Opinia: Pucek powinien podać się do dymisji

Andrzej W. Nowak
26.01.2012 , aktualizacja: 26.01.2012 11:42
A A A Drukuj
Z chwilą gdy pierwsze osoby zamieszkają w kontenerach, dyr. Pucek powinien zrezygnować ze stanowiska - pisze Andrzej W. Nowak*.
Jarosław Pucek, szef ZKZL
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Jarosław Pucek, szef ZKZL
20 stycznia w "Gazecie" ukazał się obszerny wywiad z szefem Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych Jarosławem Puckiem. Najbardziej uderza ton pogardy i brak szacunku dla godności ludzkiego życia, jaki przebija z wypowiedzi pana Pucka.

Widocznie wzruszanie się na pogrzebie nie zastępuje lektury dzieł Jana Pawła II. Moją reakcję sprowokowało przede wszystkim jedno zdanie z wywiadu. Dyr. Pucek zapytany przez dziennikarzy: „Jeśli taka osoba kupuje wódkę zamiast płacić za ogrzewanie - i nie jest samobójcą - to znaczy, że jest chora na chorobę alkoholową. I trzeba jej pomóc. Pan z nami rozmawia, jak u cioci na imieninach: mają na wódę, to niech zamarzają!”, odpowiedział: Tak stawiam sprawę, jak mnie pytacie. Co mamy zrobić? Oni mają prawo chorować na chorobę alkoholową i niszczyć mienie, a my mamy obowiązek ich utrzymywać?”.

Po pierwsze urzędnik powinien ostrożniej używać słowa prawo. Choroba alkoholowa to nie prawo, to nie przywilej. To wyniszczająca choroba ze skutkiem śmiertelnym. Wiktor Osiatyński, jeden z najbardziej znanych ekspertów, sam będący alkoholikiem, określił ją w jednej książce jako "chorobę nie grzech", później w innej książce dodał, że jest to "i grzech, i choroba", chcąc podkreślić, jakie dalekosiężne skutki (także dla charakteru, osobowości) ma ta choroba.

Co oznacza ta łatwa etykieta: pener, alkoholik, żul, męt, obszczymur? To osoba, która w jakiś sposób przestała panować nad własnym życiem, nadużywa alkoholu, boryka się z niemożliwymi do rozwiązania problemami finansowymi, może ma problem z innym rozwiązywaniem konfliktów niż tylko przy pomocy agresji. Niemożność panowania nad własnym życiem to problem wolności. Coś poszło nie tak, osoba taka nie może cieszyć się swoim wolnym życiem tak jak powinna. Czy to oznacza, że urzędnik administracyjny - dyr. Pucek - ma przejąć funkcje władzy sądowniczej i organów ścigania? Miasto ma tylko jedno rozwiązanie: problem należy zamieść pod dywan. Władze w Poznaniu cofają się do czasów średniowiecznej Wenecji, która była przytłoczona problemami wewnętrznymi (epidemia syfilisu, głód) i zewnętrznymi (przegrana wojna). Rozwiązanie znaleziono szybko - za nieszczęścia obwiniono Żydów i stłoczono na jednej z wysepek, tak powstało pierwsze getto. Reakcja ta to kapitulacja miasta, jego władz i mieszkańców. Miasto ze swej definicji jest bowiem wspólnotą polityczną, jakimś "MY". Znalezienie kozła ofiarnego i zamknięcie go w getcie, przerywa wspólnotę.

Z chwilą gdy pierwsze osoby zamieszkają w kontenerach, dyr. Pucek powinien zrezygnować ze stanowiska, wraz z innymi odpowiedzialnymi za tę sytuację osobami. Dlaczego? Z prostego powodu: jeżeli władze miejskie nie potrafią rozwiązać problemów w obrębie miasta, jako wspólnoty mieszkańców to widocznie są zbędne.

A czy można inaczej? Ponad 30 lat temu w PRL-u w Poznaniu zebrała się grupa osób, które miały problem z alkoholem. Podobnie jak mityczny "pener", o którym opowiadają nasze władze, były to osoby, które przestały kierować własnym życiem. Ta grupa osób, zainspirowana ruchem AA z USA, postanowiła założyć ruch samopomocy także w Poznaniu. Na początku nie było łatwo, władze były nieufne. Początkowo grupy były "nadzorowane" przez psychologów (co było niezgodne z duchem ruchu), później się usamodzielniły. Pierwsza grupa AA, założona na jesieni 1974 roku, nazywała się Eleusis i działa nieprzerwanie do dziś. Z Poznania ruch promieniował na całą Polskę. Setki, a może tysiące osób nauczyło się na nowo wolności i radzenia sobie z życiem, w tym m.in. Zenon Laskowik.

"Penerzy", alkoholicy, menele, obszczymury sami, wbrew wszystkiemu, z mozołem potrafili sobie pomóc, oczywiście nie wszyscy, nie zawsze. Wystarczyło skromne wsparcie ze strony władz PRL-owskiego Poznania.

Nie chcę od władz Poznania wiele, wystarczy mi na początek poziom dialogu społecznego z okresu PRL. Jeżeli władze, podobnie jak tamte, nie ufają samopomocowym, spółdzielczym ruchom, nie ma problemu: niech wyznaczą koordynatorów/obserwatorów. Z biegiem czasu pewnie przestaną być potrzebni.

Wiele miesięcy temu na spotkaniu z radnymi Tadeuszem Dziubą i Grzegorzem Ganowiczem oraz architektem Krzysztofem Nawratkiem, zaproponowałem radnemu Ganowiczowi, aby założyć spółdzielnie dla osób zagrożonych eksmisją (nie tylko do kontenerów) oraz studentów i studentek. Miasto mogłoby na początek przeznaczyć 10 proc. pustostanów na takie spółdzielnie. To dla części osób stanowiłoby sposób na spłatę zaległych czynszów (takie inicjatywy działają w innych miastach). W mojej propozycji ważne miejsce zajmują dwie poznańskie inicjatywy: "Barka" i "Rozbrat". Ta pierwsza podobnie jak AA to miejsce, gdzie rozwija się różne formy samopomocy. "Rozbrat" z kolei to dowód, że samorządna wspólnota z wyboru może prężnie funkcjonować i rozwijać się już kilkanaście lat, przyczyniając się także do rozwoju naszego miasta. Te oraz wiele innych organizacji, w tym ruchy samopomocowe, mogłyby spróbować uczynić Poznań miastem pionierskim, miastem eksperymentatorem raz jeszcze.

Niestety nie mam wielkich nadziei. Ponurym żartem jest bowiem fakt, że częściowo przy Barce rozwinęła się drużyna piłkarska bezdomnych prowadzona przez jakiś czas przez Jacka Czaplińskiego. Sukcesy międzynarodowe tej drużyny spowodowały, że w roku 2013 to właśnie Poznań będzie gospodarzem Mistrzostw Świata Bezdomnych. Mistrzostwa te, piłka uliczna, to także jeden ze sposobów, aby "penerzy", menele, obszczymury odzyskały wolność, radość życia. Ciekawe, że dyrektor Pucek, wielki fan piłki nożnej, nie wspomniał o tych mistrzostwach w wywiadzie. A przecież to doskonały sposób na promocję miasta, zdobycie funduszy i wyzwolenie energii społecznej. Niestety, jeżeli nie zrobimy nic, a miasto stworzy kontenerowe getto, Mistrzostwa Świata Bezdomnych 2013 będą tylko ponurym, ironicznym przypomnieniem porażki miasta.

Kończąc, mam nadzieję, że aktualne władze Poznania będą jednak w stanie wykazać się wrażliwością społeczną, podobną do tej, jakie miały poznańskie władze w okresie PRL.

A samemu dyr. Puckowi dedykuję słowa jego autorytetu: pamiętajcie o człowieku. Pamiętajcie o jego prawach, które są niezbywalne, bo wynikają z samego człowieczeństwa każdej osoby ludzkiej. Pamiętajcie o jego godności, w której muszą się spotkać poczynania wszystkich społeczeństw i społeczności [...] każdy z ludzi ma swoją osobową godność, ma prawa tej godności odpowiadające" - Jan Paweł II, Sollicitudo rei socialis, s. 17.

Korzystałem z książki "Cud przemiany. Z 30-lecia ruchu Anonimowych Alkoholików w Polsce" napisanej przez Włodzimierza Branieckiego i jego przyjaciół, Media Rodzina 2004.



* Andrzej W. Nowak - doktor filozofii, adiunkt w Instytucie Filozofii UAM.

Podziel się

  • 55 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów