Szwajcarska pracuje w rytmie serca

saw
23.02.2012 , aktualizacja: 22.02.2012 19:48
A A A Drukuj
- Czuję się tu tak dobrze, aż zapomniałam, że jestem chora! - mówiła wczoraj Irena Stachera, pacjentka oddziału kardiologii przy Szwajcarskiej. Nowy ośrodek leczenia sercowców na Franowie działa pełną parą.
Nowoczesne sale oddziału kardiologii szpitala na Szwajcarskiej
Fot. Lukasz Ogrodowczyk / Agencja Gazeta
Nowoczesne sale oddziału kardiologii szpitala na Szwajcarskiej
W 1995 roku kardiolog dr Janusz Rzeźniczak przeprowadził pierwszy w miejskim szpitalu im. Strusia zabieg założenia stentu. Za pomocą cewnika balonikowego wprowadził do tętnicy wieńcowej pacjentki małą sprężynkę, która przywróciła drożności naczynia. To była sensacja i początek rewolucji w poznańskiej kardiologii. W latach 90. szpital wykonywał kilkanaście takich zabiegów rocznie. W tym roku planuje ich dwa tysiące.

- Jesteśmy jednym z najważniejszych ośrodków leczenia chorób serca w regionie, zawłaszcza ostrych zawałów - mówi dr Janusz Rzeźniczak, obecnie szef pracownik hemodynamiki w szpitalu przy Szwajcarskiej. I podaje przykłady - u czterech tysięcy chorych szpital planuje wykonać w tym roku koronarografię, czyli badanie tętnic wieńcowych. A kilkuset następnych wyleczy z zaburzeń rytmu serca.

Do niedawna ośrodek działał pod dwoma adresami - przy Szkolnej i Szwajcarskiej. W styczniu - niemal w jeden dzień razem z meblami, sprzętem i pacjentami - przeniósł się na Franowo. Mieści się tu kardiologia, kardiochirurgia, pracownia hemodynamiki i pracownia elektrofizjologii. Do kompletu brakuje tylko - rehabilitacji.

Na wyposażenie i remont oddziałów dla sercowców w ciągu ostatnich lat Poznań wydał ok. 30 milionów złotych. Tylko pracownia hemodynamiki warta jest ponad osiem milionów złotych. Stoją w niej między innymi dwa nowoczesne angiografy, w tym jeden z system umożliwiającym obejrzenie naczyń w 3D. Pacjenci leżą w klimatyzowanych salach i słuchają muzyki (bo większość zabiegów przeprowadza się w miejscowym znieczuleniu). A system kamer i światłowodów pozwala lekarzom obejrzeć operację na żywo w dyżurce.

- Operujemy najtrudniejsze przypadki. Ostatnio - 90-latka ze zwężeniem pnia lewej tętnicy wieńcowej - opowiada dr Rzeźniczak (siedzi właśnie przed telewizyjnym ekranem i ogląda zapis zabiegu). - To był bardzo trudny zabieg. Ale udało nam się udrożnić tętnice i po 30 godzinach chory wrócił zdrowy do domu. To sukces ponad 40-osobowego zespołu - kardiologów, kardiochirurgów, anestezjologów. Jesteśmy zgranym zespołem, jak dobra drużyna piłkarska!

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy