Adopcje: Dzieci będą dłużej czekać na rodziców

Ludmiła Anannikova
15.02.2012 , aktualizacja: 15.02.2012 11:08
A A A Drukuj
Jeden ośrodek adopcyjny zniknął z początkiem roku w Wielkopolsce, pozostałe zaś mają teraz klientów z całej Polski i więcej pracy. Oznacza to, że rodzice będą musieli dłużej czekać na dziecko. - Rok 2012 dla adopcji będzie stracony - uważa Joanna Luberacka z fundacji Przyjaciółka
Ciąża
Fot. sxc.hu
Ciąża
Stało się tak za sprawą nowej ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej. Z początkiem roku w Polsce zniknęła jedna trzecia ośrodków adopcyjnych. Ustawa zabrała zadania związane z adopcją powiatom i przekazała samorządom wojewódzkim. Przez ostatnie miesiące ub.r. wszystkie powiatowe ośrodki adopcyjne były likwidowane. Marszałkowie mieli do końca roku utworzyć nowe placówki. Zwykle zostawały nimi te dawne powiatowe ośrodki, które w 2010 r. przeprowadziły co najmniej 10 adopcji. Dla ośrodków niepublicznych przyjęto inną zasadę: przetrwać miały te, które w 2010 r. miały 20 adopcji.

Właśnie to kryterium spowodowało, że w Poznaniu zlikwidowano niepubliczny ośrodek adopcyjny stowarzyszenia Pro-Familia. W 2010 r. przeprowadził 13 adopcji, podobną liczbę również w ub. roku. - Zostaliśmy zobowiązani, by do 15 stycznia przekazać wszystkie toczące się sprawy marszałkowi województwa - mówi Romana Chrust, była dyrektorka ośrodka.

Choć ośrodek przestał zajmować się adopcjami, Chrust nie musiała zwalniać pracowników. - Wygraliśmy miejski konkurs na prowadzenie poradni dla rodzin naturalnych oraz zastępczych - opowiada Chrust. Uważa, że w Wielkopolsce reorganizacja ośrodków odbyła się w miarę bezboleśnie. - Niektórzy rodzice oczywiście się niepokoili, ale ośrodki, które mamy w województwie, działają sprawnie. Nie sądzę więc, by kilkanaście dodatkowych spraw zakłóciło ich funkcjonowanie. Wiem też, że marszałek nie wyklucza rozpisania konkursu na dodatkowy ośrodek, jeśli zajdzie taka potrzeba - tłumaczy Chrust.

Potwierdzają to dane z ośrodków. Ośrodek w Poznaniu znalazł w ub. roku rodziców dla 43 dzieci, ośrodek w Pile - dla 53. W Lesznie natomiast w ub. roku było 14 adopcji.

Jednak nie wszędzie w Polsce sytuacja wygląda tak dobrze. Wie o tym np. Dariusz, bankowiec z Żar (Lubuskie). Ma 7-letniego syna Piotra, ale zawsze marzył, by mieć więcej dzieci. - Ale co zrobić, skoro natura nie dała nam takiej możliwości? Zdecydowaliśmy się z żoną na adopcję. Tyle jest porzuconych maluchów. A my chcemy kochać, czujemy, że damy radę - tłumaczy pan Dariusz.

Wiosną zeszłego roku zaczął dzwonić do publicznych ośrodków adopcyjnych, ale już wtedy na szkolenie w nich trzeba było czekać półtora roku. W niepublicznym ośrodku w Żarach został przyjęty po dwóch miesiącach. W czerwcu 2011 r. rodzina uzyskała zaświadczenie, że może przyjąć dziecko. I nagle ośrodek przestał istnieć.

W opinii ministerstwa nowa ustawa zlikwidowała tylko te placówki, które nie mogły się pochwalić ani jedną udaną adopcją lub przeprowadziły ich bardzo mało. Ale znamy przypadki, w których było inaczej. Ośrodek w Żarach powstał dopiero w 2010 r., więc nie mógł spełnić wymogów nowej ustawy. Ale już w ub. roku znalazł dom dla 21 dzieci z 25 zgłoszonych przez pogotowia społeczne. - Kiedy usłyszałem o likwidacji, to się wściekłem. Nie chcę czekać na dziecko w nieskończoność - denerwuje się Dariusz. I tłumaczy: - W woj. lubuskim z czterech ośrodków zostały dwa. Kolejki na pewno się wydłużą.

Także zlikwidowany ośrodek w Otwocku miał dobre wyniki: w ub. roku był trzeci w województwie pod względem liczby przeprowadzonych adopcji: wysłał do sądu 50 wniosków o przysposobienie, z czego 30 dzieci znalazło w 2011 r. nowych rodziców. Ale dla urzędników liczył się tylko 2010 r., a wtedy zamkniętych spraw w Otwocku było sześć. Bo ośrodek, podobnie jak ten w Żarach, powstał w 2010 r.

W niektórych województwach władze zamknęły także publiczne ośrodki, choć formalnie wywiązały się z ustawowych norm. Np. publiczny ośrodek w Nowym Sączu w 2010 r. znalazł rodziców dla 27 dzieci, w 2011 - jeszcze więcej. Ale od stycznia zajmuje się wyłącznie rodzinami zastępczymi. Adopcje natomiast przeszły w ręce niewielkiej filii ośrodka z Krakowa, zatrudniającej tylko trzech pracowników.

Zdaniem byłego dyrektora ośrodka w Nowym Sączu Henryka Leśniary nowe przepisy wydłużą czas oczekiwania rodziców na dziecko. - Chętnych, by adoptować, z roku na rok przybywa. Wcześniej obsługiwaliśmy miasto i dwa powiaty i mieliśmy pełne ręce roboty, a teraz do każdego ośrodka można przyjechać z całej Polski i nie wolno nikomu odmówić - tłumaczy Leśniara. I dodaje: - Adopcja to nie jest szybka sprawa. Z każdą rodziną trzeba przeprowadzić kilka rozmów, które czasem trwają nawet po dwie godziny, a potem jeszcze przeszkolić. A dzieci czekają.

Niestety, niewłaściwa polityka adopcyjna innych województw może spowodować wydłużenie kolejek także w wielkopolskich ośrodkach. Potwierdza to Barbara Genda, dyrektorka ośrodka w Pile. Od nowego roku odbiera telefony z całej Polski. - Dzwonią do nas z Koszalina, z Płocka. Zapisujemy wszystkich, ale kiedy będą mogli przyjechać na szkolenie, powiedzieć nie możemy. Mamy jeszcze kolejkę oczekujących z zeszłego roku - tłumaczy Genda.

Wtóruje jej pracownica poznańskiego ośrodka, który rocznie szkoli ok. 80 rodzin: - Dzwoniły do nas pary z Głogowa i Wrocławia, mówiły, że tam na szkolenie zapisują dopiero na 2013 r. Wszystkich przyjmujemy, ale kolejka do szkoleń rośnie - mówi.

Joanna Luberacka z fundacji Przyjaciółka: - Przez pierwszą połowę roku nowy system dopiero będzie się rozkręcał, wiele ośrodków wstrzymało szkolenia, dlatego rok 2012 dla adopcji będzie stracony - uważa Luberacka.

Wątpliwości co do liczby potrzebnych ośrodków nie ma natomiast ministerstwo: - Ośrodki powołane z dniem 1 stycznia to duże profesjonalne instytucje, zatrudniające wysoko wykwalifikowaną kadrę, która ma duże doświadczenie w prowadzeniu spraw adopcyjnych. Nie wydaje się więc, aby była zagrożona ciągłość przeprowadzania adopcji w Polsce - twierdzą jego urzędnicy.

Luberacka: - Przepisy ustawy już obowiązują, więc pozostaje jedynie wierzyć, że marszałkowie mądrze poprowadzą politykę adopcyjną, np. w istniejących ośrodkach zatrudnią więcej pracowników. Wydaje się jednak, że wydłużenia kolejek po adopcję uniknąć się nie da.

Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej jeszcze w 2010 r. w Polsce działało 56 publicznych i 37 niepublicznych ośrodków adopcyjnych.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów