Rozmowa z matką ofiary pedofila
30.06.2011
, aktualizacja: 27.02.2009 20:51
- Syn nie wychodzi z domu. Jest przerażony - mówi matka 15-latka, któremu groził śmiercią19-letni pedofil Hubert L. W środę sąd wypuścił go na wolność
ZOBACZ TAKŻE
- Chciał się zemścić czy tylko porozmawiać (30-06-11, 00:00)
- Słuchacze Radia Maryja grożą sędzi (30-06-11, 00:00)
- Hubert L. powinien zostać za kratami (30-06-11, 00:00)
Rodzina 15-latka w strachu
- Syn nie wychodzi z domu. Jest przerażony - mówi matka 15-latka, któremu groził śmiercią 19-letni pedofil. W środę sąd wypuścił go na wolność.
19-letniego Huberta L. policjanci zatrzymali w poniedziałek. Groził, że zabije 15-latka, który przed sądem oskarżył go o gwałt. Odsiedział za to dwa lata. Opinia z więzienia mówi, że resocjalizacja się nie udała. Hubert L. na wolność wyszedł we wrześniu ub.r. Prokuratura chciała, by sąd aresztował go na trzy miesiące, bo może zabić ofiarę. Sędzia uznał, że zagrożenia nie ma. W sądzie nikt nie chce decyzji komentować. - Być może inny sędzia zdecydowałby się na areszt - mówi Jarema Sawiński, rzecznik sądu okręgowego.
Prokuratura złożyła zażalenie na decyzję sądu. Sprawę chce zbadać też Ministerstwo Sprawiedliwości. - Za samą decyzję nie może odpowiadać, bo konstytucja gwarantuje mu niezawisłość - mówi rzeczniczka ministra Katarzyna Szeska.
Rozmowa z matką pokrzywdzonego
Piotr Żytnicki: Boi się pani?
Matka 15-latka: A pan by się nie bał? Rano wychodzę do pracy, a syn zostaje sam w domu. Już raz Hubert L. tu przyszedł. Musiał obserwować nasze mieszkanie, bo wiedział, że szłam po południu do pracy i syn jest sam. Stał pod drzwiami. Szarpał za klamkę. Krzyczał, żeby otworzyć drzwi. Uciekł, gdy syn zadzwonił po policję.
Kiedy pojawiły się pierwsze groźby?
- Jeszcze w grudniu. Hubert L. chodził za mną, za córką, za synem. Raz przyszedł pod jego szkołę. Powiedział, że ma dni policzone. Syn bał się wracać sam, więc szedł z kolegami. Hubert L. stał po drugiej stronie ulicy i mu wygrażał. Innym razem zaczepił córkę. Wszedł za nią do autobusu. Szarpał. Pasażer stanął w jej obronie i wyrzucił go z autobusu.
Zgłaszaliście to komuś?
- Za każdym razem dzwoniliśmy na policję. Patrol przyjeżdżał, ale panowie mówili, że nie mają podstaw, by go zamknąć. To się zmieniło dopiero w ubiegłym w tygodniu. Najpierw była sytuacja z drzwiami. Potem było drugie zdarzenie. Wieczorem wysłałam syna do sklepu. Hubert L. czekał na dole. Zaczął gonić syna. Krzyczał: "Zaje... Cię". Słyszałam te groźby. Raz L. przyszedł do naszego mieszkania. Otworzyłam drzwi. Powiedział tylko: "Ten skur... ma dni policzone".
Decyzja sądu panią zaskoczyła?
- Wie pan, jednego dnia policjanci mówią: proszę się nie bać, już go złapaliśmy, trafi do aresztu. Drugiego dnia mówią, że sąd go wypuścił. To jak niby to zrozumieć? Syn się ucieszył, gdy złapano Huberta L., teraz znów panicznie się go boi. Przez całe ferie siedział w domu. Od poniedziałku musi wrócić do szkoły. Co mam zrobić? W domu go nie zamknę.
Dlaczego pani syn ma zginąć?
- Chodzi o sprawę sprzed dwóch lat. Syn poznał Huberta L. w Starym Browarze. Kolegowali się. Raz zaprosił syna na obiad. Dosypał mu narkotyków do kakao, a gdy syn był zamroczony, zgwałcił go. Syn chował to w sobie, ale w końcu mi powiedział. Poszliśmy na policję. Sprawa trafiła do sądu. Hubert L. ma pretensje, że syn zeznawał. Chce się zemścić.
Sąd twierdzi, że to nie są realne groźby.
- Głupota! Hubert L. jest nieobliczalny. Chce dopaść syna. To jego obsesja. Inaczej by nas nie śledził, nie stał pod domem. Słyszałam też, że zażywa narkotyki. A taki człowiek może nie panować nad sobą.
- Syn nie wychodzi z domu. Jest przerażony - mówi matka 15-latka, któremu groził śmiercią 19-letni pedofil. W środę sąd wypuścił go na wolność.
19-letniego Huberta L. policjanci zatrzymali w poniedziałek. Groził, że zabije 15-latka, który przed sądem oskarżył go o gwałt. Odsiedział za to dwa lata. Opinia z więzienia mówi, że resocjalizacja się nie udała. Hubert L. na wolność wyszedł we wrześniu ub.r. Prokuratura chciała, by sąd aresztował go na trzy miesiące, bo może zabić ofiarę. Sędzia uznał, że zagrożenia nie ma. W sądzie nikt nie chce decyzji komentować. - Być może inny sędzia zdecydowałby się na areszt - mówi Jarema Sawiński, rzecznik sądu okręgowego.
Prokuratura złożyła zażalenie na decyzję sądu. Sprawę chce zbadać też Ministerstwo Sprawiedliwości. - Za samą decyzję nie może odpowiadać, bo konstytucja gwarantuje mu niezawisłość - mówi rzeczniczka ministra Katarzyna Szeska.
Rozmowa z matką pokrzywdzonego
Piotr Żytnicki: Boi się pani?
Matka 15-latka: A pan by się nie bał? Rano wychodzę do pracy, a syn zostaje sam w domu. Już raz Hubert L. tu przyszedł. Musiał obserwować nasze mieszkanie, bo wiedział, że szłam po południu do pracy i syn jest sam. Stał pod drzwiami. Szarpał za klamkę. Krzyczał, żeby otworzyć drzwi. Uciekł, gdy syn zadzwonił po policję.
Kiedy pojawiły się pierwsze groźby?
- Jeszcze w grudniu. Hubert L. chodził za mną, za córką, za synem. Raz przyszedł pod jego szkołę. Powiedział, że ma dni policzone. Syn bał się wracać sam, więc szedł z kolegami. Hubert L. stał po drugiej stronie ulicy i mu wygrażał. Innym razem zaczepił córkę. Wszedł za nią do autobusu. Szarpał. Pasażer stanął w jej obronie i wyrzucił go z autobusu.
Zgłaszaliście to komuś?
- Za każdym razem dzwoniliśmy na policję. Patrol przyjeżdżał, ale panowie mówili, że nie mają podstaw, by go zamknąć. To się zmieniło dopiero w ubiegłym w tygodniu. Najpierw była sytuacja z drzwiami. Potem było drugie zdarzenie. Wieczorem wysłałam syna do sklepu. Hubert L. czekał na dole. Zaczął gonić syna. Krzyczał: "Zaje... Cię". Słyszałam te groźby. Raz L. przyszedł do naszego mieszkania. Otworzyłam drzwi. Powiedział tylko: "Ten skur... ma dni policzone".
Decyzja sądu panią zaskoczyła?
- Wie pan, jednego dnia policjanci mówią: proszę się nie bać, już go złapaliśmy, trafi do aresztu. Drugiego dnia mówią, że sąd go wypuścił. To jak niby to zrozumieć? Syn się ucieszył, gdy złapano Huberta L., teraz znów panicznie się go boi. Przez całe ferie siedział w domu. Od poniedziałku musi wrócić do szkoły. Co mam zrobić? W domu go nie zamknę.
Dlaczego pani syn ma zginąć?
- Chodzi o sprawę sprzed dwóch lat. Syn poznał Huberta L. w Starym Browarze. Kolegowali się. Raz zaprosił syna na obiad. Dosypał mu narkotyków do kakao, a gdy syn był zamroczony, zgwałcił go. Syn chował to w sobie, ale w końcu mi powiedział. Poszliśmy na policję. Sprawa trafiła do sądu. Hubert L. ma pretensje, że syn zeznawał. Chce się zemścić.
Sąd twierdzi, że to nie są realne groźby.
- Głupota! Hubert L. jest nieobliczalny. Chce dopaść syna. To jego obsesja. Inaczej by nas nie śledził, nie stał pod domem. Słyszałam też, że zażywa narkotyki. A taki człowiek może nie panować nad sobą.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
-
Rozmowa z matką ofiary pedofila
zwyklaosoba
05.03.09, 10:23
A ojciec dziecka (o ile oczywiście żyje). Może on by wziął sprawy w swoje ręce. W normalnych czasach i społeczeństwach mężczyzni w rodzinie gwarantowali bezpieczeństwo swojemu domowi. Może »
-
Baza przestępców seksualnych wg kodu pocztowego
l.george.l
05.03.09, 22:51
Chcecie sprawdzić, czy na Waszej ulicy mieszka przestępca seksualny? Albo czy wparafii nie zadekował się pedofil? Żaden problem. Możecie zobaczyć nawet jegozdjęcie, poznać dane personalne, »
Najczęściej czytane24 htydzień


