Cała władza w ręce... no właśnie: czyje?

Michał Wybieralski
04.02.2012 , aktualizacja: 03.02.2012 14:56
A A A Drukuj
Prezydenci powinni mieć więcej władzy - przekonuje Ryszard Grobelny, prezes Związku Miast Polskich. Działacze ruchów miejskich w całym kraju są przeciw - uważają, że planowane zmiany przepisów wprowadzą niemal "dyktaturę" prezydentów
Ryszard Grobelny
Fot. Łukasz Cynalewski / AG
Ryszard Grobelny
Gorący spór zaczął się od publikacji "Gazety". W ubiegłym tygodniu na stronach ogólnopolskich opisaliśmy przygotowany przez prezydenta Bronisława Komorowskiego projekt ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego. Znalazły się w nim także zapisy znacznie wzmacniające pozycję wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Mówią m.in. o tym, że w referendum nad odwołaniem prezydenta musi wziąć udział co najmniej tylu samo mieszkańców, ile wzięło udział w wyborach (obecnie wystarczą 3/5). Projekt przewiduje także, że prezydenci będą mogli być jednocześnie senatorami.

Taki postulat podczas ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych zgłaszał samorządowy ruch Obywatele do Senatu prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, który postulował przekształcenie senatu w tzw. izbę samorządową. Dziś, komentując prezydencki projekt ustawy, Dutkiewicz mówi: - Samorządowcy są w Polsce jedyną grupą dyskryminowaną przez przepisy. Dlaczego minister może być posłem, profesor wyższej uczelni senatorem, a prezydent miasta w Senacie już zasiadać nie może?

To samo pytanie stawia prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, ale nie łudzi się, że nowe przepisy przejdą w parlamencie. - Związek zawodowy pod nazwą "partia polityczna" zapewne się na to nie zgodzi - podkreśla.

O projekcie ustawy wzmacniającej prezydentów miast rozmawiamy z Ryszardem Grobelnym, prezydentem Poznania i szefem Związku Miast Polskich (prezydencki projekt to w dużej mierze postulaty ZMP), oraz Lechem Merglerem, liderem stowarzyszenia My-Poznaniacy i współorganizatorem Kongresu Ruchów Miejskich, który nie chce planowanych zmian przepisów.

Prezydenci miast powinni mieć więcej władzy

Rozmowa z Ryszardem Grobelnym*

Michał Wybieralski: Zgodnie z projektem ustawy przygotowanym przez Bronisława Komorowskiego, prezydenci miast mogliby być jednocześnie senatorami. Przysługiwałby im wtedy immunitet parlamentarny...

Ryszard Grobelny: - Postulat łączenia funkcji prezydenta i senatora ZMP podnosi od 1991 r. Takie rozwiązanie obowiązywało w drugiej połowie lat 90., ale zostało uchylone. Przekształcenie senatu w izbę samorządową to też jedyny niezrealizowany w pełni postulat "Solidarności" z sierpnia 1980 r. Prezydenci są za tym, ale wiemy, że do przekształcenia senatu wymagana jest zmiana konstytucji, co nie jest łatwe. Jednak bez zmiany ustawy zasadniczej można by dopuścić samorządowców do pracy w senacie, ich doświadczenie by się tam przydało.

A wyobraża pan sobie, by prezydent dużego lub średniego miasta mógł rzetelnie sprawować obie funkcje? Pan miałby na to czas?

- Senatorem i prezydentem Wrocławia był jednocześnie Bogdan Zdrojewski [dziś minister kultury - red.] i godził te funkcje. Co więcej, był uznawany za jednego z najlepszych prezydentów. Ale ja osobiście nie zdecydowałbym się na takie rozwiązanie. Nie byłbym w stanie podołać tym obowiązkom jednocześnie, bez rezygnacji z jednej z funkcji, które dziś pełnię.

O ustawie prezydenckiej mówi się, że wprowadza "dyktaturę" prezydentów.

- Nie znajduję tam zapisów, które wzmacniałyby rolę prezydenta kosztem rad miast i gmin. Prezydenci już dziś pełnią funkcje i wykonawcze, i zarządzające. Ale amerykański ekonomista zajmujący się studiami miejskimi prof. Richard Florida przekonywał podczas spotkania w Poznaniu, że prezydenci powinni mieć więcej władzy.

Pan jednak rządzi od kilkunastu lat bez większości w radzie. I doskonale radzi sobie z realizowaniem swojej wizji i zamierzonych inwestycji. Czyli można sprawnie rządzić bez dodatkowych narzędzi.

- Nikt nie mówi, że nie można. Uważam jednak, że podział władzy między radą a prezydentem jest nieprawidłowy. Radni powinni wyznaczać cele, tworzyć i uchwalać strategie, przeznaczać na nie środki i pilnować realizacji. Prezydent powinien wykonywać ich wolę. Jestem więc za przyznaniem radom większych kompetencji strategicznych, ale też zmniejszeniem kompetencji szczegółowych. Bo dziś np. radni nie mogą decydować o uchwalaniu programów oświatowych, ale muszą podejmować decyzje o wielkości okręgów szkolnych. Dla odmiany uważam, że w sprawie planowania przestrzennego to rada powinna mieć największe kompetencje. Od jej decyzji powinno zależeć nie tylko uchwalenie planu zagospodarowania, ale też wydanie decyzji o warunkach zabudowy dla obszarów, gdzie nie ma planu.

Ustawa miałaby podnieść próg ważności referendum w sprawie odwołania prezydenta. Dziś taka droga pozbycia się złej władzy i tak jest już bardzo trudna, po co więc kolejne utrudnienia?

- A dlaczego o odwołaniu prezydenta lub burmistrza miałoby decydować mniej ludzi niż o jego wyborze? Potrafię wyobrazić sobie sytuację, gdy większość mieszkańców wybiera prezydenta, następnie mniejszość go odwołuje, a większość znowu wybiera. Błąd logiczny. Zwracam też uwagę, że kiedyś do odwołania prezydenta w referendum niezbędny był udział 50 proc. mieszkańców, potem obniżono próg frekwencji. Prezydentów zmieniono ostatnio w Częstochowie i Łodzi (w referendum), czy w Szczecinie i Bydgoszczy (w wyborach). A więc tam, gdzie społeczność lokalna chce dokonać zmian, może je przeprowadzić.

Ustawa prezydencka ma wzmocnić udział mieszkańców w samorządzie - tak przynajmniej wynika z jej nazwy. Dlatego dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie - przynajmniej w zakresie pewnego procentu wydatków - budżetów partycypacyjnych, czyli układanych przez samych mieszkańców. Tego domagają się ruchy miejskie z całej Polski.

- Ale kto ma reprezentować wszystkich mieszkańców przy układaniu takiego budżetu, jak nie radni? To musiałoby być referendum, bo ogólna wola mieszkańców jest ponad wolą prezydenta i rady. Jednak referenda w takich sprawach są nieprawdopodobnie trudne do przeprowadzenia. Wyobrażam sobie, by mieszkańcy przyjmowali w nich plany inwestycyjne na kilka lat. Ale wcześniej ktoś - np. prezydent - musiałby przygotować kilka wariantów takich planów. Dziś na pewno nie jesteśmy jeszcze gotowi na takie referenda. Musimy doskonalić obecne narzędzia konsultacji społecznych, partycypacji, dialogu między władzami a mieszkańcami. Ja jestem zwolennikiem stopniowego oddawania władzy i pieniędzy różnym grupom społecznym czy np. radom osiedli. To trudny i długotrwały proces, ale może zwiększyć efektywność miejskich wydatków.

Rozmawiał Michał Wybieralski

* prezydent Poznania, prezes Związku Miast Polskich

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 31 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • demokracja lokalna ? a cóż to takiego ! organizator_org.domow_inc 04.02.12, 14:17

    karykaturalna wrzawa wokół karykatulnego problemu. Entuzjaści tzw.demokracji lokalnej chyba zupełnie nie rozumieją problemu samej demokracji lokalnej, poruszają się bowiem w schemacie »