Kultura w Poznaniu: coś się tu zmienia, coś drga
23.02.2012
, aktualizacja: 22.02.2012 20:04
Miasto rozdysponowało dotacje na wydarzenia kulturalne. Pierwszy raz wnioski o dofinansowanie oceniali również zewnętrzni specjaliści z powołanego niedawno Zespołu Ekspertów. Poznaliśmy również punktację przyznaną poszczególnym projektom. To krok ku większej przejrzystości polityki kulturalnej magistratu - komentuje dziennikarz "Gazety" Michał Danielewski.
ZOBACZ TAKŻE
- Wiceprezydent Jaworski: Możemy się nawet kłócić (24-02-12, 12:00)
- O kontenerach: Przestańmy brnąć w to szaleństwo! (23-02-12, 10:30)
- Szwajcarska pracuje w rytmie serca (23-02-12, 09:30)
- Liceum akademickie powstanie w Poznaniu (23-02-12, 09:00)
- Poświęć trzy minuty dla śródmieścia Poznania! (22-02-12, 16:54)
- Umowa podpisana, wiadukt górczyński do remontu (22-02-12, 16:07)
Przewrotnie i trochę złośliwie można powiedzieć, że to wszystko przez kryzys. Że kiedy nie ma zbyt wiele pieniędzy, to chociaż procedury ich rozdzielania muszą być jasne i przejrzyste. Ale nawet jeśli magistrat kierował się właśnie taką makiaweliczną nieco motywacją, to i tak zasługuje na pochwałę. Tegoroczny konkurs na dotacje dla wydarzeń kulturalnych organizowanych przez fundacje i stowarzyszenia był - zwłaszcza jak na dotychczasowe poznańskie standardy w tej dziedzinie - wyjątkowo przejrzysty, a jego wyniki oparte na merytorycznych przesłankach. Co nie znaczy, że był doskonały. Ale miasto zrobiło krok w dobrą stronę.
Pierwszy dobry ruch to wyłączenie z konkursu Festiwalu Malta. W poprzednich latach rywalizacja o granty między ogromną imprezą-instytucją a mniejszymi wydarzeniami wyglądała dość kuriozalnie i, co ważniejsze, wprowadzała w błąd: suma pieniędzy przeznaczana dla organizacji pozarządowych wyglądała imponująco, tyle że lwia część z tej puli przypadała właśnie festiwalowi Michała Merczyńskiego. W tym roku - pierwszy raz bez Malty w konkursie - do podziału było 2,9 mln zł. To kwota niezbyt imponująca - przyznawał to wczoraj również wiceprezydent ds. kultury Dariusz Jaworski - ale wreszcie dokładnie wiemy, na czym stoimy.
Druga pozytywna nowość to włączenie w procedurę oceny wniosków zewnętrznych specjalistów z nowo powstałego Zespołu Ekspertów. Cieszy również skład komisji konkursowej, w której było dwóch przedstawicieli magistratu i czworo oceniających z NGO-sów. - Każda oferta była oceniana przez jednego z ekspertów, a członkowie komisji dysponowali kartą oceny i punktowali poszczególne propozycje w skali od 1 do 100. Najważniejszym kryterium była wartość merytoryczna zgłoszonych projektów - tak opisywała we wtorek całą procedurę Beata Mitmańska, szefowa wydziału kultury. I miło słuchało się tych słów. Ale ludzie odpowiedzialni za kulturę w magistracie muszą mieć świadomość, że to dopiero początek drogi, a nie jej zwieńczenie.
Póki co eksperci mieli jedynie głos doradczy, a ich oceny nie były wliczane do średniej. Warto się zastanowić, czy nie wzmocnić ich roli w przyszłości. Owszem, rodzi to pewne ryzyko, bo ludzie z Warszawy, czy Gdańska nie muszą znać naszej lokalnej specyfiki. Ale to także szansa na ostateczne przecięcie wszelkich podejrzeń o koteryjność. Warto też już w tej chwili rozpocząć dyskusję, jak wprowadzić w życie ewaluację ex post, czyli - mówiąc ludzkim językiem - ocenę realizacji dofinansowanych projektów. To pozwoli uniknąć przyznawania dotacji "z automatu" i wzmocni pozycję nowych inicjatyw w walce o granty. Trzeba też cały czas budować zaufanie między miastem a środowiskami niezależnymi, by nie dochodziło do sytuacji, w której ludzie z fundacji i stowarzyszeń odmawiają zasiadania w komisji konkursowej.
Jesteśmy w tej chwili w naprawdę dobrej sytuacji wyjściowej, a na horyzoncie coraz wyraźniej zaczyna majaczyć szansa na realną partycypację obywatelską w zarządzaniu poznańską kulturą. Mamy rekomendacje Kongresu Kultury, powstała Obywatelska Rada Kultury, funkcjonuje też Komisja Dialogu Obywatelskiego przy wydziale kultury. Jest z kim i o czym rozmawiać.
Pierwszy dobry ruch to wyłączenie z konkursu Festiwalu Malta. W poprzednich latach rywalizacja o granty między ogromną imprezą-instytucją a mniejszymi wydarzeniami wyglądała dość kuriozalnie i, co ważniejsze, wprowadzała w błąd: suma pieniędzy przeznaczana dla organizacji pozarządowych wyglądała imponująco, tyle że lwia część z tej puli przypadała właśnie festiwalowi Michała Merczyńskiego. W tym roku - pierwszy raz bez Malty w konkursie - do podziału było 2,9 mln zł. To kwota niezbyt imponująca - przyznawał to wczoraj również wiceprezydent ds. kultury Dariusz Jaworski - ale wreszcie dokładnie wiemy, na czym stoimy.
Druga pozytywna nowość to włączenie w procedurę oceny wniosków zewnętrznych specjalistów z nowo powstałego Zespołu Ekspertów. Cieszy również skład komisji konkursowej, w której było dwóch przedstawicieli magistratu i czworo oceniających z NGO-sów. - Każda oferta była oceniana przez jednego z ekspertów, a członkowie komisji dysponowali kartą oceny i punktowali poszczególne propozycje w skali od 1 do 100. Najważniejszym kryterium była wartość merytoryczna zgłoszonych projektów - tak opisywała we wtorek całą procedurę Beata Mitmańska, szefowa wydziału kultury. I miło słuchało się tych słów. Ale ludzie odpowiedzialni za kulturę w magistracie muszą mieć świadomość, że to dopiero początek drogi, a nie jej zwieńczenie.
Póki co eksperci mieli jedynie głos doradczy, a ich oceny nie były wliczane do średniej. Warto się zastanowić, czy nie wzmocnić ich roli w przyszłości. Owszem, rodzi to pewne ryzyko, bo ludzie z Warszawy, czy Gdańska nie muszą znać naszej lokalnej specyfiki. Ale to także szansa na ostateczne przecięcie wszelkich podejrzeń o koteryjność. Warto też już w tej chwili rozpocząć dyskusję, jak wprowadzić w życie ewaluację ex post, czyli - mówiąc ludzkim językiem - ocenę realizacji dofinansowanych projektów. To pozwoli uniknąć przyznawania dotacji "z automatu" i wzmocni pozycję nowych inicjatyw w walce o granty. Trzeba też cały czas budować zaufanie między miastem a środowiskami niezależnymi, by nie dochodziło do sytuacji, w której ludzie z fundacji i stowarzyszeń odmawiają zasiadania w komisji konkursowej.
Jesteśmy w tej chwili w naprawdę dobrej sytuacji wyjściowej, a na horyzoncie coraz wyraźniej zaczyna majaczyć szansa na realną partycypację obywatelską w zarządzaniu poznańską kulturą. Mamy rekomendacje Kongresu Kultury, powstała Obywatelska Rada Kultury, funkcjonuje też Komisja Dialogu Obywatelskiego przy wydziale kultury. Jest z kim i o czym rozmawiać.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Kultura w Poznaniu: coś się tu zmienia, coś drga
tomasz.grzonka
23.02.12, 14:48
To bardzo dobrze ze cos sie zmienia, choc byloby lepiej gdyby miasto samo odpowiadalo za pieniadze ktorymi dysponuje, ja chciabym miec przede wszystkim zaufanie do urzednika ktoremu nie »
Najczęściej czytane24 htydzień




