacją obrazu z miejskiego monitoringu i monitoringu wewnętrznego Urzędu Miasta zajmuje się przez siedem dni w tygodni, przez całą dobę, w systemie trójzmianowym, pięciu strażników miejskich.
Kto mówił prawdę, a kto kłamał? Chilomer dzisiaj nie chce rozmawiać z "Gazetą". A Łowicki?
"Gazeta": - Czy pana zastępca kłamał?
Łowicki: - Nie rozumiem dlaczego twierdzi pani, że Chilomer skłamał. Być może pani nie przekazała wszystkich informacji od niego uzyskanych lub też nie doceniła ich.
"Gazeta": - Dlaczego zatem Chilomer dostał naganę?
Łowicki: - Przyczyną udzielenia nagany było niestosowanie zasad dotyczących udzielania informacji publicznej.
Co to za zasady? W regulaminie straży miejskiej nie ma ani słowa o tym, kto może rozmawiać z dziennikarzami, a kto nie. Sam Łowicki przyznaje zresztą, że jego zastępca miał prawo rozmawiać z naszą reporterką. Na czym więc polega wina Chilomera? Łowicki nie potrafi nam tego wyjaśnić.
PS Wczoraj konsola działała, a strażnik obserwował już obraz z miejskiego monitoringu.
- 20 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Straż ukarała wicekomendanta za szczerość
rossanoff
12.03.09, 19:58
Panie Komendancie, a kto zatrudnia policjanta w straży ? chyba samobójca, człowieku zastanów sie. Bedzie podpieprzał cie ile wlezie zeby cie wygryść , a jak trzeba to i cos wymysli - a to »
-
Straż ukarała wicekomendanta za szczerość
mikeszpiotr
13.03.09, 08:17
Pan Komendant sam jest byłym wojskowym»
Najczęściej czytane24 htydzień




